Wysoka (Vysoká) to charakterystyczny, dwuwierzchołkowy szczyt w Tatrach Wysokich, położony w całości po stronie słowackiej. Wedle jednych pomiarów mierzy 2 547 m n.p.m., według innych – 2 559 m n.p.m. Którakolwiek z podanych liczb byłaby poprawna, tak czy tak Wysoka należy do ścisłej czołówki najwyższych tatrzańskich szczytów. Miłośnicy gór doceniają ją także za niebanalną sylwetkę, ciekawe wejście oraz fantastyczną, przebogatą panoramę widokową praktycznie na całe pasmo. W niniejszym wpisie opiszę wejście na oba wierzchołki Wysokiej najpopularniejszym wariantem tj. od przełęczy Waga. Zejdziemy natomiast do Doliny Złomisk, co pozwoli nam uatrakcyjnić przejście i zatoczyć ciekawą pętelkę.
Wysoka – najważniejsze informacje
- Wysoka to szczyt o dwóch, niemal identycznych wierzchołkach. Na jednym z nich umieszczono krzyż, a na drugim czekan. Wejście na szczyt z krzyżem jest łatwiejsze oraz ubezpieczone metalowymi kotwami. Wierzchołek z czekanem jest natomiast nieco wyższy – wedle ostatnich pomiarów o zawrotne 0,5 metra ;).
- Na Wysoką nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny.
- Najpopularniejszym sposobem zdobycia Wysokiej jest wariant z przełęczy Waga (2 337 m n.p.m.), na którą w komfortowy sposób można dostać czerwonym szlakiem turystycznym ze Szczybrskiego Jeziora na Rysy. Pozaszlakowy fragment bywa nazywany Drogą przez Pazdury i legitymuje się wyceną 0+ w skali UIAA. Niby niedużo, ale moim zdaniem odcinek jest dosyć wymagający, a na samym początku bardzo nieoczywisty nawigacyjnie. W niniejszym wpisie wariant ocenię jako wariant wejściowy.
- Drugą popularną opcją (zwłaszcza w przypadku wejść zimowych) jest podejście z Doliny Złomisk, wycenione również na 0+. Wariant ten wymaga znacznie dłuższego przebywania poza znakowanym szlakiem, ponieważ poza samą granią, musimy w ten sposób pokonać również rozległe dno doliny. Przez większość czasu, droga wiedzie wyraźną, dobrze „wykopczykowaną” ścieżką. Ten wariant zostanie opisany w niniejszym wpisie jako zejściowy.
- Oba warianty wymagają pokonania charakterystycznego żlebu, znajdującego się między dwoma wierzchołkami Wysokiej. Jest to jedno z tych miejsc w Tatrach, gdzie śnieg zalega wyjątkowo długo. Jeśli więc wybieracie się na Wysoką na samym początku sezonu letniego (koniec czerwca, początek lipca), sprawdźcie koniecznie aktualne warunki w żlebie (np. na niezawodnej grupce na Facebooku Tatry – poza szlakiem). My tak zrobiliśmy i nie pożałowaliśmy. Na Wysokiej byliśmy pod koniec czerwca i dzięki właściwemu rozeznaniu, wzięliśmy na wyprawę raki i czekan. Sprzęt okazał się przydatny i pozwolił na pokonanie zaśnieżonego żlebu w całkiem bezpieczny sposób.
- Wysoka jest jednym z czternastu szczytów należących do Wielkiej Korony Tatr.
- Trzeba pamiętać, że podobnie jak większość szczytów z Korony, również i Wysoka leży na terenie, gdzie oficjalnie można chodzić wyłącznie z licencjonowanym przewodnikiem tatrzańskim. Wycieczki w to miejsce wiążą się zatem z ryzykiem mandatu.
- Pierwszymi udokumentowanymi zdobywcami Wysokiej byli Mór Dechy, Ján Ruman Driečny (młodszy) i Martin Spitzkopf, którzy dokonali tej sztuki w 1874 roku. Już w dwa lata później na wierzchołku stanęli natomiast Polacy, a tej grupie m.in. poeta Adam Asnyk. Ze względu na ponadprzeciętne panoramy, Wysoka dosyć szybko zyskała popularność wśród pierwszych tatrzańskich turystów. Dość powiedzieć, że pierwsze sztuczne ubezpieczenia na drodze przez Pazdury zamontowano już w 1877 roku.
Start ze Szczyrbskiego Jeziora
Jest godzina 7.45, gdy zajeżdżamy na mój ulubiony, główny parking w Szczybrskim Jeziorze (współrzędne: 49.1192472N, 20.0647392E, koszt: 12 euro za cały dzień, płatne w automacie przy wyjeździe). Nie tracąc czasu, przechodzimy przez miejscowość, mijamy odbicie przy dawnym Helios (Odbočka pri Heliose; 1 350 m n.p.m.) i rozpoczynamy wędrówkę szlakiem czerwonym, fragmentem Magistrali Tatrzańskiej. Już po kilkudziesięciu minutach leśnego podejścia, po naszej prawej stronie odsłania się fantastyczna panorama na dziesiątki wierzchołków Tatr Wysokich. Słońce praży mocno, bezchmurne niebo… Czujemy, że to będzie naprawdę dobry dzień!
W godzinę od opuszczenia parkingu meldujemy się na rozdrożu przy popularnym Popradzkim Stawie (Popradské pleso, 1 499 m n.p.m.). Robimy pierwszą krótką przerwę na łyk wody, a następnie kontynuujemy szlakiem niebieskim. Idąc wśród gęstej kosówki, sporadycznych skałek oraz sympatycznych widoków, po nieco ponad kilometrze dochodzimy do kolejnego rozdroża. Szlak niebieski odchodzi w lewo, prowadząc dalej na Koprowy Wierch. My idziemy natomiast w prawo – czerwonym szlakiem na Rysy.


