Świnica niezaprzeczalnie jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej magnetyzujących szczytów Tatr Wysokich. W lecie bywa bardzo zatłoczona, ale zimą potrafi ugościć w nieco bardziej kameralnych warunkach. Ze względu na swoje centralne położenie, wierzchołek oferuje fantastyczne widoki zarówno na Tatry Wysokie, jak i Zachodnie. Poza tym, Świnica jest dla mnie górą szczególnie sentymentalną. Tak się bowiem składa, że jest to zarówno mój pierwszy szczyt w Tatrach Wysokich w ogóle, jak i cel mojej debiutanckiej tatrzańskiej wycieczki w warunkach zimowych. W niniejszym wpisie opiszę standardowy sposób śnieżnego zdobywania Świnicy, a mianowicie wejście przez przełęcz Liliowe. Do Kuźnic wrócimy natomiast przez Kasprowy Wierch, tętniący życiem o każdej porze roku. Zapraszam serdecznie!
Spis treści
- Świnica zimą – najważniejsze informacje
- Start z Kuźnic
- Wędrówka na Halę Gąsienicową
- Podejście na przełęcz Liliowe
- Wędrówka główną granią Tatr
- Wierzchołek Świnicy Taternickiej (2 291 m n.p.m.)
- Przejście na Kasprowy Wierch (1 987 m n.p.m.)
- Zejście do Kuźnic
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Świnica zimą – najważniejsze informacje
- Świnica to szczyt o dwóch wierzchołkach: o wysokości 2 302 m n.p.m. oraz 2 291 m n.p.m. Góra położona jest na głównej grani Tatr, na granicy polsko-słowackiej.
- Latem standardowo wchodzimy na wyższy z wierzchołków, obierając albo trudniejszy i jednokierunkowy wariant z przełęczy Zawrat albo łatwiejszą drogę od strony Świnickiej Przełęczy. Zimą jest jednak inaczej. Ze względu na wysokie zagrożenie lawinowe, zimą standardowo wchodzimy na niższy wierzchołek Świnicy, nazywany również „wierzchołkiem taternickim” (albowiem kończy się na nim wiele dróg wspinaczkowych, biegnących północną ścianą góry). Wejście odbywa się od strony Świnickiej Przełęczy, a odbicie ze szlaku czerwonego znajduje się na wysokości ok. 2 210 m n.p.m. Ze względu na dużą popularność Świnicy, wariant ten jest najczęściej przedeptany.
- Istnieje jeszcze jedna, bardzo istotna różnica pomiędzy letnim a zimowym wejściem na Świnicę. Mianowicie, ze względu na wysokie zagrożenie lawinowe, zimą nie korzystamy ze szlaku czarnego na Świnicką Przełęcz. Na grań dostajemy się albo zielonym szlakiem na przełęcz Liliowe albo, ewentualnie, którymś z dwóch szlaków na Kasprowy Wierch.
- Wreszcie, również ze względów lawinowych, w zimowym chodzeniu po Tatrach generalnie unikamy trawersów. Oznacza to, że w czasie wędrówki z przełęczy Liliowe musimy doliczyć sobie po kilkadziesiąt dodatkowych metrów różnicy wysokości na zdobycie szczytów Skrajnej Turni i Pośredniej Turni. W standardowej, letniej wersji szlaku oba wierzchołki obchodzimy. Ot, taka dodatkowa trudność :D.
- Przed wyjściem w zimowe Tatry zawsze należy sprawdzać aktualne warunki lawinowe na stronie TOPR.
- Zimowe wejście na Świnicę wymaga wyposażenia w raki (np. takie z Decathlonu), czekan oraz umiejętności ich używania. Ze względu na ryzyko spadających kamieni i zmrożonych bryłek lodu, na głowie warto mieć kask. Nawet przy „jedynce” nie zaszkodzi również lawinowe ABC: detektor, łopatka i sonda.
- Zimowe zdobycie Świnicy być może nie jest szczególnie trudne, ale wycieczkę poleciłbym jednak osobom, które potrafią już chodzi w rakach oraz mają za sobą pewien zapas tatrzańskiego obycia.
Start z Kuźnic
Wycieczkę rozpoczynamy w Kuźnicach, na jednym z obszernych placów parkingowych. Za postój na cały dzień skasowali 50 PLN (stan na kwiecień 2026 r.). Z parkingu wchodzimy na ścieżkę biegnącą wzdłuż granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, a następnie dobijamy do słynnej ulicy Przewodników Tatrzańskich. Po kilkunastu minutach marszu znajdujemy się wśród turystycznego osiedla, towarzyszącego stacji dolnej kolejki na Kasprowy Wierch.
Pierwszy etap naszej wycieczki stanowi dojście do Hali Gąsienicowej. Do wyboru mamy dwa szlaki o podobnej długości: żółty przez Jaworzynkę oraz niebieski przez Boczań. Ponieważ oboje preferujemy pierwszy z nich, decyzja zapada jednogłośnie. Szlak żółty jest nieco stromszy, przez co oferuje sprawniejsze zdobywanie wysokości i szybsze wejście. Jeżeli interesuje Was jednak zimowa odsłona wariantu przez Boczań, opisałem go w moim wcześniejszym wpisie o Kościelcu.
Szlak żółty z początku prowadzi przez podłużną i urokliwą halę Jaworzynka (1070 – 1100 m n.p.m.). Na polanie znajduje się jeszcze kilka drewnianych szałasów, pamiątek po uprawianym tu niegdyś pasterstwie. Swoją drogą, hala Jaworzynka była niegdyś znacznie większa i obejmowała znaczną część zboczy pobliskiego Boczania i Skupniowego Upłazu. Nadmierny wypas owiec i dalszą degradację lasu przerwało dopiero wykupienie całej polany i włączenie jej do Tatrzańskiego Parku Narodowego w 1962 roku. Od tej pory, nieużywana hala stopniowo zarasta. Ażeby jednak całkowicie nie znikła, przyrodnicy z TPN regularnie ją koszą.


