Dolomity to jedno z najpopularniejszych alpejskich pasm, znane przede wszystkim z fantazyjnych formacji skalnych, intensywnie zielonych plenerów oraz potężnego wyboru wszelkiej maści ferrat. Najwyższą częścią tych gór jest masyw Marmolada, którego najwyższy wierzchołek – Punta Penia – wznosi się na wysokość aż 3 343 m n.p.m. Nic więc dziwnego, że zdobycie tego majestatycznego szczytu uchodzi za obowiązkowy punkt wypadu w Dolomity. W niniejszym wpisie opiszę najpopularniejszy sposób zdobycia Punta Penia, a mianowicie wejście od strony północnej, z parkingu przy jeziorze Lago di Fedaia. Zapraszam na relację!
SPIS TREŚCI:
- Punta Penia, Marmolada – podstawowe informacje
- Lago di Fedaia – Forcella Col de Bous
- Rifugio Capanna al Ghiacciaio, czyli schronisko-widmo
- Z Forcella Col de Bous do startu ferraty
- Via ferrata della Marmolada [B]
- Szczyt Punta Penia (3 343 m n.p.m.) i podniebne schronisko
- Zejście z Punta Penia
- Mapa wycieczki
Punta Penia, Marmolada – podstawowe informacje
- Punta Penia (3 343 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Dolomitów.
- Główną bazą wypadową dla wycieczek na Punta Penia jest schronisko turystyczne Rifugio Cima Undici, położone nad jeziorem Lago di Fedaia (ok. 2 100 m n.p.m.), przy którym znajduje się rozległy parking. Schronisko znajduje się ok. 12 km od znanego, całorocznego kurortu Canazei oraz ok. 50 km od Cortiny d’Ampezzo.
- Klasyczna droga zakłada zdobycie szczytu od strony północnej przez przełęcz Forcella Marmolada (2 885 m n.p.m.). Wariant wymaga przejście przez niewielkie pole lodowe. W czasie mojej wycieczki [środek sierpnia] śniegu już nie było, ale teren pozostał silnie śliski i silnie zmrożony. Od wysokości ok. 2 850 m n.p.m. droga ubezpieczona jest nietrudną ferratą graniową, o trudnościach dochodzących do B (w skali od A do F).
- Jeszcze całkiem niedawno, powszechnym sposobem zdobywania szczytu była droga przez jedyny lodowiec w Dolomitach – lodowiec Marmolada, rozciągający się na północnych zboczach Punta Penia. Punktem wypadowym dla tego typu wycieczek było schronisko Rifugio Capanna al Ghiacciaio, położone na wysokości 2 626 m n.p.m. Wszystko zmieniło się 3 lipca 2022 roku, kiedy to na skutek wyjątkowo wysokich temperatur, doszło do potężnego obrywu seraka. W katastrofie zginęło 11 osób, a zwały lodu zdewastowały położony pod lodowcem wyciąg narciarski. Schronisko przetrwało, ale stoi dziś opuszczone i niszczejące.
- Swoją drogą, lodowiec Marmolada kurczy się już od dawna i, najprawdopodobniej, zniknie całkowicie do 2050 roku. Jest to skutek raptownych zmian klimatycznych, bezwzględnych dla „wiecznego” lodu na stosunkowo niewielkich wysokościach. Za naszego życia zniknie nie tylko Marmolada, ale też chociaż pirenejskie Aneto czy austriacki Dachstein.
