Skrzyczne (1 257 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego o charakterystycznej, nieco „ściętej” sylwetce, doskonale widocznej z niemal każdej części Kotliny Żywieckiej. Góra należy do najpopularniejszych celów wycieczkowych w zachodnich Beskidach, na co ma wpływ położenie w bezpośredniej bliskości konurbacji górnośląskiej, przynależność do zestawienia Koron Gór Polski, funkcjonowanie całorocznej kolei krzesełkowej oraz dobra infrastruktura turystyczna – ze schroniskiem PTTK na samym szczycie na czele.
Wybierając się w Beskid Śląski, warto nie ograniczać się wyłącznie do zdobycia jego najwyższego szczytu. Dobrze jest przejść się jego głównym grzbietem, mijając wiele miejsc bardzo urokliwych, a jednocześnie znacznie mniej zatłoczonych. W niniejszym wpisie przybliżę długi spacer po Beskidzie Śląskim, rozpoczęty i zakończony w Szczyrku – najszerzej rozpoznawalnym kurorcie pasma. Na trasie wycieczki będzie oczywiście Skrzyczne, ale również Małe Skrzyczne (1 211 m n.p.m.), Malinowska Skała (1 157 m n.p.m.), Jaskinia Malinowska, Malinów (1 115 m n.p.m.), przełęcz Salmopolska oraz Kotarz (974 m n.p.m.). Zapraszam serdecznie na relację!
Spis treści
- Start ze Szczyrku
- Szlakiem niebieskim na Skrzyczne
- Skrzyczne – szczyt
- Głównym grzbietem przez Małe Skrzyczne i Kopę Skrzyczeńską
- Malinowska Skała (1 152 m n.p.m.)
- Jaskinia Malinowska
- Malinów i zejście na przełęcz Salmopolską
- Kotarz i wędrówka Beskidem Węgierskim
- Mapa trasy
- Bibliografia
Start ze Szczyrku
Jest godzina 11.40, gdy zajeżdżamy na jeden z płatnych parkingów w Szczyrku, a więc w mieście położonym u stóp Skrzycznego (ok. 520 m n.p.m.). Trekking rozpoczynamy dziś wyjątkowo późno, ale lipcowy dzień jest na tyle długi, że na spokojnie starczy nam czasu na długą, satysfakcjonującą trasę. Moimi dzisiejszymi towarzyszami podróży są moja Ada oraz Mikołaj, dla którego będzie to pierwszy raz w Beskidzie Śląskim.
Pierwszy kilometr mija nam na wędrówce po chodniku, biegnącym wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 942. Wprawdzie Szczyrk już od 1973 roku cieszy się prawami miejskimi, ale miejscowość w dalszym ciągu ma budowę typowej beskidzkiej ulicówki. Oznacza to, że doliną biegnie pojedyncza droga główna, od której, we wszystkie strony, odgałęzia się mnóstwo bocznych uliczek osiedlowych. A klimat? No cóż… Szczyrk już od dawna wydaje mi się lokalnym, beskidzkim odpowiednikiem Zakopanego. W sezonie turystycznym miejscowość po brzegi zapełnia się bowiem turystami, a co za tym idzie – restauracjami, budami z fastfoodem oraz straganami z wszelkiej maści dziadostwem ;). Jeszcze chętniej niż latem, miasto odwiedzane jest zimą. W miejscowości funkcjonuje bowiem spory ośrodek narciarski, zlokalizowany na stokach Skrzycznego i Małego Skrzycznego. Na cały kompleks obowiązuje jednolity system karnetów, ale formalnie mają one dwóch właścicieli. Zbocza Skrzycznego należą do Centralnego Ośrodka Sportu, a stoki Małego Skrzycznego – do Szczyrk Mountain Resort (należącego do słowackiego giganta – Tatry Mountain Resorts).
W tenże sposób dochodzimy do stacji dolnej dwuetapowej kolei krzesełkowej na Skrzyczne. Konstrukcja powstała w 1958 roku i była wówczas prawdziwym fenomenem – pierwszym wyciągiem tego typu w całej Polsce. W 1990 roku przeprowadzon0 pierwszą z większych modernizacji, w ramach której wymieniono 1-osobowe krzesełka na 2-osobowe „kanapy”. Na tą wersję wyciągu jeszcze się „załapałem”, jeżdżąc tutaj jako gimnazjalista. Lata 2013 i 2017 przyniosły kolejne unowocześnienia, a rok 2024 – oddanie do użytku eleganckiej konstrukcji firmy Leitner, dofinansowanej ze środków ministerialnych.

