Rifugio Mantova przez Alta Luce, czyli aklimatyzacja w masywie Monte Rosa

Monte Rosa to potężny masyw górski, położony na granicy Włoch i Szwajcarii, część Alp Pennińskich. Znany jest ze wspaniałego, rozległego lodowca oraz wielu klasycznych czterotysięczników. W masywie leży najwyższy szczyt Szwajcarii (a zarazem drugi co do wysokości samodzielny szczyt Alp) – Dufourspitze (4 634 m n.p.m.). W górach tych znajduje się również najwyżej położone schronisko Europy – Margherita Hut (4 556 m n.p.m.). Masyw Monte Rosa odwiedziliśmy pod koniec lipca 2026 roku, w czasie naszej pierwszej wyprawy na alpejskie czterotysięczniki. W góry wyruszyliśmy z miejscowości Staffal, po włoskiej stronie ogromnego masywu. Spaliśmy w namiocie, który całkiem za darmo rozbiliśmy ok. 150-200 metrów od znanego schroniska Rifugio Mantova. Pierwszy i drugi dzień wyprawy zszedł nam na aklimatyzację, która w praktyce okazała się zadaniem znacznie trudniejszym, niż z początku sądziliśmy. Pierwszego dnia spaliśmy na wysokości 3 000 m n.p.m., drugiego już w naszej stałej bazie, przy wspomnianym schronisku na 3 500 m n.p.m. Po drodze zachwycaliśmy się magią alpejskich krajobrazów, minęliśmy fantastyczny szczyt Alta Luce (3 184 m n.p.m.) z widokiem na Mont Blanc i Gran Paradiso, przeżyliśmy prawdziwy rollercoaster emocjonalny, gorzko przeklinaliśmy sypkie, kamieniste trakty, a także zjedliśmy przepyszne, kaloryczne gnocchi. Gorąco zapraszam na relację z pierwszych dwóch dni naszego pobytu w Monte Rosa, czyli naszej (jak dotąd!) największej alpejskiej przygody.

Długa droga do Staffal

Drogę do Staffal rozpoczynamy w sobotę, 25 lipca 2026 roku, w godzinach popołudniowych. Jedziemy przez całą noc przez Słowację, Austrię oraz Niemcy. W niedzielę nad ranem robimy krótką przerwę w urokliwej miejscowości Lindau am Bodensee, a następnie przekraczamy granicę ze Szwajcarią. Po drodze planujemy jeszcze krótki przystanek w Vaduz, stolicy Liechtensteinu, ale od tych planów odstręcza nas wyjątkowo obfity, marznący deszcz. Postanawiamy więc, że ten niepozorny, alpejski kraik spróbujemy odwiedzić w drodze powrotnej.

Do Włoch wjeżdżamy około godziny 10 i niemal od razu zatrzymujemy się na kawę w McDonald’s w Como. Tam postanawiamy jechać prosto do Staffal i, w ramach możliwości, już tego samego dnia nabyć pierwsze metry wysokości. Skąd taki pospiech? Ano z prognoz pogody, które pokazują możliwe pogorszenie prognozy w dalszej części przyszłego tygodnia.

Część z Was może też zastanawiać, dlaczego wybraliśmy drogę przez Niemcy i Szwajcarię, skoro wedle map znacznie krócej byłoby przez Włochy. Otóż, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze ;). Z naszych kalkulacji wyszło, że taniej będzie nadłożyć więcej kilometrów i kupić szwajcarską winietę, aniżeli przejechać setki kilometrów porządnymi, ale jednocześnie bardzo drogimi autostradami we Włoszech.