Wędrówka na Halę Gąsienicową
Wkrótce opuszczamy polanę i wchodzimy w gęsty las. Nachylenie terenu raptownie wzrasta, co pozwala nam zdobyć ponad 300 metrów różnicy wysokości na przestrzeni zaledwie 1,3 kilometra. Idziemy teraz tzw. Siodłową Percią, wiodącej stokami Małej Królowej Kopy (1 577 m n.p.m.). Od czasu do czasu drzewa dają prześwity, racząc nas widoczkami w kierunku północnym.
Niejako z rozpędu wchodzimy na przełęcz między Kopami (1 499 m n.p.m.), będącą w lecie popularnym miejscem wypoczynkowym. Przy dobrej przejrzystości powietrza fajnie widać stąd Babią Górę – dziś jednak Królowa Beskidów postanowiła skryć się we mgle. Z przełęczy kontynuujemy płaskim odcinkiem szlaku niebieskiego przez tzw. Królową Rówień. W mojej głowie pojawiają się wspomnienia z pierwszej wizyty na Świnicy, gdy na tym etapie towarzyszyła mi jeszcze bardzo gęsta mgła. Wszędzie wokół panowała absolutna biel, a ja posuwałem się do przodu tylko dzięki resztce wydeptanego śladu. Pomyślałem sobie wówczas, że w złej pogodzie nawet tak oczywiste odcinki jak szlak na Halę Gąsienicową, mogą być miejscem poważnych pobłądzeń.