- Na przełęcz Forcella Marmolada wiedzie również szlak od strony południowej, fragment długodystansowego Alta Via 2, również ubezpieczony ferratą. Poza tym, wszystkie inne warianty od tej strony wymagają wspinaczki wielowyciągowej po potężnej, 800-metrowej ścianie.
- Na szczycie Punta Penia działa niewielki schron turystyczny – Capanna Punta Penia – zapewniający posiłki, napoje i noclegi.
- Punta Penia uchodzi za szczyt bardzo popularny, ale akurat w czasie naszej, sierpniowej wizyty zarówno na parkingu, jak i na szlaku było bardzo luźno (a jeśli ktoś się już napatoczył, byli to najczęściej Polacy).
- Od 2009 roku Dolomity znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.
- Pierwszego udokumentowanego wejścia na Punta Penię dokonał wiedeńczyk Paul Grohmann wraz z włoskimi przewodnikami w dniu 28 września 1864 roku. Alpiniści zdobyli wierzchołek od strony północnej. Na pionierskie ujarzmienie arcytrudnej, południowej ściany czekać trzeba było natomiast aż do 1901 roku, gdy sztuki tej dokonał zespół kierowany przez Michele Bettegę i Bortolo Zagonela, z angielską klientką Beatrice Tomasson.
- W czasie I wojny światowej, Marmolada była świadkiem walk, toczonych w ramach tzw. frontu włoskiego. Działania wojenne w tym rejonie rozpoczęły się w 1916 roku, kiedy to Austriacy zajęli pozycje obronne na północnych stokach masywu. Cesarscy wykopali nawet istny labirynt tuneli w lodowcu, które wykorzystywali jako kanały komunikacji, schrony i magazyny. Włosi mieli na tym odcinku istotną przewagę, dlatego Austriacy skupiali się przede wszystkim na działaniach obronnych. Bronić musieli się zresztą nie tylko przed artylerią wroga, ale także przed niszczycielskim siłami natury. Do historii przeszedł dzień 13 grudnia 1916 roku, gdy w potężnej lawinie zginęło aż 300 żołnierzy austro-węgierskich. Bezsensowne ostrzały artyleryjskie w masywie Marmolada prowadzono aż do października 1917 roku, kiedy to Włosi zostali zmuszeni do opuszczenia swoich pozycji na skutek przełamania frontu przez Austriaków w bitwie pod Caporetto. Ponieważ jednak ogólny wynik wojny był dla państw centralnych niekorzystny, Dolomity przypadły Włochom.
Lago di Fedaia – Forcella Col de Bous
Jest kwadrans przed godziną 8, gdy zajeżdżamy na rozległy parking przy schronisku turystyczny Rifugio Cima Undici (ok. 2 100 m n.p.m.). Piękny roztacza się stąd widok na sztuczne jezioro Lago di Fedaia, spiętrzone zaporą, którą dosłownie kilka minut wcześniej mieliśmy okazję przejeżdżać. Z parkingu obieramy szlak turystyczny nr 606, będący fragmentem długodystansowej trasy Alta Via 2. Już od samego początku, podejście daje nam srogo popalić – ścieżka jest bardzo stroma i mozolna. Zaczynamy więc dosyć wolno, ospale zmuszając nasze nierozgrzane kończyny do znacznego wysiłku. Na pocieszenie, wraz z nabywaniem kolejnych metrów wysokości, za naszymi plecami otwiera się coraz wspanialsza panorama na Lago di Fedaia i pobliski szczyt Mesola (2 727 m n.p.m.).



