Szczebel (977 m n.p.m.) kojarzy większość góromaniaków, chociaż nie każdy potrafi go nazwać. Jest to bowiem charakterystyczny, piramidalny szczyt, doskonale widoczny z popularnej Zakopianki (drogi ekspresowej S7). Wśród pasjonatów beskidzkich wędrówek, Szczebel słynie jako góra wyjątkowo stroma, nawet jak na standardy znanego z ostrzejszych podejść Beskidu Wyspowego. Wprawdzie zbocza góry są silnie zalesione, ale sam wierzchołek oferuje szeroką i przyjemną panoramę w kierunku północnym. Zapraszam na relację z wieczornej wycieczki na Szczebel z miejscowości Lubień: wejście czarnym szlakiem, zejście nowoznakowanym szlakiem zielonym.
Spis treści
- Czarny szlak z Lubnia
- Podejście na Szczebel (977 m)
- Szczyt Szczebla
- Ze Szczebla do Lubnia szlakiem zielonym
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Czarny szlak z Lubnia
Na pustym parkingu przy szkole podstawowej w miejscowości Lubień (pow. myślenicki, ok. 365 m n.p.m.) melduję się ok. godziny 17.40. Czas uważam za całkiem dobry, zważywszy na fakt, że na wycieczkę w Beskid Wyspowy jadę bezpośrednio po powrocie z pracy. Wprawdzie przy wyjeździe z Krakowa swoje muszę odstać w popołudniowych korkach na Zakopiance, ale generalnie dojazd do Lubnia zajmuje mi nieco ponad godzinę.
Wychodząc z parkingu, obieram czarny szlak turystyczny. Przez pierwsze 15 minut podążam asfaltową szosą, oznaczoną na mapie jako „Księża Droga”. Przechodzę przez wiadukt nad Zakopianką, a następnie idę pośród wyższych zabudowań Lubnia. Na tym etapie, bezpośrednio przede mną rysuje się panorama na zalesioną sylwetkę Szczebla. Z tej perspektywy góra wygląda na całkiem niepozorną, ale w istocie potrafi mocno dać się we znaki :D.
Półtorej kilometra od opuszczenia parkingu, na wysokości ok. 390 m n.p.m., czarny szlak nurkuje w gęstym lesie. Ścieżka wychyla się zza drzew 500 metrów później, prowadząc skrajem uroczej polany. Widok roztacza się stąd w kierunku wschodnim, obejmując pobliskie masywy Kiczory i Lubogoszczy. Po prawej stronie uwagę zwraca niewielka kapliczka, opatrzona słowami „Darzbóg”, tradycyjnym pozdrowieniem leśników i myśliwych.





Podejście na Szczebel (977 m)
Na wysokości ok. 450 m n.p.m., ponownie wchodzę między drzewa. Rozpoczynam teraz najistotniejszą część wycieczki na Szczebel, a mianowicie całkowicie zalesione podejście o imponujących jak na beskidzkie standardy statystykach: 530 metrów różnicy wysokości na dystansie 2,4 kilometra. Jak łatwo wyliczyć, daje to średnią aż 220 m na każdy kilometr! Dla porównania, odcinek z Kuźnic na Kasprowy to 147 m na 1 km, a z Murowańca na Świnicę – 190 m na 1 km. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że pomimo mało imponujące wysokości nad poziomem morza, Szczebel to doskonały interwał trekkingowy!
Strome podejście wiedzie kamienistą, błotnistą ścieżką. Wokół mnie królują sosny, ułożone tu na tyle gęsto, by w znacznym stopniu odgrodzić mnie od promieni popołudniowego słońca. Ponieważ szybko łapię odpowiedni rytm, podejście idzie mi całkiem sprawnie. W ten sposób, ok. 35 minut od opuszczenia parkingu, docieram do jaskini Zimna Dziura, znajdującej się na wysokości ok. 655 m n.p.m. Cóż… patrząc na to miejsce przyznaję, że nazwa jest niezwykle adekwatna. Jaskinia ma ok. 25 metrów długości, a odkryta została w 1835 roku przez znanego polskiego geologa, Ludwika Zejsznera. Wedle informacji z przewodnika Rewasza, w środku przez cały rok utrzymuje się dojmujący chłód, ale zwiedzanie obiektu generalnie nie sprawia większego problemu. Własnymi doświadczeniami się jednak nie podzielę, ponieważ pomimo mojej wielkiej miłości do Beskidów, wskakiwanie do tej skalnej dziury to ostatnie, na co mam dzisiaj ochotę.