Ostatni etap podróży mija nam na krętej szosie, biegnącej dnem doliny Val di Gressoney. Za oknami migają przepiękne wioski, pełne kwiatów, urokliwych mostków i tradycyjnych, drewnianych domostw. Na kilku minut przez godziną 14 docieramy do miejscowości Staffal, położonej na wysokości ok. 1 850 m n.p.m., na samym końcu asfaltowej drogi. Auto zostawiamy na darmowym parkingu, położonym kilkaset metrów od ścisłego centrum wioski (współrzędne: 45.8535533N, 7.8126444E, link do mapy Google).

Pierwszą rzeczą jaką robimy w Staffal jest wielkie przepakowanie. W przeciągu najbliższej godziny ogarniamy więc sprzęt i zapasy jedzenia na najbliższe trzy dni. Podchodzić będziemy „na ciężko”, każdy z obciążeniem wynoszącym blisko kilkadziesiąt kilogramów. Zachciało się czterotysięczników…

Staffal parking monte rosa
Parking w Staffal
staffal

Deszczowe podejście ze Staffal

Mija godzina 15, gdy zwarci i gotowi ruszamy na spotkanie z czterotysięcznikami. Pomimo słabo przespanej nocy, staram się rozbudzić w sobie iście bojowy nastrój. Przecież… to właśnie się dzieje! Wychodzę w bardzo wysokie góry, idę realizować marzenia! Morale słabną jednak dosyć szybko, nim jeszcze zdążyliśmy wyjść ze Staffal. Chmura bowiem w końcu „puściła”, oblewając nas zimnym strumieniem alpejskiego deszczu. No cóż, nikt nie powiedział, że będzie łatwo ;).

Swoją drogą, warto w tym miejscu napisać, że zdecydowana większość turystów zmierzających do schroniska Rifugio Mantova dostaje się tam kolejką. Stacja dolna znajduje się w Staffal, stacja górna na wysokości ok. 3 250 m n.p.m., a pomiędzy nimi znajdują się jeszcze dwie stacje pośrednie. Cena oczywiście wysoka – normalny bilet za przejazd całym odcinkiem latem 2026 roku kosztował aż 28 euro (dokładny cennik tutaj).

My przejazdu kolejką nawet nie bierzemy pod uwagę. Pierwsze czterotysięczniki chcemy zdobyć „jak należy” – z samej doliny, z ciężkim plecakiem, śpiąc pod namiotem. Taki styl nam się wymarzył i tak to zamierzamy zrobić ;).

Ze Staffal rozpoczynamy trekking łączonym szlakiem nr 7 oraz 7C. Idziemy głównie przez lasy i rozległe łąki, dzięki czemu w zasadzie od samego początku jest bardzo zielono. Pomimo sporego zachmurzenia, obszerne widoki na pobliskie szczyty oraz dno doliny otrzymujemy już po kilkudziesięciu minutach marszu. Na samym początku nachylenie jest dosyć przystępne, ale z czasem robi się coraz bardziej stromo. Niezwykle intensywny odcinek rozpoczyna się po minięciu rozdroża szlaków, nieco ponad dwa kilometry od wyjścia ze Staffal. Trasa nr 7 biegnie prosto, ale my odbijamy tu w prawo, kontynuując szlakiem nr 7C, bezpośrednio po stromym zboczu. Mozolny wysiłek osładza nadchodzące rozpogodzenie oraz pierwsze widoki na potężne lodowce masywu Monte Rosa. Oj, jak tu przepięknie…

Pierwsze akcenty podejścia ze Staffal
Staffal podejście
Staffal podejście
Rozdroże szlaków 7 oraz 7C

Na przestrzeni następnych kilkudziesięciu minut maszerujemy przez sielskie, alpejskie łąki, sukcesywnie nabierając kolejne metry wysokości. Nachylenie terenu cały czas jest znaczne – na każdy kilometr przypada ok. 250 metrów w górę. Z czasem trawy stopniowo zanikają, ustępując miejsca brązowawym, sypkim kamieniom. Nawigacyjnie jest bardzo prosto, a to dzięki wyraźnym, żółtym strzałkom, gęsto rozmieszczonym na skalistych częściach podejścia. W większości szlak ma charakter stricte trekkingowy. Jedynie na krótko przed przełęczą Colle Salza pojawia się konieczność użycia rąk, a w co bardziej wymagających momentach umieszczono żelazne klamry i stopnie.