Szlakiem niebieskim na Skrzyczne
Przy stacji dolnej obieramy szlak niebieski, biegnący niemal równolegle z pierwszym etapem wyciągu krzesełkowego tj. z odcinkiem od Szczyrku do Jaworzyny. Przez kilka pierwszych minut idziemy skrajem rozległej trasy narciarskiej, aby już w chwilę później wylądować w gęstym, intensywnie zielonym lesie. Jak na warunki beskidzkie, szlak niebieski jest dosyć stromy – nieco ponad 700 metrów różnicy wysokości na 4 kilometrach podejścia. Miejscami bywa więc mozolnie, ale zapewniam, że warto – zdobycie szczytu o własnych siłach sprawia o niebo więcej satysfakcji niż wjechanie na niego kolejką (a poza tym – jest to wariant całkowicie darmowy!).


W nieco ponad godzinę od wyjścia z samochodu meldujemy się na polanie Jaworzyna (ok. 940 m n.p.m.). Niegdyś była to rozległa hala pasterska, dzisiaj pełni funkcję stacji przesiadkowej kolei krzesełkowej. Znajduje się tu także restauracja – stworzona z myślą o narciarzach, ale czynna również i latem. My się na razie nie zatrzymujemy i kontynuujemy marsz szlakiem niebieskim, wzdłuż szerokiej trasy narciarskiej. Na tym etapie podejście robi się znacznie bardziej widokowe. Przed nami majaczy już szczyt Skrzycznego, a za naszymi plecami otwiera się sympatyczna panorama na północną część Beskidu Śląskiego.
Wycieczkę umilają wszędobylskie krzewy borówek, gęsto pokryte pysznymi owocami. Wysokość nabywamy więc teraz nie tylko nieco wolniej, ale również z rękoma ucioranymi słodkawym, fioletowym sosem.




Po ok. 2,5 kilometrach podejścia, do szlaku niebieskiego dobija szlak zielony, prowadzący z centrum Szczyrku. Osoby, których celem jest wyłącznie zdobycie najwyższej góry Beskidu Śląskiego, mogą rozważyć wykorzystanie tej trasy do skonstruowania zgrabnej pętelki. Szlak zielony również biegnie w większości terenami zalesionymi oraz cechuje się podobnym nachyleniem terenu.
Kontynuując połączonym szlakiem niebieskim i zielonym, pokonujemy ostatnie 1,5 kilometra wędrówki na dach Beskidu Śląskiego. Przekraczamy czarną trasę narciarską FIS, a następnie rozpoczynamy trawers stromego fragmentu wschodniego zbocza Skrzycznego. Idziemy teraz wąską ścieżynką, a roślinność wokół staje się jakby nieco rzadsza. Wrażenie robią liczne stanowiska kosodrzewiny, występujące tutaj już od wysokości ok. 1 200 m n.p.m. Wygląda to naprawdę dobrze, ale po prawdzie jest efektem sztucznie przeprowadzonego nasadzenia.


Skrzyczne – szczyt
Skrzyczne (1 257 m n.p.m.) osiągamy chwilę przed godziną 14, a więc ok. dwie godziny po rozpoczęciu wycieczki (po przejściu 5 kilometrów dystansu i pokonaniu 750 metrów różnicy wysokości). Na szerokiej kopule szczytowej znajduje się mnóstwo ludzi, co specjalnie mnie jednak nie dziwi. Mamy przecież niedzielne popołudnie, piękną pogodę oraz jesteśmy na jednej z najpopularniejszych gór w Beskidach. Na szczycie znajduje się platforma widokowa, z której roztacza się rozległa panorama w kierunku północnym i wschodnim – na całą Kotlinę Żywiecką, pobliski Klimczok, Jezioro Żywieckie, niepozorny grzbiet Beskidu Małego oraz spory fragment Beskidu Żywieckiego – z Romanką, Rysianką, Pilskiem i Babią Górą.