Po minięciu Zimnej Dziury, kontynuuję podejście północnymi stokami Szczebla. Nachylenie nadal znaczne, toteż nabywanie wysokości idzie raczej sprawnie. Jedyną trudnością jest… ciągłe trzymanie się czarnego szlaku. Musicie bowiem wiedzieć, że masyw Szczebla jest wyjątkowo bogaty w rozmaite dróżki, przecinki i ścieżynki. Wszystko to powoduje, że wystarczy chwila gapiostwa i lądujesz poza oznakowaną trasą. Mnie przytrafia się to na wysokości ok. 720 m n.p.m. Wtedy to nagle orientuję się, że moja ścieżka rozwidla się na trzy różne warianty, a… żaden z nich nie jest udekorowany czarnymi znakami. Z komórkowego GPSu wynika, że jestem w miejscu o wdzięcznej nazwie Mokra Polana. Obieram więc jedną ze stromych dróżek i po kilku minutach dobijam do czarnego szlaku na wysokości Małego Szczebla (770 m n.p.m.).
Z Małego Szczebla na Szczebel pozostaje jeszcze kilometr marszu i 200 metrów różnicy wysokości. Mam wrażenie, że szlak robi się teraz nieco węższy oraz znacznie bardziej zielony. Jak gdyby na wysokości ok. 800 m n.p.m. zaczynały dominować takie rośliny, których liście znajdują się na wysokości moich oczu. Odcinek pokonuje w przeciągu ok. 15 minut, dzięki czemu o 18.50 melduje się na znanej, podszczytowej polance. Jest to jeden z nielicznych punktów widokowych w masywie Szczebla, oferujący sympatyczną panoramę w kierunku północno-wschodnim: na dolinę Raby, Kasinkę Małą oraz (od lewej) Kiczorę, Lubomir, Wierzbanowską Górę oraz Lubogoszcz. Kiedy byłem tu ostatnim razem, polanka była jeszcze dosyć dzika. Teraz widnieje tu spora tabliczka, informująca turystów, że oto mają przez sobą startowisko paralotniowe i lotniowe, a po prawo znajduje się miejsce na ognisko.





Szczyt Szczebla
Szczebel (977 m n.p.m.) leży dwie minuty drogi od widokowej polany. Na wierzchołek docieram o godzinie 18.55, co oznacza, że cała trasa z parkingu w Lubniu zajmuje mi nieco ponad godzinę. Szczyt jest dobrze zagospodarowany: znajdziemy tu sporo drewnianych stołów i ławek, tablicę z mapą Beskidu Wyspowego, maszt z biało-czerwoną flagą oraz ołtarz polowy. Jeszcze całkiem niedawno, wierzchołek był całkowicie porośnięty lasem. Obecnie, zapewne za sprawą silnych wiatrołomów, ze szczytu roztacza się sympatyczna panorama w kierunku północno-wschodnim, bardzo podobna do tej, jaką oferuje pobliska polana.


Na Szczebel dotrzeć można również szlakiem czarnym z Mszany Dolnej oraz zielonym z przełęczy Glisne. Pierwszy z nich jest o tyle ciekawy, że wedle niezawodnego Rewasza, jest to najbardziej stroma oznakowana trasa w całym Beskidzie Wyspowym (w kulminacyjnym momencie 340 metrów należy pokonać na dystansie raptem jednego kilometra). Szlak biegnie gęstym lasem, terenem kamienistym, pośród sporej ilości wychodni skalnych. Niegdyś miałem okazję realizować ten odcinek w zimie i, będąc zupełnie szczerym, w śniegu i błocie wyrypa jest to straszna. Przez Szczebel przechodzi także długodystansowy GSBW – Główny Szlak Beskidu Wyspowego. Nie jest to jednak duże wyróżnienie, ponieważ mam wrażenie, że trasa ta została wytyczona w taki sposób, że prowadzi niemal wszędzie.


