Wielki Gibasów Groń (bądź inaczej Gibasów Wierch, 890 m n.p.m.) to piąty co do wysokości szczyt Beskidu Małego, leżący we wschodniej części pasma, w tzw. Pasemku Łysiny. Na sam wierzchołek nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, dlatego aby tam dotrzeć, należy się nieco nagimnastykować. Nie jest to też szczyt popularny – chodzą tam raczej beskidzki koneserzy i lokalni patrioci. Gibasówka (841 m n.p.m.) to natomiast wierzchołek sąsiedni, również położony w Pasemku Łysiny, a znany przede wszystkim z przepięknej polany z podestem widokowym. W niniejszym wpisie przybliżę relacje ze zdobycia obu szczytów z miejscowości Ślemień.
Ze Ślemienia na polanę Gibasy – dwa możliwe warianty
Dzisiejszy trekking rozpoczynam w miejscowości Ślemień w powiecie żywieckim. Wieś leży pomiędzy Beskidem Małym a Pasmem Pewelsko-Krzeszowskim, a znana jest głównie z sanktuarium maryjnego na Jasnej Górce oraz skansenu wsi beskidzkiej – Żywieckiego Parku Etnograficznego. Dzisiejszą wędrówkę rozpoczynam na osiedlu pod Borem (540 m n.p.m.), leżącym bezpośrednio przy drodze wojewódzkiej nr 946 (zwanej przez miejscowych „drogą żywiecką„). Wchodzę na szlak czarny, biegnący z centrum Ślemienia na polanę Patykówka koło Gibasówki. Szybko mijam pojedyncze zabudowania, przekraczam granicę Parku Krajobrazowego Beskidu Małego i zanurzam się w gęstym, zielonym lesie.
Po dwustu metrach od opuszczenia asfaltowej drogi, melduję się na piaszczystym placu. W tym miejscu szlak czarny odbija w lewo – oznaczenie jest jednak mało wyraźne, dlatego łatwo je przeoczyć. Pomimo że byłem tu całkiem niedawno, również i ja pomijam skręt i kontynuuję prosto, szeroką leśną drogą. Z pomyłki zdaję sobie sprawę kilkaset metrów dalej, gdy uświadamiam sobie, że przez dłuższy czas nie widziałem czarnego oznakowania. Po analizie mapy decyduję się jednak nie zawracać, a zamiast tego kontynuować podeście tym wariantem, na jaki przypadkowo trafiam.
Przez ponad kilometr idę szeroką, leśną drogą, biegnącą w sąsiedztwie potoku Młyńska Rzeka. Trakt służy przede wszystkim drwalom, o czym najlepiej światły roztaczający się wokoło warkot pił oraz liczne składy drewna na piaszczystych placach. Utwardzoną drogę opuszczam dopiero wtedy, gdy na wysokości ok. 600 m n.p.m. raptownie odbija ona w prawo. Wchodzę wówczas na szeroką, leśną ścieżkę, z wyglądu przypominającą przeciętny beskidzki szlak. W tym momencie teren zaczyna podnosić się znacznie gwałtowniej: na najbliższym kilometrze robię ponad 240 metrów różnicy wysokości. Przez większość czasu przebieg wariantu jest oczywisty, a ścieżka staje się nieco słabiej widoczna dopiero w swej górnej części. Całość wariantu ma 2,2 km i zakłada pokonanie 280 metrów przewyższenia.



