Świstowy Szczyt (Svišťový štít) to szczyt w słowackiej części Tatr Wysokich. Góra ma trzy wierzchołki, z których najwyższy – środkowy – mierzy 2 385 m n.p.m. Na Świstowy nie prowadzi żaden znakowany szlak turystyczny, ale pomimo tego szczyt jest stosunkowo łatwo dostępny od strony północnej tj. od strony Schroniska Zbójnickiego w Dolinie Staroleśnej (standardowa droga wyceniona na 0/0-). Świstowy znany jest przede wszystkim z ponadprzeciętnych walorów widokowych na wszystkie spośród najwyższych szczytów Tatr Wysokich. W niniejszym wpisie opiszę wejście na wszystkie trzy wierzchołki Świstowego Szczytu w warunkach zimowych, w najbardziej powszechnej wersji (a więc wariantem przez Dziką Kotlinę). Zapraszam serdecznie!
Spis treści
- Start ze Starego Smokowca
- Trekking przez Dolinę Staroleśną
- Schronisko Zbójnickie
- Świstowy Szczyt od Schroniska Zbójnickiego
- Trzy wierzchołki Świstowego Szczytu
- Świstowy Szczyt – zejście
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Start ze Starego Smokowca
Minęła już godzina 8, gdy wraz z Martyną, Jaromirem i Arkiem zajeżdżamy na nasz ulubiony parking w Starym Smokowcu (1 010 m n.p.m.). Położony jest zaraz przy Drodze Wolności, zawsze są tu miejsca, a płatność załatwia się w formie bezgotówkowej w dedykowanym automacie (opłata za jeden dzień to 15 euro). Przechodzimy pośród estetycznych zabudowań najstarszego tatrzańskiego uzdrowiska. Pierwsze obiekty letniskowe stanęły tu już pod koniec XVIII wieku, przyciągając licznych kuracjuszy i pionierów turystyki górskiej. Obecnie, Stary Smokowiec w dalszym ciągu uchodzi za jeden z najważniejszych kurortów letniskowych po słowackiej części Tatr.
W Starym Smokowcu obieramy szlak zielony, biegnący bezpośrednio przy torach kolejki na Hrebeniok. Pomimo połowy grudnia, warunki całkiem wiosenne: brak śniegu, pełne słoneczko, temperatura znacznie powyżej 0. Nie jesteśmy zaskoczeni, ponieważ właśnie taką aurę zapowiadały na dzisiaj wszystkie znane nam prognozy. Panująca w Tatrach odwilż (w połowie grudnia!) skłoniła nas zresztą do wyboru takiego, a nie innego celu wycieczki. Ponieważ warunki zrobiły się mikstowe i niepewne, zależało nam, by dzisiejszy szczyt był ciekawy, widokowy, ale jednak całkiem prosty. Świstowy zdawał się pasować idealnie!

Już po kilku minutach od opuszczenia ostatnich zabudowań Starego Smokowca, po lewej stronie otwiera się rozległa panorama na zwaliste cielsko Sławkowskiego Szczytu. Ponieważ ścieżka jest szeroka, wygodna i mało stroma, przy Hrebenioku (1 285 m n.p.m.) meldujemy się już po upływie ok. pół godziny od rozpoczęcia trekkingu. Na popularnym Siodełku znajduje się stacja górna kolejki, taras widokowy, restauracja i ważny węzeł szlaków. Wokoło kręci się sporo turystów, także miejsce ewidentnie jest dosyć popularne wśród naszych południowych sąsiadów.
Z Hrebenioka obieramy szlak czerwony, fragment Magistrali Tatrzańskiej. W tym miejscu ubieramy raczki, ponieważ podłoże staje się niebezpiecznie oblodzone. Przez następne półtora kilometra idziemy w niemal całkiem płaskim terenie, patrząc na imponującą, poszarpaną ścianę Łomnicy (2 634 m n.p.m.). Poruszając się rzadkim, górnoreglowym lasem, odżywają we mnie piękne wspomnienia. Byłem tu przecież zaledwie parę miesięcy wcześniej, przy okazji fantastycznej wycieczki na Baranie Rogi. Wtedy szliśmy jednak do Doliny Zimnej Wody, a dzisiaj skręcamy z Magistrali nieco wcześniej – na szlak niebieski, prowadzący przez Dolinę Staroleśną (Veľká Studená dolina).


