Punta Fiames (2 240 m n.p.m.) to szczyt w Dolomitach, położony kilka kilometrów na północ od Cortiny d’Ampezzo. Na wierzchołek prowadzi klasyczna ferrata Strobel, z trudnościami dochodzącymi do C, a zbudowana już w 1964 roku. Droga została poprowadzona najłatwiejszą linią przez eksponowaną, zachodnią ścianę Punta Fiames. W sezonie turystycznych Strobel należy do najpopularniejszych ferrat w regionie Cortiny. Zapraszam na relację z przejścia tej fantastycznej drogi!
Spis treści
- Dojście do ferraty z campingu Olympia
- Ferrata Strobel [C]
- Szczyt Punta Fiames (2 240 m)
- Punta della Croce (2 297 m)
- Zejście kamiennym szlakiem
- Mapa wycieczki
Dojście do ferraty z campingu Olympia
Dzisiejszą wycieczkę rozpoczynamy krótko przed godziną 7, wychodząc wprost z naszej bazy noclegowej – International Camping Olympia (ok. 1 300 m n.p.m.). Zachodnią ścianę Punta Fiames obserwowaliśmy już wczoraj, zastanawiając się jak to możliwe, że po tak pionowo wyglądającej powierzchni poprowadzono względnie przystępną ferratę. Cieszymy się jednocześnie, że możemy w tak dobrej lokalizacji, zapewniając bezpośrednią bliskość do ciekawych szlaków turystycznych. Znalezienie tego miejsca było kwestią trafu – na campingach w Dolomitach najczęściej nie obowiązuje bowiem system rezerwacji, a raczej zasada „kto pierwszy ten lepszy”. Przyjeżdżasz, jest dla ciebie kawałek ziemi – zostajesz. Nie ma? Pakujesz się do auta i szukasz innej opcji. Brzmi to może nawet całkiem fajnie, ale z autopsji muszę wam powiedzieć, że latem w Dolomitach jest na tyle dużo turystów, że spontaniczne znalezienie wolnego miejsca na campingu nie jest ani łatwe ani przyjemne.

Wychodząc z campingu, przechodzimy przez most na rzece Boite, a następnie skręcamy w lewo. Przez kilkanaście metrów podążamy wzdłuż głównej asfaltowej drogi, aby w chwilę później odbić w prawo, w leśną, szeroką ścieżkę. Kilka minut i kolejny lewoskręt, a następnie 400 metrów płaskiego trawersu. Następnie, korzystamy z jednego z leśnych skrótów, dobijając do szerokiego pieszo-rowerowego szlaku nr 208. Skręcamy w lewo, a następnie czynimy kolejne 400 metrów trawersu. Koniec płaskiego odcinka zwiastuje dopiero tabliczka z informacją, że dotarliśmy do Pisandre (1 355 m n.p.m.). W tym miejscu skręcamy w prawo, rozpoczynając właściwe podejście na początek ferraty Strobel.




Zaledwie trzy minuty wystarczają, aby minąć linię zwartego lasu iglastego. Krajobraz determinują teraz trawy oraz kępki dobrze nam znanej kosodrzewiny. Za nami otwiera się natomiast panorama na camping i kompleks sportowy w dolinie rzeki Boite oraz monumentalny masyw Tofany. Ścieżka niemal od początku idzie ostro w górę, skutecznie wyrywając nas z porannego półsnu – na najbliższych 600 metrach dystansu nabieramy ponad 300 metrów różnicy wysokości. Wraz z nabywaną wysokością, trawy ustępują miejsca rozległym piarżyskom, a szlak robi się coraz bardziej sypki. Ale czymże byłoby wędrowanie po Alpach bez tych kamienistych, mozolnych podejść?