Dziś problemów z widocznością szczęśliwie nie mamy. Etap pokonujemy więc sprawnie i już po kilku minutach raczymy się cudowną panoramą Hali Gąsienicowej oraz otaczających ją szczytów. Cóż tu wiele mówić… Niby widziało się ten obrazek już dziesiątki razy, ale zachwyca dalej tak samo. Nasz wzrok niemal automatycznie podąża ku doskonale widocznej bryle Świnicy. Wierzchołek pozostaje jeszcze lekko skryty za porannymi chmurami, ale widoczność z każdą chwilą zdaje się poprawiać, dając nadzieję na niezapomniane doznania na szczycie.
Po raz kolejny wracam do mojego pierwszego wejścia na Świnicę (i pierwszej wizyty w zimowych Tatrach w ogóle). Wiatr rozgonił chmury właśnie tutaj, w Dolinie Gąsienicowej. Obszerny widok na halę był więc pierwszym zimowym obrazem Tatr, jaki miałem okazję ujrzeć na własne oczy. Nie ukrywam – było to dla mnie, osoby która dotychczas łaziła tu tylko latem, coś wielkiego. Dziś widok śniegu w Tatrach nie jest już dla mnie obcy, ale zachwyt idealnie zarysowanymi konturami szczytów jak najbardziej pozostał.

Podejście na przełęcz Liliowe
Ponieważ dziś odpuszczamy sobie postój w schronisku Murowaniec, od razu przy Betlejemce obieramy szlak czarny. Idziemy doskonale przetartym traktem, łączącym się po chwili ze szlakiem żółtym. Na tym etapie nachylenie jest stosunkowo niewielkie – raptem 150 metrów różnicy wysokości na odcinku półtorej kilometra. Chmury rozchodzą się coraz mocniej, co czyni okoliczną panoramę jeszcze bardziej wspaniałą. Co więcej, kolorytu wędrówce dodaje to, że w pewnym momencie musimy przepuścić około stu narciarzy, rywalizujących w ramach XXIII Memoriału Ratowników Górskich im. Piotra Malinowskiego w skialpinizmie. Patrzę na nich i wprost nie mogę wyjść z podziwu. Jak oni pędzą na tych nartach!


W nieco ponad kilometr od Betlejemki, meldujemy się przy stacji dolnej kolei krzesełkowej Gąsienicowa, należącej do ośrodka narciarskiego Kasprowy. Dzięki silnemu opadowi śniegu w ostatnim czasie oraz świetnej pogodzie, wyciąg nie tylko działa, ale i również jest pełen amatorów białego szaleństwa. Ostrożnie obchodzimy więc stację dolną kolejki oraz kontynuujemy podejście na lewo od trasy zjazdowej.

Po kilku minutach odbijamy w lewo – na szlak zielony – rozpoczynając najbardziej mozolną część naszej dzisiejszej wycieczki. Nachylenie terenu jest tu znaczne – trzeba zrobić aż 300 metrów różnicy wysokości na przestrzeni jednego kilometra. Poza tym, kwietniowe słońce praży niemiłosiernie, przypiekając skórę twarzy i odbierając siły na kolejne kwadranse podejścia. Nie będę więc ukrywał, że przełęcz Liliowe (1 952 m n.p.m.) witam z ulgą, chętnie siadając na śniegu i wyciągając z plecaku kilka targanych przeze mnie smakołyków. Rozglądam się wokół… Ah, jak tu pięknie dookoła!
Przełęcz Liliowe znajduje się na głównej grani Tatr, pomiędzy szczytem Beskidu (2 012 m n.p.m.) w Tatrach Zachodnich a wierzchołkiem Skrajnej Turni (2 097 m n.p.m.) w Tatrach Wysokich. Jest to zatem miejsce zderzenia dwóch światów: łagodnych wapieni z ostrymi granitami.