Trekking przez Dolinę Staroleśną
Dolina Staroleśna być może nie jest tak urodziwa jak pobliska Dolina Małej Zimnej Wody, ale moim zdaniem również jest całkiem sympatyczna. Spośród innych dolin po słowackiej części Tatr, wyróżnia się znacznie mniejszym zagęszczeniem skalnych progów. Z tego względu, poza końcową ścianką stawiarską, dolina pnie się ku górze niemal całkiem równomiernie.
Pierwszy etap wędrówki zakłada mało strome podejście gęstym, górnoreglowym lasem – na pierwszych 3,5 kilometrach nabywamy raptem 440 metrów różnicy wysokości. Od czasu do czasu, zza drzew przebijają widoki na okalające dolinę ściany – Sławkowski Szczyt z lewej strony i Pośrednią Grań z prawej. W przeciągu ok. pół godziny od minięcia rozdroża szlaków, opuszczamy regiel górny i wchodzimy w zwarte piętro kosodrzewiny. Teren wokół nas staje się znacznie przyjemniejszy, a po prawej stronie otwiera się ciekawy widok na charakterystyczny wierzchołek Jaworowego Szczytu (2 418 m n.p.m.).



Po 3,5 kilometrach od rozdroża szlaków, przechodzimy przez mostek na Staroleśnym Potoku (Veľký Studený potok, 1 750 m n.p.m.). Piękny roztacza się z niego widok na dolną część Doliny Staroleśnej oraz na wystające zza morza chmur grzbiety Gór Lewockich. Po przekroczeniu rzeki, szlak niebieski skręca w lewo i staje się znacznie bardziej stromy. Podążamy teraz z widokiem na kolejny z wierzchołków z Wielkiej Korony Tatr – na Staroleśny Szczyt (Bradavica).
Sprawnie nabywając wysokość, w kilka minut podchodzimy pod ścianę stawiarską (tj. skalny próg, oddzielający kotły polodowcowe z jeziorami od pozostałej części doliny). Ścieżka obchodzi wyraźną, skalną grzędę, a następnie trawersuje jej południowe zbocze. Podejście jest w pełni trekkingowe – teren ani na moment nie zmusza do chwytu za skałę czy, tym bardziej, użycia czekana. Pomimo tego, w najbardziej stromych fragmentach szlak został dodatkowo ubezpieczony rzędem żelaznych łańcuchów. Moim zdaniem lekko na wyrost, ale być może w trudniejszych warunkach mogą okazać się przydatne. Trawersując skalną grzędę, po lewej stronie widzimy Długi Staw (Dlhé pleso), a nad nim – ściany Nowoleśnej Grani. Podejście jest całkiem strome, ale zaprawionemu piechurowi nie powinno sprawić większych problemów.




Schronisko Zbójnickie
Po kilkudziesięciu minutach bardziej ambitnego podchodzenia, meldujemy się przy trzecim co do wysokości schronisku w Tatrach – Schronisku Zbójnickim (Zbojnícka chata). Obiekt jest pięknie położony, wśród kilkunastu strzelistych szczytów i dwudziestu siedmiu Staroleśnych Stawów. Staraniem działaczy z Węgierskiego Towarzystwa Karpackiego, obiekt oddano do użytku turystów już w 1910 roku. Z początku wyposażenie chatki było nad wyraz surowe – jedynie piec i proste prycze. Nyka podaje, że polscy taternicy niechętnie korzystali z prymitywnego schroniska, pogardliwie nazywając go „trupiarnią”. Obiekt przeszedł gruntowny remont w 1923 roku i wtedy nadano mu obecną nazwę. Obecny wygląd nadano schronisku w 2001 roku, gdy budynek został odbudowany po pożarze z roku 1998.