Podejście na przełęcz Waga
Na przestrzeni kolejnych kilometrów kontynuujemy miarowe podejście Żabią Doliną Mięguszowiecką. Nie ukrywam, że szlak czerwony nie wydaje mi się przesadnie fascynujący. Widoczki ładne, ale podejście to w zasadzie wyłącznie wędrówka długim, monotonnym chodnikiem. Pomimo że mamy dopiero początek sezonu – czerwcowy czwartek – ludzi jest już całkiem sporo (nie chcę wiedzieć co się tutaj dzieje w sierpniowe weekendy!). Szlak uchodzi za tą łatwiejszą drogę na Rysy, stąd też przytłaczającą część mijanych turystów stanowią Polacy. Na wysokości ok. 2 100 m n.p.m. pokonujemy łatwy skalny trawers, ubezpieczony astronomiczną wręcz liczbą żelastwa. Z jednej strony rozumiem, że to szlak „dla wszystkich”, ale z drugiej – to, co ujrzałem na czerwonym szlaku wydaje nam się już lekką przesadą.



W dwie i pół godziny od opuszczenia parkingu dochodzimy do Chaty pod Rysami (2 241 m n.p.m.), czyli do najwyższego schroniska turystycznego w Tatrach. Budynek w ostatnim czasie przeszedł gruntowny remont, podczas którego zmodernizowano zarówno jego część główną, jak i… bardzo ikoniczny, charakterystyczny wychodek. Obecnie toaleta nie jest już tak fotogeniczna jak kiedyś, ale trzeba uczciwie przyznać, że pewne rzeczy robi się tam przyjemniej ;). Z Chaty pod Rysami roztacza się przepiękny widok zarówno na całą Żabią Dolinę Mięguszowiecką, jak i na cel naszej dzisiejszej wycieczki – majestatyczną Wysoką.

Z Chaty pod Rysami czeka nas jeszcze konieczność pokonania ostatniego fragment Kotlinki od Wagą (Dolinka pod Váhou). Podobnie we wcześniejszych etapach wycieczki czerwonym szlakiem, również i tutaj idziemy po starannie ułożonym i nieprzesadnie stromym chodniku. W tenże sposób, kilka minut po 11 dochodzimy do przełęczy Waga (2 337 m n.p.m.), oddzielającej Wysoką od Rysów. Miejsce jest kluczowe dla dzisiejszej ekspedycji, ponieważ to właśnie tutaj opuszczamy szlak czerwony i rozpoczynamy znacznie bardziej ekscytującą część wycieczki.


Wariant z przełęczy Waga [0+]
Z przełęczy Waga kontynuujemy dosyć wyraźną, wykopczykowaną ścieżką. Pierwsze trudności pojawiają się już po kilku minutach, a to za sprawą niewielkiego odbicia od najbardziej optymalnego wariantu. Wiemy bowiem, że droga prowadzi w taki sposób, że pierwszy z widocznych wierzchołków – Ciężki Szczyt – musimy obejść od strony południowej. Zaraz za Wagą, kierujemy się więc nieco na prawo od głównej grani. Już po chwili orientujemy się jednak, że wykonaliśmy ten manewr odrobinę za szybko. Wchodzimy bowiem w czujny, nieprzyjemny teren – na pierwszy rzut oka mało optymalny wariant. Ale cóż – nie ma rady. Uważnie trawersujemy, a następnie, w najbardziej dogodnym momencie, podchodzimy i dobijamy do właściwego przebiegu Drogi przez Pazdury. Czy to było 0+? Ogólnie pewnie tak, ale w naszym wariancie – raczej nie.