Widoki są sympatyczne, ale Skrzyczne jest zdecydowanie zbyt mocno zabudowane, żeby poczuć takie nasze ulubione „zbratanie z naturą”. W obrębie kopuły szczytowej znajduje się stacja górna kolejki krzesełkowej, kilka budynków technicznych, charakterystyczna 87-metrowa wieża przekaźnikowa oraz pokaźny kompleks obiektu wypoczynkowego „Start Skrzyczne” z elegancką restauracją. Obok tego wszystkiego znajduje się jeszcze schronisko PTTK z uroczym tarasem widokowym. Pierwszy obiekt tego typu stanął na podszczytowej polanie w 1933 roku, a wzniesiony został przez Niemca, Rudolfa Urbanke. Po II wojnie światowej schronisko zostało przejęte przez Oddział Górnośląski PTT, którego staraniem budynek został wyremontowany oraz, w 1950 roku, ponownie oddany do użytku. Dzisiejszy wygląd obiekt zawdzięcza kolejnej rewitalizacji, wykonanej w latach 1998-1999.



Głównym grzbietem przez Małe Skrzyczne i Kopę Skrzyczeńską
Ze Skrzycznego niebieski szlak prowadzi na południowy wschód, stromym zejściem do Lipowej (powiat żywiecki). My natomiast wybieramy szlak zielony i kontynuujemy wędrówkę głównym grzbietem Beskidu Śląskiego. Idziemy teraz szeroką drogą gruntową, prowadzącą przez młody las świerkowy. Przez dobre kilkanaście minut, odcinek jest niemal całkowicie płaski (co czyni go jednocześnie dosyć mozolnym).
Kilkanaście minut później, ok. 1,5 kilometra od Skrzycznego, docieramy na pobliski szczyt Małego Skrzycznego (1 211 m n.p.m.). Na wierzchołku znajduje się stacja górna kolejnej kolei krzesełkowej, kursującej tu z Hali Skrzyczeńskiej. Również i ten wyciąg jest dzisiaj włączony – głównie na potrzeby kolarzy górskich. Fani MTB mają tutaj zresztą swoje małe królestwo w postaci kilku, zróżnicowanych tras zjazdowych.


Z Małego Skrzycznego kontynuujemy wycieczkę głównym grzbietem Beskidu Śląskiego. Szybko osiągamy wierzchołek Kopy Skrzyczeńskiej (1 189 m n.p.m.), a następnie kierujemy się w stronę Malinowskiej Skały. Widoki są tutaj bardzo szerokie, a to za sprawą młodziutkiego, niewyrośniętego jeszcze lasu. Oglądamy więc szereg zielonych, zwalistych sylwetek, spośród których najwyższa jest Barania Góra (1 220 m n.p.m.), drugi co do wysokości szczyt pasma.
A skąd taki młody las? Otóż jeszcze 200 lat temu główny grzbiet Beskidu Śląskiego porastała gęsta buczyna karpacka. Wszystko zmieniło się wraz z rozwojem hutnictwa, postępującego od początku XIX wieku. Na potrzeby produkcji węgla drzewnego masowo wycinano buki, cenione za wysoką wartość opałową. W ich miejsce, na rozległych obszarach, sztucznie wprowadzono świerk — szybko rosnący i wydajny, który miał stać się prostą odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na drewno. W ten sposób, pod koniec XX wieku zdecydowaną większość drzewostanu Beskidu Śląskiego stanowiły już smreki, co w końcu doprowadziło do katastrofy ekologicznej. Osłabione kwaśnymi deszczami iglaki nie poradziły sobie z wichurami i, przede wszystkim, plagą kornika drukarza. Drzewa masowo obumarły, dając efekt dzisiejszy. Nowy las rekonstruowany jest już mądrzej – zrezygnowano z monokultury, na nowo wprowadza się buka i jodłę.