Wędrówka główną granią Tatr
Z przełęczy Liliowe kontynuujemy czerwonym szlakiem turystycznym, biegnącym bezpośrednio główną granią Tatr. Pierwsze kilka minut upływają nam pod znakiem dosyć łagodnego podejścia na Skrajną Turnię (2 097 m n.p.m.) oraz zejścia do Skrajnej Przełęczy (2 071 m n.p.m.). W następnym kroku dokonujemy dosyć stromego wejścia na szczyt sąsiedniej Pośredniej Turni (2 128 m n.p.m.). Latem wierzchołek leży poza znakowanym szlakiem turystycznym, który obchodzi go od południa. Zimą chodzi się jednak przez sam szczyt, ponieważ tak jest bezpieczniej pod kątem lawinowym. Z jednej strony – w ten sposób trzeba zrobić trochę więcej przewyższenia, z drugiej natomiast – widok z Pośredniej Turni na Świnicę jest naprawdę przyjemny.



Z Pośredniej Turni schodzimy bezpośrednio do Świnickiej Przełęczy (2 051 m n.p.m.). Jest to jedna z najbardziej popularnych tatrzańskich przełęczy, latem dostępna czarnym szlakiem turystycznym z schroniska PTTK Murowaniec przez Zielony Staw Gąsienicowy. Trasa jest jednak na tyle stroma, że zimą po prostu się tutaj nie chodzi. Bo po co ryzykować lawiną, skoro obok mamy znacznie bezpieczniejszy wariant przez Liliowe? Żleb, w którym biegnie szlak czarny jest zresztą całkowicie nieprzetarty, co by oznaczało, że zimą (czy, tak jak dzisiaj, śnieżną wiosną) ludzie faktycznie go omijają.

Wierzchołek Świnicy Taternickiej (2 291 m n.p.m.)
Z Świnickiej Przełęczy rozpoczynamy ostatni etap naszej wycieczki, a mianowicie bezpośrednie podejście na niższy szczyt Świnicy. Podchodzimy więc stromym zboczem, nabywając 150 metrów różnicy wysokości na zaledwie 350 metrach dystansu. Ze względu na znaczne nachylenie terenu, cały czas trzeba tu zachowywać czujność i bardzo uważnie stawiać kroki. Skalnych trudności technicznych tu jednak nie ma – ot, należy po prostu iść w górę.
Na wysokości ok. 2 210 m n.p.m. wydeptany ślad odbija od szlaku czerwonego. Na śniegu widoczne są dwa warianty: jeden wiedzie krótkim żlebem, a drugi obchodzi go, wiodąc pomiędzy skałkami. Jak łatwo się domyślić, obie wersje dosyć szybko łączą się ze sobą i wyprowadzają na upragniony szczyt Świnicy Taternickiej (2 291 m n.p.m.). Całość podejścia ze Świnickiej Przełęczy zajęła nam ok. 40 minut.




Obiektywnie rzecz biorąc, przy dużej ilości śniegu, zimowe podejście na niższy wierzchołek Świnicy nie jest przesadnie wymagające. Swoje oczywiście trzeba podejść po stromym zboczu, ale trudności technicznych raczej tutaj nie ma. Bardzo dużym ułatwieniem jest to, że Świnica jest popularnym szlakiem, a co za tym idzie – poprawny ślad wejściowy praktycznie zawsze jest założony i dobrze widoczny w śniegu. Podejrzewam jednak, że gdyby iść na ten szczyt świeżo po opadzie, zmuszonym do torowania, wycieczka stałaby się zdecydowanie bardziej wymagająca tak technicznie, jak i nawigacyjnie.
W czasie naszej wycieczki odcinek szlaku czerwonego na główny wierzchołek Świnicy pozostawał całkowicie nieprzetarty. Nie znaczy to jednak, że nie spotykamy śmiałków, którzy gorączkowo rozmawiają o możliwości wejścia na główny szczyt. Turyści rozważają… skaliste i mocno oblodzone przejście graniowe pomiędzy jednym a drugim wierzchołkiem Świnicy. Ponieważ z treści rozmowy wynika, że oboje posiadają bardzo niewielkie doświadczenie tatrzańskie, cieszę się, że od pomysłu ostatecznie odstępują. Gwoli ścisłości – wejście na najwyższy szczyt Świnicy zimą jest oczywiście dozwolone. Należy jednak zdawać sobie sprawę, że w tych warunkach jest to zadanie trudne, a droga na wierzchołek wiedzie terenem o podwyższonym ryzyku lawinowym.
Niższy wierzchołek Świnicy powszechnie nazywany jest „taternickim”, a to za sprawą tego, że kończą się tutaj liczne drogi wspinaczkowe, biegnące północnymi ścianami góry. Panorama obejmuje imponujący widok na główny wierzchołek Świnicy, dziesiątki szczytów Tatr Wysokich (m.in. na pobliski Kościelec, Kozi Wierch i Granaty, a także dalsze Tatry Bielskie, Lodowy Szczyt, Ostry Szczyt, Jaworowy Szczyt, Świstowy Szczyt, Małą Wysoką, Staroleśny, grań Hrubego Wierchu czy Krywań), a także praktycznie na całe Tatry Zachodnie.