Po kolejnych kilkunastu minutach wzmożonego wysiłku wychodzimy na przełęcz Colle Salza (2 882 m n.p.m.). Nasz dotychczasowy szlak – nr 7C – prowadzi dalej grzbietem, prosto na kulminację Alta Luce (3 184 m n.p.m.). My jednak kontynuujemy trekking w kierunku wschodnim, obierając nieoznakowaną ścieżkę, stanowiącą skrótowe dojście do trasy nr 6A. W tenże sposób, do właściwej trasy dobijamy kilkanaście minut później, na wysokości ok. 2 960 m n.p.m.

Monte Rosa Staffal szlak
Pierwsze widoki na lodowce
Monte Rosa Staffal szlak
Monte Rosa Staffal szlak
Monte Rosa Staffal szlak
Monte Rosa Staffal szlak przełęcz Colle Salza
Przełęcz Colle Salza (2 882 m n.p.m.)
Monte Rosa Staffal szlak

Pierwszy nocleg w masywie Monte Rosa (3 050 m n.p.m.)

Robi się już całkiem późno, gdy z ciężkimi plecakami przemierzamy surowe, kamieniste pustkowie, stanowiące główne otoczenie szlaku nr 6A. Sam przebieg trasy cały czas jest dosyć czytelny, a to za sprawą znajomych, gęsto rozmieszczonych żółtych strzałek. Zmieniają się natomiast widoki, składające się teraz głównie na obszerną panoramę górnej części Valle del Lys. Pomimo narastającego zmęczenia, czuję, że jest tu naprawdę pięknie i jestem we właściwym miejscu.

Według wstępnych planów, chcieliśmy dojść dzisiaj aż do schroniska Rifugio Mantova, położonego na wysokości ok. 3 500 m n.p.m. W pewnym momencie przychodzi jednak czas na konfrontację z rzeczywistością: jesteśmy zmęczeni, idziemy wolniej niż zamierzaliśmy, jest już dosyć późno. Słowem – czas już się rozbijać. Decyzja wydaje nam się o tyle słuszna, że przy szlaku co jakiś czas napotykamy charakterystyczne okręgi, ogrodzone kamiennym murkiem – gotowe miejsca namiotowe, niechybnie przygotowane przez naszych poprzedników. Na wysokości ok. 3 050 m n.p.m. postanawiamy skorzystać z jednego z takich dobrodziejstw i z ulgą rzucamy na ziemię ciężkie, kilkunastokilogramowe plecaki. Może i nie osiągnęliśmy dzisiaj zakładanego celu, ale nie można też powiedzieć, żebyśmy zrobili mało. Pokonaliśmy bowiem ponad 1 300 metrów różnicy wysokości, rozłożone na dystans około 8 kilometrów. Było dobrze!

Monte Rosa Staffal szlak
Monte Rosa Staffal szlak Valle del Lys
Widok na dolinę Valle del Lys

Następne kwadranse mijają nam na typowej, obozowej krzątaninie. Rozkładamy namiot, Martyna gotuje nam kolację na palniku. Ze względu na stale spadającą temperaturę, co jakiś czas przywdziewamy kolejną warstwę odzieży. Ale… jest dobrze, jest naprawdę dobrze. Oglądam zachód słońca nad doliną Valle del Lys i czuję, że robię coś niesamowitego, że to sen, z którego nie chcę się budzić. Widoki są bowiem wspaniałe, otoczka – magiczna, a nasze humory coraz lepsze. Cóż mogę tu wiele napisać – dla takich chwil się żyje, trenuje i zarabia pieniądze ;).