Ze Szczebla do Lubnia szlakiem zielonym
Ze Szczebla ruszam w tym samym kierunku, z jakiego tutaj przybyłem. Mijam widokową polankę i po trzystu metrach od szczytu odbijam w lewo, na szlak zielony w kierunku Tenczyna. Ścieżka służy turystom od bardzo dawna, ale oznakowana została dopiero w 2025 roku. Co ciekawe, nie jestem tutaj po raz pierwszy. Poprzednio schodziłem tędy w grudniu 2023 roku, podczas wspomnianego już przejścia zimowego. Podczas gdy wtedy po prostu pobłądziłem, dzisiaj jestem tu całkowicie planowo.
Szlak prowadzi zachodnimi zboczami Szczebla, znacznie łagodniejszymi od stoków północnych i wschodnich. Podobnie jak w innych częściach masywu, również i tutaj roi się od rozmaitych ścieżynek i dróżek. Warto więc zwracać szczególną uwagę na oznakowanie, zwłaszcza że przebieg szlaku nie zawsze jest w pełni intuicyjny. Ponieważ ściemnia się coraz bardziej, wyciągam schowaną w plecaku czołówkę. Tak wyposażony kontynuuję wycieczkę przez gęsty las, mijając mało wybitną kulminację Czechówki (721 m n.p.m.).
Na wysokości ok. 600 m n.p.m. dochodzę do rozdroża szlaków. Na mapie oba warianty oznakowane są na zielono, co wywołało u mnie pewne zaciekawienie. No bo jak to? Czy w pkt VII ust. 7 lit. b instrukcji znakowania szlaków PTTK nie stoi czasami, że należy unikać krzyżowania się szlaków tego samego koloru? Po dotarciu na miejsce przekonuję się, że tak naprawdę błędu tutaj nie popełniono. W lewo odchodzi bowiem zielony szlak turystyczny do Tenczyna, a w prawo – zielona gminna ścieżka spacerowa do Lubnia. O ile szlak malowany jest tradycyjnie, tak dla oznakowania ścieżki użyto kwadratu, podzielonego na dwa trójkąty.


Zieloną ścieżką spacerową docieram do rozległej polany. Pomimo że jest już całkiem ciemno, z hali roztacza się prześliczny widok na masyw Zębolowej oraz na dolinę Lubieńki. Uwagę zawraca migocząca Zakopianka i rozświetlone zabudowania Lubnia. Krzątając się po polanie, gubię poprawny przebieg ścieżki spacerowej (tak, wiem, po tym wpisie będę dla Was słabym autorytetem w dziedzinie prawidłowej nawigacji :D). Szczęśliwie, szybko znajduję gruntową drogę, która doprowadza mnie wprost pomiędzy zabudowania Lubnia.
Skręcam w prawo i przez ok. kilometr idę drogą techniczną przy S7. W ten sposób docieram do centrum miejscowości, mijając gminny ośrodek kultury, bibliotekę, straż pożarną i urząd gminy. Przed mostem na Lubieńce skręcam w prawo, kontynuując asfaltową szosą. Po kilkunastu minutach dochodzę do charakterystycznego kościoła św. Jana Chrzciciela, zbudowanego w latach 1932 – 1946, a konsekrowanego przez biskupa Karola Wojtyłę w 1960 roku. Wycieczkę kończę kilkanaście minut po godzinie 20, a więc cała pętla zajmuje mi ok. 2,5 godziny. Słowem – idealny pomysł na szybki, popołudniowo-wieczorny wypad z miasta :D.
Data wycieczki: 10 września 2025 roku
Statystyki wycieczki: 11,6 km; 605 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.


Mapa wycieczki
Bibliografia
- Gacek D., Beskid Wyspowy. Przewodnik, wydanie III, Oficyna Wydawnicza Rewasz, Pruszków 2021.

One thought on “Szczebel (977 m n.p.m.) w Beskidzie Wyspowym [pętla z Lubnia]”