Przejście na Kasprowy Wierch (1 987 m n.p.m.)
Po kilkudziesięciominutowym odpoczynku, rozpoczynamy schodzenie. Ponieważ zejście idzie nam bardzo sprawnie, już po kilkunastu minutach z powrotem meldujemy się na Świnickiej Przełęczy. Podobnie jak w pierwszą stronę, podchodzimy na Pośrednią Turnię, Skrajną Turnię, a następnie osiągamy przełęcz Liliowe. Na dobrą sprawę, moglibyśmy teraz skręcić w prawo i wrócić do Kuźnic tak samo, jak żeśmy tutaj przyszli. Dla urozmaicenia postanawiamy jednak obrać inny wariant.

Z przełęczy Liliowe podchodzimy na szczyt Beskidu (2 012 m n.p.m.). Czasami w tym miejscu odczuwalna jest już charakterystyczna aura kolejki na Kasprowy, ale dzisiaj na szczęście jest tu całkiem spokojnie. Ostrożność warto tu jednak zachować, ponieważ na szczycie Beskidu dosyć powszechnym widokiem są całkiem nieprzygotowani turyści, zsuwający się w panice w płaskim, całkiem nieprzystosowanym obuwiu. Nie tylko oglądałem filmiki, ale widziałem to również na własne oczy. W niektórych przypadkach, niestety, byli to rodzice z dziećmi.
Z Beskidu schodzimy na Suchą Przełęcz (1 950 m n.p.m.), a następnie podchodzimy na zabudowany szczyt Kasprowego Wierchu (1 987 m n.p.m.). Na miejscu zastajemy mnóstwo narciarzy, korzystających z wszystkich walorów najwyżej położonego ośrodka w Polsce.



Zejście do Kuźnic
Z Kasprowego Wierchu schodzimy szlakiem zielonym, biegnącym wschodnią częścią Doliny Goryczkowej. Trasa cechuje się umiarkowanym nastromieniem oraz oferuje ciekawy widok na pobliskie szczyty Tatr Zachodnim – w tym przede wszystkim na słynny Giewont. Po kilkudziesięciu minutach sprawnego schodzenia, z powrotem meldujemy się w lesie. Mijamy Myślenickie Turnie – punkt przesiadkowy kolejki na Kasprowy oraz zmierzamy dalej, szeroką drogą gruntową. Do Kuźnic z powrotem trafiamy około godziny 15.30, co oznacza, że cała wyprawa zajęła nam ok. 8 godzin. Jak to zwykle bywa po dłuższej wyrypce w Tatrach, po wszystkim czujemy się jednocześnie zmęczeni, ale też zrelaksowani, mentalnie odświeżeni oraz zmotywowani do dalszego mierzenia się z trudami życia.
Data wycieczki: 11 kwietnia 2026 roku
Statystyki wycieczki: 20 km, 1 720 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.



Mapa wycieczki
Bibliografia
- Nyka J., Nyczanka M, Tatry Polskie, wydanie XXII, Latchorzew 2020.