O tym, że już z pewnością trafiliśmy na właściwy wariant przekonujemy się dochodząc do Przełączki pod Kogutkiem – a to dzięki wielu kopczykom oraz widokowi charakterystycznej skałki. W chwilę później czeka nas kolejny, tym razem nietrudny element wspinaczkowy – pokonanie kilkumetrowej rynny, ubezpieczonej żelaznym łańcuchem. Krótko po sforsowaniu trudności, już za przełączką, teren staje się stosunkowo prosty.

Czynimy teraz uważny trawers, ale poza koniecznością uważnego stawiania kroków, nie napotykamy tutaj na większe trudności. Pewnym problemem może być wyłącznie poprawna nawigacja: wykopczykowanych ścieżek jest tu bowiem więcej niż jedna. Podczas gdy jeden wyraźny wariant wiedzie ostro w górę (nawet widzę nade mną kilku ludzi), inny zmierza prosto, dalej trawersując. Martyna od razu obiera drugą ze wspomnianych opcji, także mi nie pozostaje nic innego, jak posłusznie ruszyć za nią. Już po kilku minutach jasnym staje się, że tym razem poszliśmy tak, jak trzeba. Na wysokości ok. 2 450 m n.p.m. dochodzimy bowiem do niezwykle charakterystycznego żlebu.



Ponieważ w żlebie zalega jeszcze sporo zmrożonego, śliskiego śniegu decydujemy się na ubranie raków oraz odpięcie umocowanych przy plecakach czekanów. Kto by pomyślał, że użyje tego sprzętu w bardzo gorący dzień, gdy temperatura na dole na spokojnie przekracza 30 stopni Celsjusza ;). Zima była jednak dosyć śnieżna, toteż nic dziwnego, że w mało dostępnych, zacienionych żlebach płaty śniegu przetrwały nawet do końca czerwca. Miejsce to jest zresztą o tyle specyficzne, że podejrzewam, że w niektórych sezonach nawet i na początku lipca raki mogą być przydatne. Z tego względu, udając się na Wysoką na początku sezonu, zawsze warto zasięgnąć informacji o aktualnych warunkach u osób, które ostatnio tam były.


Oba wierzchołki Wysokiej
Późnoczerwcowy śnieg jest wyjątkowo śliski i zdradliwy, toteż nawet w rakach poruszamy się powoli i staramy się zachować jak najwyższą ostrożność. Kątem oka widzimy, że pojedyncze osoby, które nie wzięły ze sobą sprzętu zimowego, obchodzą pole śnieżne od lewej strony. Trudno mi powiedzieć czy jest to opcja bezpieczniejsza, ale tamtego dnia żadnego wypadku na Wysokiej nie było. Podczas „zimowej” części naszej dzisiejszej wycieczki nabywamy ok. 50 metrów różnicy wysokości. Górna część żlebu jest już na szczęście całkowicie wytopiona.
Po kilku minutach stromego podejścia górną częścią żlebu, przystępujemy wreszcie do ataku szczytowego! Na pierwszy ogień idzie łatwiejszy wierzchołek, czyli ten z krzyżem. W tym celu ze żlebu kierujemy się w lewą stronę, po czytelnych skalnych blokach. Nawigacja jest o tyle prosta, że wariant został ubezpieczony rzędem metalowych klamr – od razu wiadomo, gdzie należy iść.



Na pierwszym wierzchołku Wysokiej (2 547 m n.p.m.) meldujemy się ok. 12.30, a więc po 4,5 godzinach od rozpoczęcia wycieczki (oraz po ok. 1,5 godzinie od opuszczenia przełęczy Waga). Bezchmurne niebo pozwala nam delektować się absolutnie fantastycznymi widokami na setki tatrzańskich wierzchołków. Serio… mam wrażenie, że w przypadku Wysokiej łatwiej by mi było napisać czego nie widać niż opisać całą, rozpościerającą się przed nami panoramę. Zasygnalizuje tylko, że pięknie stąd widać jedenaście innych szczytów z Wielkiej Korony Tatr (w tym szczególnie cudnie Gerlach i pobliskie Rysy). Schowane są właściwie tylko Kieżmarski i Baranie, reszta jak na dłoni… Piękny jest też Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Grań Solisk, Grań Baszt, Świnica, Orla Perć, Tatry Zachodnie. Bajka!