Malinowska Skała (1 152 m n.p.m.)
Cztery kilometry po opuszczeniu Skrzycznego, witamy się z Malinowską Skałą (1 152 m n.p.m.). Jest to mało wybitna, ale wyraźna kulminacja grzbietowa, ukoronowana bardzo charakterystyczną wychodnią skalną w kształcie ambony. Skałka zbudowana jest ze zlepieńca kwarcowego, unikalnego dla tej części Beskidu Śląskiego. Co ciekawe, niegdyś wykorzystywana była do uprawiania boulderingu, ale ukrócono to w 1977 roku, wpisując wychodnię do ewidencji pomników przyrody.
Na Malinowskiej Skale robimy sobie chwilę przerwy, obserwując zarówno ciekawy kształt skałki, jak i roztaczającą się z niej panoramę. Dobrze widać stąd zarówno najwyższe w paśmie Skrzyczne, jak i drugą Baranią Górę. Ludzi jest sporo, ale nie wydaje mi się to dzisiaj dużym problemem. Miejsce jest bowiem bardzo urokliwe, a pogoda w dalszym ciągu fantastyczna.



Jaskinia Malinowska
Gdyby z Malinowskiej Skały iść dalej prosto, szlakiem zielonym, ruszylibyśmy w kierunku Magurki Wiślańskiej (1 140 m n.p.m.), a finalnie doszlibyśmy na Baranią Górę. My skręcamy jednak w prawo – na szlak czerwony, opuszczając tym samym główny grzbiet Beskidu Śląskiego. Na przestrzeni następnego pół kilometra tracimy ok. 150 metrów wysokości i schodzimy do przełęczy pod Malinowem (1 005 m n.p.m.).

Po opuszczeniu przełęczy kontynuujemy szlakiem czerwonym, rozpoczynając łagodne, ale i dosyć mozolne podejście na szczyt Malinowa. Ok. 600 metrów dalej (na wysokości ok. 1 080 m n.p.m.) skręcamy w lewo – w wyraźną, dobrze widoczną ścieżkę. Po kilku minutach dochodzimy do jednej z większych ciekawostek tej części Beskidu Śląskiego, a mianowicie do Jaskini Malinowskiej.
Jaskinia powstała na skutek podziemnego pęknięcia piaskowców, co dało efekt w postaci powstania systemu szczelin, komór i korytarzy o łącznej długości aż 249,5 metrów. Miejsce znane jest od wieków, obrastając przez lata rozmaitymi legendami. W lokalnym folklorze funkcjonowało jako kryjówka husytów, ewangelików, a nawet samego zbójnika Ondraszka. Jeszcze do niedawna, zwiedzanie obiektu wymagało tony sprzętu wspinaczkowego i specjalistycznych umiejętności. Wszystko zmieniło się w 2019 roku, gdy staraniem bielskich speleologów wejście do jaskini zostało ubezpieczone ciągiem żelaznych stopni i klamer.
No cóż, skoro jest drabinka, to dlaczego by z niej nie skorzystać? Schodzimy do środka powoli, przyświecając sobie światłem z komórkowej latarki. Po jaskini poruszamy się ostrożnie, uważając na głowę i wilgotne, śliskie podłoże. Skłamałbym wierutnie gdybym napisał, że miejsce zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Ale ciekawostka jest to przednia, bo jak co, ale ile razy w czasie trekkingów po Beskidach zwiedza się jaskinie?




Malinów i zejście na przełęcz Salmopolską
Z Jaskini Malinowskiej wracamy na szlak czerwony, aby już po kilku minutach osiągnąć zalesiony szczyt Malinowa (1 115 m n.p.m.). Krótki odpoczynek i rozpoczynamy zejście, zmierzając szeroką, łagodnie nachyloną trasą. Po drodze czeka nas kolejna przerwa, wymuszona przez zapełnione owocami krzewy borówek. No bo przecież nie mogą się zmarnować, prawda?
Kwadrans przed godziną 18 schodzimy do przełęczy Salmopolskiej (934 m n.p.m.), oddzielającej z jednej strony grzbiet Malinowa od grzbietu Kotarza, z drugiej Szczyrk od Wisły. Korzystając z przywileju długiego lipcowego dnia, zatrzymujemy się również i tutaj, racząc się przepyszną kawą w klimatycznej kawiarni.
Nazwa przełęczy pochodzi od wsi Salmopol, założonej w tym miejscu w XVII wieku, przez uchodzących przed prześladowaniami ewangelików. Innowiercy zbiegali z księstwa cieszyńskiego, a osiedlić postanowili się w bardziej tolerancyjnej Koronie. Dziś Salmopol jest częścią Szczyrku, a jego cechą charakterystyczną jest duży, biały krzyż. Przez samą przełęcz przebiega droga wojewódzka nr 942, pociągnięta tutaj w latach 60′ XX wieku. Jest to jezdnia o tyle istotna, że stanowi najwyżej położone drożne miejsce w Beskidzie Śląskim (oraz drugie w całych polskich Beskidach – po Krowiarkach).