W ten sposób, na przestrzeni niespełna 1,5 kilometra pokonujemy 340 metrów deniwelacji i meldujemy się na przełęczy Forcella Col del Bous (2 438 m n.p.m.) o wysokich walorach widokowych. Patrząc na południe, w pełnej krasie obserwować można skalisty szczyt Col De Bousc (2 491 m n.p.m.), u którego podnóża znajduje się nawet niewielki schron i opuszczona sztolnia. Na drugim planie znajduje się jezioro Lago di Fedaia i wspomniany już masyw Mesoli. Przede wszystkim jednak, przełęcz Forcella Col de Bous to doskonały punkt widokowy na północne stoki Punta Penia oraz na surowe cielsko lodowca Marmolada. Nie ma sensu zaprzeczać, że wieczny lód nie prezentuje się nad wyraz imponująco. Gołym okiem widać, że tutejszy lodowiec jest już w ostatniej fazie swojego istnienia i, zapewne jeszcze za naszego życia, zniknie całkowicie.


Rifugio Capanna al Ghiacciaio, czyli schronisko-widmo
Na przełęczy Forcella Col de Bous żegnamy się z Adą, która nie czuje, by jej dyspozycja dnia uzasadniała decyzję o podjęciu wspinaczki na najwyższy szczyt Dolomitów. Nie chodzi tu nawet o samą trudność, co o konieczność zachowania ponadprzeciętnego tempa. Wszystkie prognozy wieszczą bowiem popołudniowe deszcze i burze, a my takich przygód pragniemy za wszelką cenę uniknąć. Niemniej jednak, Ada nie próżnuje i podchodzi do pobliskiego Rifugio Capanna al Ghiacciaio (2 700 m n.p.m.). Z pokorą przyznaję, że nie sprawdziliśmy dokładnie tematu, błędnie zakładając, że skoro schronisko jest zaznaczone na mapie, to musi być czynne. Jakież było więc zdziwienie Ady, gdy zamiast wesołego gwaru schroniska, napotkała opuszczony, niszczejący obiekt ze zdewastowanymi toaletami i pomieszczeniami gospodarskimi. Atmosferę przygnębienia pogłębiały rozrzucone po całej okolicy elementy dawnego wyciągu narciarskiego i surowe, skaliste otoczenie. W powietrzu czuć było aurę niepokoju i wręcz namacalną, dojmującą ciszę. To taki moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że co jak co, ale z żywiołem nie wygra nigdy.





Z Forcella Col de Bous do startu ferraty
Szlak turystyczny nr 606 biegnie z przełęczy Forcella Col de Bous do wspomnianej już, zrujnowanej górnej stacji wyciągu krzesełkowego. Następnie, trasa odbija w prawo i, trawersując strome zbocze, schodzi… z powrotem na wysokość 2 500 m n.p.m. Szlak jest więc tak poprowadzony, że turysta robi swoisty trójkąt, w nieco bezsensowny sposób dokładając sobie kilometrów i deniwelacji. Na szczęście, z Forcella Col de Bous odchodzi oznakowana alternatywa, stanowiąca łącznik pomiędzy przełęczą a szlakiem nr 606, z pominięciem nieczynnego schroniska. Wariant ma 600 metrów długości i obejmuje nietrudny trawers fragmentu północnego zbocza.
W ten sposób, po kilkunastu minutach od opuszczenia Forcella Col de Bous meldujemy się z powrotem na szlaku nr 606. Po kolejnym, 500-metrowym trawersie, rozpoczynamy nieco ambitniejsze zdobywanie kolejnych metrów wysokości. Czeka nas teraz odcinek żmudnego podejścia w sypkim, piarżystym terenie. Otoczenie staje się niezwykle surowe i monotonne: z każdej strony otacza nas rozległa, kamienna pustynia. Dodatkowo, nasza ścieżka jest bardzo słabo widoczna, przez co nie zawsze obieramy najbardziej optymalne warianty.




Najtrudniejszy fragment dzisiejszej wycieczki rozpoczyna się na wysokości ok. 2 700 m n.p.m. Chodzi mianowicie o przejście przez zacieniony obszar, który na większości map oznaczony jest na biało. Ponieważ przed wycieczką nie byliśmy w stanie ustalić, czy zalega tutaj jeszcze śnieg, każdy z nas na wszelki wypadek wpakował do plecaka raki. Na miejscu okazuje się, że teren wprawdzie nie jest ośnieżony, ale grunt w dalszym ciągu jest bardzo mocno zmrożony. Idziemy teraz po pozostałościach istniejącego tu niegdyś lodowczyka – po czymś w rodzaju jego „fundamentów”. Jakby nie było, teren jest bardzo śliski, a nachylenie spore, przez co każdy krok musi być maksymalnie uważny i dobrze przemyślany. Poza tym, lodowczyk nie jest jeszcze całkowicie stopniały, co objawia się na niektórych fragmentami widocznymi, sporymi szczelinami.




Na śliskim fragmencie dostrzegamy zardzewiałe puszki po konserwach oraz resztki drewnianej konstrukcji. Ponieważ moje myśli krążą raczej wokół tego, by przeżyć i nigdzie nie zjechać, biorę te przedmioty za zwykłe śmieci i nie poświęcam im zbyt wiele uwagi. Jaromir zauważa jednak, że najprawdopodobniej nie są to standardowe odpady, a… pozostałości po przechodzącym tu froncie. Na pierwszy rzut oka niemożliwe, ale to właśnie przedmioty wydobyte z topniejącego lodowca stanowią większość eksponatów tutejszego muzeum I wojny światowej. A skoro całkiem niedawno był tu lodowczyk, to całkiem prawdopodobne, że roztop odsłonił nieco historii.