Monte Rosa Staffal szlak
obozowisko 3000 mnpm
Obozowisko na 3 050 m n.p.m.

Monte Rosa – podsumowanie pierwszego dnia

Przebieg: Staffal – przełęcz Colle Salza – nocleg na wysokości 3 050 m n.p.m.

Dystans:

8 km

Suma podejść:

↑ 1 316 m

Czas przejścia:

4 h 14 min

Trudność:

Średnia

Data wycieczki:

26 lipca 2026

Start: Parking bezpłatny w Staffal, współrzędne: 45.8535533N, 7.8126444E, link do mapy Google

Poranna zmiana planów, czyli odwrót na 2 750 m n.p.m.

Wedle pierwotnych planów, następnego dnia mieliśmy wstać o godzinie 3:00 oraz ruszyć bezpośrednio na pierwszy z upatrzonych sobie przez nas czterotysięczników – Piramide Vincent (4 215 m n.p.m.). Kwestią do dogadania pozostaje tylko to, czy składamy obozowisko i od razu przenosimy je wyżej, czy też wracamy do niego po całej akcji. Niestety, od razu po pobudce jasnym staje się, że wyżej z pewnością dzisiaj nie pójdziemy. Jeden z członków zespołu wykazuje bowiem objawy choroby wysokościowej, co skłania nas do wycofania się z wysokości 3 050 m n.p.m. i możliwie szybkiego powrotu na położoną niżej polanę, znajdującą się ok. 120 metrów poniżej przełęczy Colle Salza.

Powrót z noclegu nie należy do wydarzeń szczególnie przyjemnych. Pomimo światła płynącego z naszych czołówek, w ciemności poprawny przebieg szlaku jest znacznie słabiej dostrzegalny. Nie pomaga też zmęczenie oraz sama świadomość tego, że oto musimy się wycofać, rezygnować z zamierzonego celu, dawaj odsuwać spełnianie marzeń… Ludzie różnie radzą sobie z odwrotami – jedni przyjmują je bardzo stoicko, z wielką pokorą. Inni, chociaż zdają sobie sprawę z konieczności podjętych działań, nie są w stanie tak szybko i gładko zaakceptować aktualnej rzeczywistości. Nie ukrywam, że należę do drugiej grupy. Zdarza mi się być zafiksować na obrany cel i ciężko znoszę zmiany planów, choćby były wymuszone przez najbardziej obiektywne okoliczności. Tutaj sytuacja była jednak oczywista – albo cały zespół czuje się dobrze, albo schodzimy. Emocje emocjami, ale zdrowie i przyjacielskie relacje są znacznie ważniejsze niż zdobycie jakiegokolwiek szczytu.

Słońce powoli oświetla masyw Monte Rosa
Słońce powoli oświetla masyw Monte Rosa

Inna sprawa, że najprawdopodobniej po prostu popełniliśmy błąd. Wydawało się, że zorganizowanie pierwszego noclegu na poziomie 3 000 – 3500 m n.p.m. nie powinno wiązać się z jakimikolwiek problemami zdrowotnymi. Spójrzcie przecież na tych wszystkich ludzi korzystających z kolejek! Oni niemal z marszu wyjeżdżają na 3 500 m n.p.m., a następnego dnia egzystują całkiem dobrze. Nie wzięliśmy pod uwagę tego, że na stan aklimatyzacji ma wpływ jeszcze inny, równie istotny czynnik, a mianowicie ogólny poziom wypoczęcia organizmu. Znaczenie mają też czynniki indywidualne – jeden dostosowuje się do wysokości szybciej, drugi znacznie wolniej. Ponieważ to dopiero nasz pierwszy wyjazd tego typu, my jeszcze swoje organizmy w tym zakresie testujemy. Po doświadczeniach z Monte Rosa wiemy, że na przyszłość podejdziemy do aklimatyzacji nieco spokojniej, nawet gdyby prognozy wskazywały, że trzeba szybko wykorzystywać dogodne okienko pogodowe.