Po ok. pół godzinie odpoczynku, który minął na jedzeniu i rozmowie z sympatycznym ziomkiem z dalekiego Świebodzina, kierujemy się na drugi z wierzchołków Wysokiej. Wracamy więc do przełączki, a następnie ponownie nabywamy wysokość – tym razem odchodząc na prawo od żlebu. Na drugim wierzchołku Wysokiej, tym pół metra wyższym, z czekanem, meldujemy się kilka minut później. Czy to było wymagające? Raczej nie. Ot, kilka uważnych ruchów po stabilnej, miłej w dotyku skale. Niemniej jednak, wariant z pewnością jest trudniejszy od wejścia na pierwszy z wierzchołków, a to już chociażby z tej przyczyny, że nie zamontowano na nim żadnych sztucznych ułatwień. Nikogo zapewne nie zdziwi, że widoki z drugiego szczytu są łudząco podobne do tego, jaki mieliśmy okazje chłonąć kilkanaście minut temu ;). Jedyna różnica jest tak, że z drugiego wierzchołka znacznie lepiej widać Kończystą, po prawej stronie od Gerlacha.





Zejście Doliną Złomisk
Po krótkiej posiadówce na szczycie z czekanem, ruszamy w drogę powrotną. Schodzić będziemy drugim z popularnych wariantów, a mianowicie ścieżką przez Dolinę Złomisk. Skąd taka nazwa? Ano stąd, że cała dolina pokryta jest niezliczoną ilością „połamanych” skał, kamieni i kamyczków.
Początek zejścia pokrywa się z naszym wejściem. Schodzimy bowiem żlebem, szczególnie uważnie pokonując jego zaśnieżony etap. Jeśli mam być szczery, powrót wydaje mi się znacznie bardziej wymagający niż droga w pierwszą stronę. Koncentruje się więc najmocniej jak potrafię, wiedząc, że w razie ewentualnego poślizgnięcia raczej nie jestem w stanie wyhamować tutaj czekanem. Martyna, jak to Martyna, w takich warunkach radzi sobie zdecydowanie sprawniej. Kiedy melduje wreszcie u podstawy śnieżnego pola, ona już od jakiegoś czasu czeka nam mnie i powoli ściąga raki.


Gdybyśmy wracali na przełęcz Waga, w tym miejscu musielibyśmy skręcić w prawo i z powrotem wykonać znajomy trawers Ciężkiego Szczytu. My wolimy jednak zobaczyć coś nowego i kontynuujemy zejście żlebem. Przez następne kilkadziesiąt minut idziemy przez morze różnej wielkości odłamków skalnych. W górnej części doliny, na odcinku do Siarkańskiej Przełęczy (Dračie sedlo, 2 223 m n.p.m.). są to głównie niewielkie, sypkie kamyczki. Im niżej, tym złomy robią się wyraźnie większe, zachęcając nas do radosnych przeskoków z jednej skały na drugą. Zejście Doliną Złomisk określiłbym jako wymagające uwagi, momentami może nieco monotonne, ale generalnie całkiem interesujące i proste nawigacyjnie.



Dominującym elementem widokowym w górnej części doliny jest Gerlach, Kończysta i Tępa. Nieco niżej, po lewej stronie, widać skalny mur z wieloma poszarpanymi wierzchołkami (a wśród nich chociażby słynny Ganek, bodaj najpopularniejszy cel wycieczek z Doliny Złomisk). Wraz z utratą wysokości, kamienie pod stopami zmieniają się w błotnistą, ziemną ścieżkę, biegnącą wzdłuż Zmarzłego Potoku. Soczysta zieleń, bujne pędy kosodrzewiny oraz szumiące wodospady czynią dolną część doliny bardzo sielską i urokliwą. Na znakowany szlak turystyczny wracamy o godzinie 15.45, co oznacza, że powrót wariantem przez Dolinę Złomisk zajął nam ok. 2,5 godziny.






Po powrocie na znakowany szlak turystyczny (czerwony) skręcamy w prawo, aby już po kilku minutach znaleźć się przy popularnym schronisku nad Popradzkim Stawem. Robimy sobie tutaj przerwę, racząc się moim ulubionym słowackim napojem – Birellem. Następnie wracamy do Szczyrbskiego Jeziora – tym razem, dla odmiany, szlakiem zielonym, biegnącym lasem, wzdłuż Hińczowego Potoku. Przy samochodzie jesteśmy niedługo po 17, co oznacza, że cała akcja górska zajęła nam ok. 9 godzin. No i przyznaję – fajna była ta Wysoka ;).
Data wycieczki: 25 czerwca 2026 roku
Statystyki wycieczki: 19,3 km; 1 560 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.