Niestety, upragnione przejście śliskiego fragmentu nie powoduje, że wycieczka zamienia się w przyjemny, łagodny spacerek. Następny jest bowiem odcinek niezwykle sypkiego, niekomfortowego piargu. Z tego względu, dotarciu do punktu startowego via ferraty della Marmolada (2 840 m n.p.m.) towarzyszy nieskrywane poczucie ulgi. Wszyscy czujemy, że wchodzenie po stabilnej, twardej skale jest czymś znacznie lepszym niż znój pośród lodu i lecących kamyczków. Jeszcze przed ubraniem uprzęży, robimy sobie krótką przerwę na doładowanie energii. Dobre jedzonko, jak to zwykle z nim bywa, dodaje animuszu i pozwala zebrać siły na kolejny etap dzisiejszej wyprawy.

Via ferrata della Marmolada [B]
Pierwsza wersja via ferraty della Marmolada powstała już w 1903 roku, co czyni ją jedną z najstarszych żelaznych dróg we Włoszech oraz na świecie. Nosiła ona wówczas nazwę Hans Seyffert Weg, a jej pierwotnymi konstruktorami byli jeszcze Austriacy. Ferrata na Marmoladę jest całkiem prosta – zdecydowana większość odcinków wyceniona jest na A bądź na A/B (w skali od A do F). Jako „B” zakwalifikowano jedynie dwa etapy. Pierwszy obejmuje kilka ruchów na samym początku drogi, które, faktycznie, wymagają użycia nieco więcej siły. Drugim jest natomiast jedna z dłuższych i bardziej eksponowanych drabinek w środkowej części ferraty. Szczegółowe topo z bergsteigen.com znajdziecie tutaj.
Ferrata rozpoczyna się na wysokości ok. 2 840 m n.p.m., prędko wyprowadza na przełęcz Forcella Marmolada (2885 m n.p.m.), a dalej prowadzi już wyłącznie odcinkiem graniowym. Jak już wyżej wspominałem, sam początek wymaga użycia nieco więcej siły, ale dalej jest już naprawdę przystępnie. Większość czasu spędzamy idąc przez niewymagającą grań oraz bardzo długie ciągi drabinek i klamer. Prawdę mówiąc, ze względu na jednostajne podejście, surowe otoczenie i brak większych trudności, ferratę oceniłbym nawet jako dosyć monotonną. Żelazna droga wyprowadza nas na wysokość ok. 3 150 m n.p.m., a jej przejście zajmuje nam nieco ponad godzinę. Znajdujemy się teraz na skraju lodowca Marmolada, który, z tej perspektywy, wygląda dosyć niepozornie – jak nieśmiała, wiosenna pozostałość po zimowych śnieżycach. Mamy jednak świadomość, że pozory mylą, a wieczny lód zawsze jest terenem niezwykle niebezpiecznym. Być może ów, roztapiający się już lodowiec, nie robi aż tak wielkiego wrażenia jak chociażby jego odpowiedniki norweskie, ale jego otchłanie w dalszym ciągu mogą zawierać śmiertelnie niebezpieczne, szczeliny-pułapki.







Szczyt Punta Penia (3 343 m n.p.m.) i podniebne schronisko
Ostatnie 200 metrów różnicy wysokości pokonujemy w sposób stricte trekkingowy, wytrwale sunąć przez kamienną pustynię. Na szczycie Punta Penia (3 343 m n.p.m.) jesteśmy parę minut przed godziną 12, co oznacza że całość podejścia zajmuje nam ok. 4 godziny. Na wierzchołku znajduje się ogromny krzyż oraz tablica z upamiętnieniem pierwszego zdobywcy, Paula Grohmanna (1864). Zgodnie z przezabawnym pomysłem Martyny, do pamiątkowych zdjęć ustawiamy się ze słoikiem marmolady. Poza tym, smarowidła tego używamy również do skomponowania pożywnego, wysokogórskiego posiłku :D.
Pogoda utrzymuje się dobra, dzięki czemu ze szczytu możemy podziwiać rozległą panoramę na każdą stronę świata. Gdzie by nie spojrzeć, tam potężne wapienne masywy, zwieńczone mrowiem różnokształtnych, fantazyjnych szczytów. Pasma przedzielają głębokie, zielone doliny z widocznymi zarysami poszczególnych miejscowości. Patrząc na wschód, uwagę zwraca Punta Rocca (3 309 m n.p.m.) oraz blaszany budynek górnej stacji kolejki linowej, zabierający turystów na wysokość aż 3 265 m n.p.m. Na południu błyska znajome Lago di Fedaia, ale też monumentalny mur Piz Boe (3 152 m n.p.m.) i strzelista sylwetka Langkofel (3 181 m n.p.m.). Wreszcie, patrząc na zachód, ujrzeć można fragmenty potężnej ściany południowej Marmolady, kolebki włoskiego alpinizmu. Widoki są ciekawe, monumentalne, ale… niesamowicie surowe. O ile niższe partie Dolomitów mają sielski i uroczy charakter, tak wyższe… no cóż… wydają się po prostu kamienną, bezkresną pustynią.