Jeżeli chodzi o moje własne odczucia z pierwszego noclegu na 3 000 m n.p.m., było nieco lepiej niż się spodziewałem. W nocy nie musiałem nawet zakładać kurtki puchowej, zostając wyłącznie w dwóch parach odzieży termoaktywnej. Korzystałem ze śpiwora syntetycznego z komfortem na -1. Osobiście nie doświadczyłem żadnych wyraźnych objawów choroby wysokościowej, ale gdy oceniam to wszystko z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że ja również miałbym problem ze zdobyciem tego dnia czterotysięcznika.

Kozice pasą się na łące Monte Rosa
Kozice pasą się na łące

Wśród świstaków i kozic w masywie Monte Rosa

Po feralnej pobudce o 3 w nocy schodzimy poniżej przełęczy Colle Salza, a następnie rozbijamy namiot na przepięknej, rozległej łące na wysokości ok. 2 750 m n.p.m. W tym miejscu pozostaje nam już tylko… siedzieć na tyłku i odpoczywać. Musimy bowiem nabrać sił, aby w pełni świadomie podjąć decyzję co do planu na następne dni. Wkrótce wschodzi słońce, stopniowo oświetlając swoimi promieniami zmarzniętą po nocy dolinę.

Parogodzinny, przymusowy pobyt na alpejskiej łące wspominam jako doświadczenie niezwykle oczyszczające (a może nawet jako rodzaj przepięknej medytacji?). Z początku jestem bardzo zły. Wydaje mi się czymś wyjątkowo niesprawiedliwym, że oto muszę siedzieć tu na dole, kiedy mógłbym iść w górę, piąć się na szczyty, zdobywać lodowce… Wtem zaczynam spacerować po zielonej dolinie. W zadumie i bez pośpiechu oglądam otaczające mnie szczyty, pasące się na trawie kozice, walczące ze sobą świstaki. Na przestrzeni kilku następnych godzin złość i poczucie żalu opuszczają mnie zupełnie, a na ich miejsce płynnie wskakują wdzięczność, zachwyt i szczęście. Co takiego jest w tych górach, że koją serce, oczyszczają umysł, działają jak najlepsza terapia?

Po kilku godzinach na łące zaczynamy ćwiczyć węzły, a następnie przygotowujemy kolejny, plenerowy posiłek. Kiedy wszyscy odzyskujemy siły, podejmujemy decyzję o schowaniu obozowiska i wymarszu. W planach mamy podejście na wysokość ok. 3 500 m n.p.m. oraz rozbicie się przy schronisku Rifugio Mantova. Koniec leniuchowania, lecimy dalej!

kozice monte rosa
monte rosa sielski szlak
monte rosa sielski szlak
monte rosa sielski szlak

Alta Luce (3 184 m n.p.m.), czyli mój pierwszy widok na Mont Blanc

Po wznowieniu trekkingu, po raz kolejny wchodzimy na skaliste podejście na przełęcz Colle Salza (2 882 m n.p.m.). Tym razem idziemy jednak innym wariantem, chcąc sobie co nie nieco urozmaicić. Z przełęczy kontynuujemy więc szlakiem nr 7C, idąc teraz kamienistym, pieruńsko stromym zboczem. Technicznie bez żadnych trudności, ale kondycyjnie zdecydowanie daje popalić. Sprawy nie ułatwia ciężki plecak, który niemal z automatu sprawia, że każde podejście staje się zdecydowanie bardziej wymagające.

Po niespełna godzinnym podejściu, meldujemy się na przepięknej kulminacji Alta Luce (3 184 m n.p.m.). Na samym wierzchołku znajduje się charakterystyczny dzwon, a nieco poniżej niego niewielki hostel z kilkoma miejscami noclegowymi. Działa to w ten sposób, że turyści mogą wykupić dostęp do pokoju, a następnie wejść do niego przy użyciu specjalnego kodu. Mogę tylko podejrzewać, że ceny do niskich nie należą, a lwią część klienteli stanowią ci, którym nie udało się dostać miejsca w wyżej położonych schroniskach Mantova i Gnifetti.