Kotarz i wędrówka Beskidem Węgierskim
Z przełęczy Salmopolskiej kontynuujemy szlakiem czerwonym, rozpoczynając czternasty kilometr naszej dzisiejszej trasy. Idąc soczyście zielonym lasem, mijamy wzniesienia Białego Krzyża (940 m n.p.m.) oraz Grabowej (907 m n.p.m.), aby po ok. godzinie osiągnąć wierzchołek Kotarza (965 m n.p.m.). Na szczycie znajduje się sympatyczna polana, oferująca widoki na główny grzbiet Beskidu Śląskiego, w tym przede wszystkim na zabudowane infrastrukturą narciarską Małe Skrzyczne.
Odcinek grzbietu z przełęczy Salmopolskiej do szczytu Beskidek (czyli dokładnie ten, który dzisiaj przemierzamy) czasem bywa określany mianem Beskidu Węgierskiego. Nazwa pochodzi od madziarskiego przybysza, który w bliżej nieokreślonej przyszłości miał przybyć na te tereny i założyć pierwszy szałas. W późniejszym czasie grzbiecik intensywnie wykorzystywano pastersko, czego najpiękniejszym przykładem jest pobliska Hala Jaworowa. Aby dojść na rozległą polanę, ze szlak czerwonego należy odbić nieco na zachód – na szlak niebieski. Ponieważ słońce jest już dosyć nisko, tą atrakcję na razie sobie odpuszczamy. Kiedyś tu jednak wrócę, bo o Hali Jaworowej czytałem same, fantastyczne recenzje :D.



Swoją drogą, Beskid Węgierski również bardzo mocno przypada mi do gustu. W przeciwieństwie do głównego grzbietu, doskonale zachowały się tu piękne, liściaste lasy. Po prawej stronie, od czasu do czasu prześwituje widok na pobliskie, wysokie Skrzyczne. Nic więc dziwnego, że spacer w tym miejscu zapisał mi się w głowie jako jedno z najlepszych wspomnień tegorocznego lata. Powiedzcie mi… dlaczego lipiec nie może trwać cały rok? Czy to dlatego, abyśmy, kiedy już przyjdzie, jeszcze bardziej podziwiali jego intensywne barwy, kojące odgłosy i długie, ciepłe wieczory?
W akompaniamencie ostatnich promieni słońca, mijamy wierzchołek Hyrca (929 m n.p.m.) ze stacją górną starego wyciągu orczykowego. Ze szlaku czerwonego odbijamy na chwilę przed szczytem Beskidka (830 m n.p.m.), wykorzystując niewielki skrót do szlaku niebieskiego. Do Szczyrku schodzimy już drogą asfaltową, z fantastycznym widokiem na całą sylwetkę Skrzycznego.
Kiedy dobijamy wreszcie do drogi wojewódzkiej nr 942, wokół nas jest już całkiem ciemno. Jak nietrudno zgadnąć, z parkingu wyjeżdżamy więc jako ostatni turyści :D. To był piękny dzień w Beskidzie Śląskim, pełen świetnych widoków, intensywnej zieleni i takiego zwykłego, niedzielnego odpoczynku. Jak ja kocham lato! :D
Data wycieczki: 20 lipca 2025 roku
Statystyki wycieczki: 23,5 km; 950 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




Mapa trasy
Bibliografia
- Barański M., Beskid Śląski. Przewodnik, wydawnictwo Oficyna Wydawnicza Rewasz, Pruszków 2019

5 thoughts on “Skrzyczne, Malinowska Skała i Kotarz – pętla wokół Szczyrku”
Comments are closed.