W ten sposób, pół godziny od opuszczenia ślemieńskiego Osiedla pod Borem, wychodzę bezpośrednio na urokliwą polanę Gibasy (ok. 810 m n.p.m.). Hala rozciąga się na przełęczy Gibasowe Siodło, znajdującej się między Małym Gibasów Gronie a Wielkim Gibasów Groniem. Jak łatwo się domyślić, wszystkie nazwy mają to samo źródło – pochodzą od nazwiska Gibas, które od XIX wieku nosili tutejsi gospodarze. Swoją drogą, na polanie znajdował się niegdyś beskidzki przysiółek o nazwie Groń. Stało tu kilkanaście chat, a ich mieszkańcy zajmowali się uprawą roli i hodowlą zwierząt. Z biegiem czasu, izolacja i trudne warunki życia wypłoszyły młodych z polany Gibasy. W 1982 roku teren zakupiła spółdzielnia hodowlana „Iskra” z Gilowic, która wypasała tu potężne stado 900 owiec. Po jakimś czasie, zarządcy dopuścili się poważnych malwersacji finansowych, zostali aresztowani, a zwierzęta zniknęły z polany Gibasy. W ten oto sposób zniknęło ostatnie stado owiec w Beskidzie Małym.
Dzisiaj na osiedlu Groń na polanie Gibasy znajduje się już tylko jeden zamieszkały dom – chatka Gibasówka. Obiekt służy turystom jako chatka studencka, a osoby zainteresowane pobytem powinny kontaktować się z jego właścicielem – panem Staszkiem. W chatce znajduje się 20 miejsc noclegowych i doprowadzono do niej prąd, ale po wodę należy się udać do pobliskiej studni. Przechodząc obok domku, radzę uważać na ostro szczekające psy. Zazwyczaj są uwiązane, ale mimo wszystko potrafią mocno wystraszyć.
Polana Gibasy to jeden z najlepszych punktów widokowych w Beskidzie Małym. Z rozległej hali roztacza się prześliczna panorama w kierunku południowym: na Pasmo Pewelsko-Krzeszowskie oraz na Beskid Żywiecki – Pasmo Jałowieckie, Pasmo Solnisk, Pasmo Policy oraz, przede wszystkim, na Babią Górę. Idealne miejsce na przerwę na kawę z termosu :D.



Ażeby moja relacja była pełna, parę słów poświęcę jeszcze najbardziej powszechnemu wariantowi, a mianowicie wejściu szlakiem czarnym. Odcinek prowadzi wprost z asfaltowej drogi na niewielką polanę Patykówka, znajdującą się na grzbiecie Łysinki, na wysokości ok. 790 m n.p.m. Trasa liczy sobie 2 kilometry, na których należy pokonać 250 metrów różnicy wysokości. Ponieważ szlak czarny wiedzie bocznym grzbietem, przewyższenie zdobywa się znacznie bardziej równomiernie aniżeli w przypadku wcześniej opisanego wariantu. Z tego względu, pokonanie odcinka zajmuje 25-30 minut. Szlak wiedzie terenami gęsto zalesiony, przez co nie oferuje walorów widokowych. Pomimo tego, w moim przekonaniu, trasa jest naprawdę urokliwa.
Na Polanie Patykówka szlak czarny dobija do szlaku zielonego, biegnącego wzdłuż grzbietu Łysiny. W tym miejscu skręcamy w prawo. Ścieżka trawersuje wierzchołek Gibasówki (Małego Gibasów Gronia, 842 m n.p.m.), w kilometr doprowadzając turystę na widokową polanę Gibasy. Swoją drogą, na polanie Patykówka, warto zwrócić uwagę na pobliską grupę jaskiń Czarne Działy, ale o tej atrakcji opowiem Wam dokładniej w osobnym wpisie.


Wejście na Wielki Gibasów Groń (890 m n.p.m.)
Z przełęczy Gibasowe Siodło kontynuuję wycieczkę szlakiem zielonym. Swoją drogą, od niedawna biegnie tu The Loop, nowa długodystansowa pętla po zachodnich Beskidach z początkiem i końcem w Bielsku-Białej. Za chatką Gibasówka, szlak odbija w lewo, prowadząc turystę przez południowe stoki polany Gibasy. Po prawo mijam charakterystyczną kapliczkę z figurą Chrystusa Upadającego pod Krzyżem. Według miejscowego podania została ona ufundowana przez dwóch sąsiadów, świeżo pogodzonych po zażartej kłótni.
Wkrótce szlak ponownie znika w lesie. Przez kilkaset metrów trawersuję grzbiet, aby następnie skręcić ostro w prawo. Czeka mnie teraz krótkie, ale całkiem strome podejście, dzięki któremu zyskuję ok. 60 metrów różnicy wysokości. Na wysokości ok. 860 m n.p.m. szlak zielony ponownie skręca w lewo, przechodząc w trawers Wielkiego Gibasów Gronia. Na szczyt ten nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, ale mimo to postawiłem sobie za cel, aby na niego dotrzeć. Zamiast skręcać w lewo, idę dalej prosto, oznaczoną na mapie leśną dróżką. Po zrobieniu zaledwie kilkunastu kroków, zauważam odchodzącą w lewo wąziutką ścieżynkę. Trzymam się tego wariantu przez kilkadziesiąt metrów – do czasu aż ścieżka rozmywa się w leśnym runie. Ponieważ smartfonowy GPS akurat dzisiaj zdecydował się odmówić posłuszeństwa, dalej idę całkowicie „na wyczucie”, byleby do góry. Teren jest całkowicie zalesiony i pozbawiony punktów charakterystycznych, co nie ułatwia nawigacji.
W pewnym momencie dochodzę do fragmentu, który wydaje mi się najwyższym punktem. Roślinność jest zresztą na tyle gęsta, że nie mam wielkiej ochoty dalej się przez nią przedzierać. Ponieważ GPS dalej szwankuję, nie mogę zweryfikować czy mam rację i muszę wziąć to za pewnik. Dopiero po powrocie, kiedy przerzucam ślad z zegarka na Stravę, okazuje się, że dotarłem zaledwie do wschodniej, bocznej kulminacji Wielkiego Gibasów Gronia na wysokości ok. 880 m n.p.m. Trudno, zdarza się najlepszym :D. Swoją drogą, wedle Wikipedii wierzchołek został wykarczowany, przez co posiada walory widokowe. Chociaż na samym szczycie nie byłem, po tym co widziałem jestem niemal pewny, że las zdążył już odrosnąć i po jakichkolwiek panoramach nie ma już śladu.