Z Alta Luce roztacza się niesamowity, obłędny wręcz widok na pobliski lodowiec Ghiacciaio del Lys oraz monumentalny masyw Liskamm (4 527 m n.p.m.). Potężne zwały wiecznego lodu robią na nas wielkie wrażenie, budząc pokorę, a nawet pewien strach przed tym, co mają przynieść kolejne dni. No bo jak to… my naprawdę pójdziemy na taki lodowiec? Przecież to takie wielkie i niebezpieczne! Alta Luce oferuje również widok na góry dalej położone, w tym przede wszystkim na najwyższy szczyt Europy – Mont Blanc (4 806 m n.p.m.). Nie ukrywam, że również i tym widokiem jestem mocno zauroczony. Jest to bowiem mój pierwszy raz, gdy widzę tę górę na własne oczy. Towarzyszy jej zresztą inny lodowcowy gigant – Gran Paradiso (4 061 m n.p.m.).

Alta Luce podejście
Martyna na podejściu na Alta Luce
Alta Luce podejście
Widok z Alta Luce na Lyskamm
Widok z Alta Luce na Lyskamm
Widok na Mont Blanc i Gran Paradiso z Alta Luce
Widok na Mont Blanc i Gran Paradiso z Alta Luce

Długa droga do schroniska Mantova (po upragnione gnocchi!)

Z Alta Luce kontynuujemy nieoznakowaną ścieżką, będącą pomostem między szlakami nr 7C a 6A. Dróżka wiedzie przez potężne, kamieniste rumowisko, trawersując zbocze na wysokości ok. 3 150 m n.p.m. Nawigacja jest dosyć czytelna, a to za sprawą obecnych również i tutaj, charakterystycznych, żółtych strzałek. Po dojściu do szlaku nr 6A, rozpoczynamy najtrudniejszy etap naszej dzisiejszej wycieczki, a mianowicie finalne podejście do schronisko Mantova. Zbocze jest tu wyjątkowo sypkie i niegościnne, co przekłada się na iście mozolne tempo nabywania kolejnych metrów wysokości. Z perspektywy podejścia, mamy szeroki widok na sylwetkę Piramide Vincent, a wkrótce również na prostokątną bryłę schroniska. Niby budynek jest blisko, ale w realiach tego podejścia cały czas wydaje się być tak daleko…

Przemyk z Alta Luce na szlak nr 6A Monte Rosa
Przemyk z Alta Luce na szlak nr 6A
Górna część szlaku nr 6A Monte Rosa
Górna część szlaku nr 6A
Górna część szlaku nr 6A Monte Rosa

W ostatniej fazie podejścia szlakiem nr 6A napotykamy na niewielkie trudności techniczne, polegające na konieczności wdrapania się na kilka większych, skalnych bloków. Przydają się tu zarówno ręce, jak i pewien instynkt, pozwalający na sprawne manewrowanie między głazami i wybór jak najbardziej dogodnych wariantów. Ostatecznie, po przejściu 2,2 kilometra od Alta Luce i pokonaniu 330 metrów różnicy wysokości, wychodzimy na upragnioną werandę schroniska Rifugio Mantova (3 457 m n.p.m.).

Historia Rifugio Mantova nierozerwalnie związana jest z wielką tragedią, jaka miała miejsce 22 maja 1978 roku. Na zboczach Lyskammu doszło wówczas do poważnego wypadku, w wyniku którego śmierć poniosło czterech alpinistów z miasta Mantua. W podzięce za skuteczną akcję sprowadzenia ciał, rodziny wspinaczy przekazały lokalnym przewodnikom 20 milionów dolarów na cel budowy nowego schroniska. Dzięki wsparciu płynącemu z regionu Dolina Aosty i innych pobliskich gmin, Włoskiego Klubu Alpejskiego i miasta Mantua, obiekt ukończono i oddano do użytku już w 1984 roku.