Obecnie, schronisko dysponuje kilkudziesięcioma miejscami noclegowymi, sporą restauracją oraz przepięknym tarasem widokowym. W sytuacjach awaryjnych, możliwe jest spanie „na glebie”. Toalety są natomiast wyłącznie „zewnętrzne”. Do Schroniska Zbójnickiego nie prowadzi żadna droga dojazdowa, dlatego wszelkie wyposażenie wynosi się tutaj… na plecach. Noszeniem sporych ładunków zajmują się głównie ochotnicy, chcąc połączyć pomoc obsłudze schroniska ze specyficznym treningiem wytrzymałościowym. Na szlaku mijam jednego z takich wolontariuszy. Pomimo znacznego ciężaru na plecach, chłop idzie naprawdę żwawo. Chapeau bas, chylę czoła!
Ze Schroniska Zbójnickiego szlak odchodzi w dwóch, przeciwległych kierunkach: niebieski na zachód – na przełęcz Rohatka, żółty na wschód – na przełęcz Czerwona Ławka. Co warto podkreślić, zimą używać nie wolno żadnego z nich. W słowackich Tatrach obowiązuje bowiem zakaz wychodzenia ponad poziom schronisk od 1 listopada do 31 maja każdego roku. Nie jest to jednak regulacja respektowana szczególnie żarliwie. Widać to już choćby w schroniskowej jadalni, w której znajdujemy… wydruk artykułu z Projektów Przygodowych, traktujący o wejściu na Świstowy Szczyt. No więc widzicie :D. Niby taki zakazany, a jednak nawet obsługa schroniska przymyka na to oko!


Świstowy Szczyt od Schroniska Zbójnickiego
Ze Schroniska Zbójnickiego obieramy szlak niebieski. Szybko okazuje się, że co jak co, ale problemów nawigacyjnych z pewnością mieć nie będziemy. Ponieważ świeżego opadu nie było w Tatrach od końca listopada, ślad jest doskonale widoczny i dobrze zmrożony. Na przestrzeni następnego kilometra od zachodu okrążamy czytelny Świstowy Grzbiet oraz wchodzimy w Kotlinę pod Rohatką (Kotlina pod Prielomom). Na ten moment, teren podnosi się bardzo delikatnie, nie sprawiając jakichkolwiek problemów technicznych bądź wydolnościowych.
Ze szlaku niebieskiego schodzimy po przejściu półtora kilometra od Schroniska Zbójnickiego. Odbijamy teraz na północ – w Kotlinę Dziką (Kotlina pod Divým sedlom), wciśniętą pomiędzy masyw Świstowego Szczytu a pobliską Dziką Turnię. Prawdę mówiąc, gdybym nie wiedział, że właśnie schodzę ze szlaku, z pewnością bym się tego nie domyślił. Okazuje się bowiem, że założony, wyraźny ślad wiedzie prosto na Świstowy Szczyt! Zwyczajne, szlakowe podejście na Rohatkę pozostaje natomiast prawie całkowicie nieprzetarte. Jakby się zastanowić, trudno się temu dziwić. Spośród miejsc udostępnionych turystycznie, Rohatka uchodzi za jedno z trudniejszych w całych w Tatrach. Mogę więc podejrzewać, że przejście przez przełęcz w warunkach zimowych stanowi nie lada wyzwanie.
Wracajmy jednak do Świstowego Szczytu, bo oto rozpoczynamy finałowe akcenty naszej dzisiejszej wycieczki. Kotliną Dziką podchodzimy przez ok. pół kilometra, po czym skręcamy w prawo – wprost na grań Świstowego Grzbietu. W ten sposób, wkraczamy w najstromszy etap podejścia na Świstowy Szczyt. Nachylenie jest tu znaczne, ale cały czas stricte „trekkingowe”. W sumie trochę szkoda :D. Chętnie zrobiłbym nieco większy użytek z targanego tyle kilometrów czekana :D.