Powrót do Ślemienia szlakiem niebieskim
Po zakończeniu mojej małej pozaszlakowej ekspedycji, powracam w otoczenie zielonego oznakowania. Ścieżka trawersuje szczyt Wielkiego Gibasów Gronia, osiągając maksymalną wysokość ok. 880 m n.p.m. Jaki jest więc problem, aby z tego miejsca zdobyć wyższy o 10 metrów wierzchołek? Ano bardzo gęsta roślinność, uniemożliwiająca przebicie się nawet parę metrów od szlaku. Próbowałem już kiedyś zimą, próbowałem i teraz – za każdym razem bez powodzenia (oczywiście mówię o takim sposobie zdobycia góry, aby nie tratować przyrody i nie łamać gałęzi, bo to zupełnie bez sensu).
Po lewo mam teraz młody las świerkowy, ponad którym nieśmiało przebijają fragmenty panoramy w kierunku południowym. Pomimo braku widoków, szlak jest wprost przepiękny – sielski, intensywnie zielony, słowem, prawdziwie beskidzki. Po kilkuset metrach docieram na rozstaje pod Mladą Horą (848 m n.p.m.). Kiedyś znajdowała się tu polana Przysłopek, dzisiaj wszystko już mocno zarosło. W tym miejscu odbijam w prawo – na biegnący w kierunku Koconia szlak niebieski. Wraz ze mną, skręca również długodystansowy The Loop. Gdyby iść dalej prosto, dotarłbym do Anuli, skąd już żabi skok na Łamaną Skałę i do Groty Komonieckiego.



Zejście niebieskim szlakiem jest dosyć łagodne – na 3,8 kilometra dystansu tracę 280 metrów różnicy wysokości. Początkowo poruszam się prześlicznym lasem mieszanym, mijając kulminację Pietraszowej (814 m n.p.m.). Półtora kilometra od rozstajów docieram do natomiast do urokliwej polany Gałasie, z zachowanymi pojedynczymi zabudowaniami. Miejsce oferuje całkiem sympatyczne widoki na Beskid Makowski i Beskid Żywiecki.




Z przysiółka Gibasy zbiegam doprowadzoną tu drogą – najpierw gruntową, później asfaltową. Trafiam między zabudowania miejscowości Kocoń, osiągając główną drogę na wysokości przełęczy Przydawki (inaczej przełęczy pod Dębami, 557 m n.p.m.), oddzielającej Beskid Mały od Pasma Pewelsko-Krzeszowskiego. Stoi tutaj spory budynek, który niegdyś służył jako sklep (swoją drogą – można było wyposażyć się tutaj w regionalną, bardzo wysokoprocentową wódkę), ale dzisiaj stoi już zamknięty. Wokoło jest bardzo sielsko i widokowo – widać zarówno liczne wierzchołki Pasma Pewelskiego, Beskidu Żywieckiego, a nawet Beskidu Śląskiego.
Aby zamknąć pętlę, należałoby kierować się w prawo, wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 946. Ja kontynuuję wycieczkę prosto, chcąc dotrzeć jeszcze dzisiaj na Koconkę i Gachowiznę w pobliskim Paśmie Pewelsko-Krzeszowskim. Ale o tym napiszę kiedyś w dedykowanym poście :D.
Data wycieczki: 5 sierpnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 8 km; 340 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.


Mapa wycieczki
Bibliografia
- Truś Radosław, Beskid Mały. Przewodnik, Oficyna Wydawnicza Rewasz, Pruszków 2023.