Schronisko dysponuje 100 miejscami noclegowymi, z których najtańsze kosztują 85 euro za dobę [2026]. Ze względu na znaczną popularność obiektu, osoby zainteresowane noclegiem w schronisku powinny rezerwować miejsce z przynajmniej kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. W czasie naszego pobytu w masywie Monte Rosa pod koniec lipca 2026 roku „z dnia na dzień” zostały już tylko pojedyncze wolne łóżka. Spanie na glebie oczywiście nie wchodzi w grę. Poza noclegami, schronisko świadczy usługi gastronomiczne. Większość dań jest wegetariańska i przygotowywana z tego, co raz na tydzień dostarczy tu helikopter. Ceny za posiłki są oczywiście dosyć wysokie, ale jedzenie jest dobre, sycące i kaloryczne. Dania obiadowe można zamawiać tylko do godziny 15 i obsługa trzyma się tego bardzo skrupulatnie. Serio! Któregoś dnia zdarzyło mi się zamówić posiłek o godzinie 14:57. Ja jeszcze jedzenie otrzymałem, ale klientowi z 15:02 bez skrupułów odmówiono ;).

Od razu po przybyciu do Mantovej, każdy z nas zamawia sobie po porcji wyśmienitego gnocchi. Danie podano z obfitą warstwą sosu, sera i pieczywa. Najadamy się więc elegancko ;).

Rifugio Mantova
Rifugio Mantova
Rifugio Mantova środek
Rifugio Mantova

Obóz przy Mantovej

Po obiedzie w Mantovej, z powrotem narzucamy ciężkie plecaki i dreptany kilkadziesiąt metrów nad schronisko. Na rozległej, skalistej przestrzeni pomiędzy budynkiem a granicą lodowca dostrzegamy kilkadziesiąt charakterystycznych okręgów, obwarowanych kamiennymi murkami. Są to miejsca przeznaczone specjalnie pod rozbicie namiotu, przygotowane zapewne przez naszych poprzedników. W czasie naszego pobytu większość okręgów była pusta, co dało nam możliwość dosyć szerokiego wyboru najbardziej optymalnej lokalizacji. Faktem tym jestem bardzo pozytywnie zaskoczony! Nastawiłem się bowiem, że większość miejsc może być zajętych, a szukanie noclegu będzie długie i żmudne. A wiecie co jest najlepsze? Spanie w namiocie po włoskiej stronie masywu Monte Rosa jest całkiem legalne i darmowe. Biorąc pod uwagę astronomiczne ceny noclegu w pobliskich schroniskach, mam wrażenie, że nie dość, że przeżywamy tutaj fantastyczną przygodę to jeszcze robimy interes życia.

Nasza baza w masywie Monte Rosa bezsprzecznie należy do najpiękniejszych biwaków w mojej dotychczasowej górskiej karierze. Największe wrażenie robi widok w kierunku północnym – na fragment potężnego lodowca oraz wierzchołki pobliskich gigantów – Piramide Vincent (4 215 m n.p.m.) oraz Liskamm (4 527 m n.p.m.).

Rifugio Mantova
Nasze obozowisko
Pyramide Vincent
Widok na Piramide Vincent z obozowiska

Popołudniowe wyjście do Capanna Giovanni Gnifetti

Po południu, już po drobnym przepakowaniu i przygotowaniu na jutrzejszą akcję szczytową, decydujemy się jeszcze na krótki trekking do pobliskiego schroniska Capanna Giovanni Gnifetti. Obiekt położony jest na wysokości 3 647 m n.p.m., dzięki czemu możemy potraktować to jako część „książkowej” aklimatyzacji. Wejdziemy bowiem nieco nad bazę i zejdziemy do niej z powrotem na nocleg.