Trzy wierzchołki Świstowego Szczytu
W tenże sposób, mniej więcej o godzinie 13.30, nasze tatrzańskie portfolio poszerza się o bajkowy Mały Świstowy Szczyt (2 383 m n.p.m.). Na wierzchołku znajduje się charakterystyczny trójnóg, na którym stoi blaszana, wysłużona puszka. A widok? No cóż… zapiera dech w piersiach, absolutna i niekwestionowana topka! Patrząc na wschód, w całej okazałości prezentuje się rozległa Dolina Staroleśna, od północy zamknięta Pośrednią Granią i Jaworowym Szczytem, od południa – Sławkowskim Szczytem, Staroleśnym Szczytem i pobliską Małą Wysoką. Za tą ostatnią, stoi dumny Gerlach, a po prawo od niego – Wysoka i nasze poczciwe Rysy. Obracając wzrok, za Jaworowym dostrzegamy ogromną północną ścianę Lodowego Szczytu, stojącego w towarzystwie pobliskich Baranich Rogów, Durnego Szczytu i Łomnicy. No pięknie, no pięknie to wszystko wygląda!
Z Małego Świstowego Szczytu schodzimy do niewielkiej przełączki – Świstowego Zawraciku, aby czym prędzej wejść na najwyższy spośród trzech wierzchołków – Pośredni Świstowy Szczyt (2 385 m n.p.m.). Przejście wiedzie wydeptanym śladem, nie sprawiając nam żadnego problemu. Większe trudności robią się dalej, a to za sprawą podjęcia decyzji o zdobyciu ostatniego z wierzchołków Świstowego – Wielkiego Świstowego Szczytu. Aby tego dokonać, musimy przejść ok. 200 metrów nieprzetartą, całkiem eksponowaną granią. Kiedy tak obserwuje postrzępiony teren przede mną, przychodzi moment zawahania. No bo czy naprawdę jest to potrzebne, aby pchać się na ostatni wierzchołek, skoro właśnie stoimy na najwyższym? Po chwili przychodzi jednak ekscytacja… Myślę sobie bowiem „czy skoro aspiruje do zimowych wycieczek na najwyższe tatrzańskie szczyty, to ten krótki fragment nietrudnej grani nie jest doskonałym miejscem na łapanie potrzebnej wprawy?”.



Z Pośredniego Świstowego Szczytu schodzimy więc do Świstowej Szczerbiny. Teren nie jest technicznie trudny, ale wymaga zachowania absolutnej czujności. Kroki trzeba stawiać ostrożnie, każdorazowo badając lokalną grubość pokrywy śnieżnej. Grań momentami wymaga użycia rąk bądź też trzymanego w pogotowaniu czekana. Kurde… Jest naprawdę fajnie! Około 10 minut później zajadamy już słodycze na Wielkim Świstowym Szczycie (2 382 m n.p.m.), ostatnim wierzchołku Świstowego. Na zegarkach godzina 14.30, więc jasnym staje się, że zejście odbędzie się w świetle naszych latarek.




Świstowy Szczyt – zejście
Ze Świstowego Szczytu schodzimy w taki sam sposób, w jaki żeśmy tutaj przyszli. Dla urozmaicenia drogi powrotnej, na stromym stoku urządzamy sobie krótki trening hamowania na czekania. Śnieg jest wprawdzie twardy i zmrożony, ale wychodzi nam to całkiem fajnie. Do Schroniska Zbójnickiego dochodzimy kilkanaście minut przed zachodem słońca. Doliną Staroleśną schodzimy już po zmroku, w świetle naszych latarek. Nie powiem, że jestem specjalnie zdziwiony, ponieważ ze względu na krótki dzień, w tenże sposób kończy się większość naszych grudniowych trekkingów.
Na parking w Starym Smokowcu wracamy około godziny 18.30. Wszyscy czujemy, że to był naprawdę dobry dzień i ponadprzeciętnie udana wycieczka. Świstowy spełnił oczekiwania, a kto wie? Może nawet je przerósł? Specjalne gratulacje kieruję natomiast dla Arka, który podczas dzisiejszej wyprawy ustanowił swój osobisty rekord wysokości w Tatrach.
Data wycieczki: 13 grudnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 23 km; 1 650 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




Mapa wycieczki
Bibliografia
- Nyka Józef, Nyczanka Monika, Tatry Słowackie, Wydawnictwo Trawers, Wydanie XII, Latchorzew 2022.