Na zachód od szczytu znajduje się także… niewielkie schronisko turystyczne – Capanna Punta Penia. Siłą rzeczy, jest to najwyższy tego typu obiekt w Dolomitach. Chociaż nie ogrzewany, schronisko dysponuje niewielką kuchnią, jadalnią oraz oferuje 10 miejsc noclegowych. Zbudowane zostało przez włoskiego przewodnika pod koniec lat 40′ XX wieku. Budowniczy wykorzystał drewno i aluminium, pozostałe po dawnym, austriackim posterunku z czasów I wojny światowej. W dalszych latach, schronisko było wielokrotnie rozbudowywane, a noclegi oferuje począwszy od lat 80′ XX wieku.
Schronisko wydaje mi się niesamowicie klimatyczne. Bez wahania zamawiamy odżywcze espresso, z satysfakcją racząc się nim na widokowym tarasie. Jaromir wdaje się z gospodarzem w przyjazną pogawędkę na temat przechodzącego tu niegdyś frontu. Swoją drogą, wedle słów obsługi, Polacy stanowią najliczniejszą grupę narodowościową na Punta Penia poza Włochami. No i elegancko!


Zejście z Punta Penia
W obawie przed popołudniowymi burzami, kwadrans przed godziną 13 rozpoczynamy zejście z Punta Penia. Schodzimy tak samo – najpierw ferratą, później przez oblodzone pozostałości po lodowczyku. Szczęśliwie, zejście po śliskim terenie okazało się nieco mniej traumatyczne niż wejście. Cieszę się, ponieważ nieco się tego odcinka obawiałem. Wracając, puszczam się nieco przodem, pamiętając o czekającej na nas Adzie.
Przejście przez zwodniczą, kamienną pustynię również wydaje mi się znacznie łatwiejsze niż w pierwszą stronę. Każdy kopczyk dostrzegam teraz „do strzału”, ani razu nie schodząc z właściwej ścieżki. Szybko wracam na przełęcz Forcella Col de Bous oraz schodzę do schroniska Rifugio Cima Undici. Na trawniku przed restauracją czeka już na mnie Ada. Odpoczywamy więc wspólnie, wymieniając się doświadczeniami. Pomimo różnych celów, konkluzje są zbieżne. Masyw Marmolady wydaje nam się ciekawy, warty zobaczenia, ale jednocześnie zdecydowanie zbyt surowy, by nazwać go „pięknym”. Jeżeli chodzi o czas – całość wycieczki zajęła ok. 8 godzin.
Po kilkunastu minutach prognozy się potwierdzają i z nieba zaczyna padać rzęsisty deszcz. Pozostali uczestnicy wycieczki – Jaromir, Martyna i Dominik przychodzą już więc nieco przemoczeni. Śmiejemy się z Adą, sądząc, że spotkało nas dzisiaj niesamowite szczęście. Karma wróciła dwa dni później, oblewając nas potężnym deszczem podczas zejścia z Piz Boe. Ale o tym… o tym już innym razem!
Data wycieczki: 14 sierpnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 13 km; 1 450 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




4 thoughts on “Punta Penia (3 343 m n.p.m.) w masywie Marmolada – najwyższy szczyt Dolomitów”