Podejście do Capanna Giovanni Gnifetti wymaga krótkiego trekkingu po kamienistym zboczu oraz przekroczenia niewielkiego fragmentu intensywnie topiącego się lodowca. Wprawdzie aby dostać się do obiektu zakładamy raki, ale pod koniec ciepłego dnia jest tu więcej wody, aniżeli lodu czy śniegu. Wielce mnie to zresztą nie dziwi. Lato 2026 roku jest wyjątkowo upalne, co oczywiście odbija się na stanie lodowców, zwłaszcza tych niżej położonych.

Do schroniska dochodzimy po kilkunastu minutach podróży przez lodowcową breję. Obiekt dysponuje 176 miejscami noclegowymi, co czyni je istotnie większym od pobliskiej Mantovej. Schronisko to jest też o wiele starsze. Pierwszy, niewielki budynek stanął tutaj już w 1876 roku. Na przestrzeni lat schronisko ulegało kolejnym rozbudowom, uzyskując obecny kształt po gruntownym remoncie w 1967 roku. Obiekt został nazwany na cześć Giovanni Gnifetti – włoskiego duchownego i alpinisty, eksploratora masywu Monte Rosa i pierwszemu zdobywcy Signalkuppe (1842).

Przejście przez lodowiec do schroniska Giovanni Gnifetti
Przejście przez lodowiec do schroniska Giovanni Gnifetti
Przejście przez lodowiec do schroniska Giovanni Gnifetti
Capanna Giovanni Gnifetti
Schronisko Capanna Giovanni Gnifetti

Niestety, podczas pobytu w schronisku Giovanni Gnifetti część naszej ekipy po raz kolejny zaczyna trapić uporczywy ból głowy, niechybnie związany ze znaczną wysokością nad poziomem morza. Ja czuję się całkiem znośnie, chociaż również odczuwam takie charakterystyczne zmulenie, jakbym wypił znacznie za mało wody. Po kilkunastu minutach ruszamy więc w drogę powrotną do naszej bazy, mając nadzieję, że nazajutrz, po drugiej nocy na wysokości ponad 3 000 m n.p.m., nasze organizmy lepiej przystosują się do mniejszej ilości tlenu.

Nie będę Wam ściemniał – idąc spać nie do końca wiedzieliśmy, czy następnego dnia uda nam się w komplecie opuścić bazę i wyruszyć w kierunku wyznaczonego celu – Piramide Vincent (4 215 m n.p.m.). W moim przypadku niepokój potęguje mocny ból głowy, który zaczynam czuć samym wieczorem, już kiedy otulony śpiworem próbuję zasnąć. Ibuprofen na szczęście pomaga, dzięki czemu po godzinie przewracania się z boku na bok osuwam się w objęcia Morfeusza.

Pomimo wielu wątpliwości, nazajutrz w komplecie wychodzimy z bazy i razem zdobywamy nasz pierwszy czterotysięcznik – wspomniany Piramide Vincent. Ale o tym poczytacie już w następnym wpisie ;).

Monte Rosa – podsumowanie drugiego dnia

Przebieg: Nocleg na 3 050 m n.p.m. przy szlaku nr 6A – zejście poniżej przełęczy Colle Salza – Alta Luce – Rifugio Mantova – Capanna Giovanni Gnifetti –

Dystans:

7 km

Suma podejść:

↑ 950 m

Czas przejścia:

4 h

Trudność:

Średnia

Data wycieczki:

27 lipca 2026

Start: nocleg na wysokości 3 050 m n.p.m. przy szlaku turystycznym nr 6A

Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Autor bloga, pasjonat górskich wędrówek i słowa pisanego
Posts created 422

One thought on “Rifugio Mantova przez Alta Luce, czyli aklimatyzacja w masywie Monte Rosa

Comments are closed.

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top