Ferrata Strobel [C]
O godzinie 8 meldujemy się przy żelaznej tabliczce, informującej nas o początku ferraty Strobel. Żelazna droga nosi imię włoskiego przewodnika i wspinacza, Michelliego Albino Strobel, który zginął w górach w 1964 roku. Najtrudniejszy fragment ferraty oceniono na C, jednak jej przeważająca część to B/C, a nawet odcinki łatwiejsze (dokładne topo znajdziesz tutaj). Fragmenty ubezpieczone liną asekuracyjną przemieszane są tutaj z dłuższymi etapami trekkingowymi (podejścia kamienistą ścieżką).


Do pierwszych fragmentów ubezpieczonych żelazną liną docieramy prawie pół godziny po minięciu tablicy informacyjnej. Wprawdzie początek jest bardzo prosty, ale na naszej drodze szybko pojawiają się prawdziwe trudności – ciekawa ryska o wycenie na poziomie B/C. Po sforsowaniu tego fragmentu następuje odcinek zwykłego, nieubezpieczonego podejścia. Chwila wytchnienia nie trwa jednak długo – kilka minut później ponownie chwytamy za skałę, pokonując aż trzy elementy wycenione na B/C z rzędu. Pierwszy etap ferraty kończymy po godzinie wspinaczki, wychodząc na fantastyczny taras widokowy. Miejsce oferuje niesamowicie ujmującą panoramę na Cortinę d’Ampezzo oraz otaczające ją z każdej strony doniosłe szczyty.
Do tej pory ferrata Strobel jest zarówno przyjemna, jak i bardzo przystępna. Pokonywanie kolejnych fragmentów żelaznej drogi nie sprawia większych problemów – tak mi, jak i towarzyszącej mi Adzie, która tego typu szlakiem ma okazję iść po raz pierwszy. Wszystkie trudności pokonujemy za pomocą chwytów skalnych, bez konieczności podciągania się na linie asekuracyjnej.





Za tarasem widokowym następuje kolejny fragment kamienistego podejścia. W tenże sposób docieramy do najtrudniejszego etapu ferraty – kilkunastometrowej skalnej ścianki, wycenionej na C. Miejsce zostało ubezpieczone żelaznymi klamrami, po których należy się wspiąć dosłownie jak po schodach. Po pokonaniu ścianki czynimy niewielki trawers, a następnie wspinamy się dalej, używając do tego tym razem… kilkumetrowej drabiny. Następnie mijamy ostatni fragment wspinaczkowy o trudności B/C i tym samym kończymy przejście ferratą Strobel. Z kronikarskiego obowiązku nadmieniam, że ukończenie drogi wymaga pokonania ok. 600 metrów różnicy wysokości, a zajmuje nam ok. dwie godziny. Ze względu na niewielkie trudności oraz relatywnie krótki dystans, ferrata będzie dobra dla początkujących, chcących dopiero sprawdzić czy ten sposób spędzania wolnego czasu jest dla nich odpowiedni.



Szczyt Punta Fiames (2 240 m)
Dojście z końca ferraty na szczyt zajmuje kilka minut i wymaga niewielkiego odbicia od głównego szlaku. Ze szczytem Punta Fiames (2 240 m n.p.m.) witamy się o godzinie 10.40, a zatem niespełna cztery godziny od opuszczenia campingu. Na wierzchołku znajduje się niewielki krzyż oraz skrzynka z pozostawionymi przez turystów fantami. W środku znajduję zeszyt do wpisywania się, mnóstwo karteczek z rozmaitym przesłaniem, kostkę do gry, a nawet… prezerwatywę. No bo wiecie, co jak co, ale w górach bezpieczeństwo to podstawa :D.
Punta Fiames oferuje niesamowity, panoramiczny widok na wszystkie strony świata. Ponieważ jest to mój pierwszy szczyt w Dolomitach, zachwycam się przede wszystkim bardzo charakterystyczną rzeźbą terenu. Mam wrażenie, że każdy szczyt ma swój własny, unikalny kształt: góry o łagodnych, przyjaznych zboczach sąsiadują z mrowiem groźnych iglic i skalnych wieżyczek. Na zachodzie majaczy monumentalny masyw Tofany, na wschodzie – ostro ścięta ściana pobliskiego Punta della Croce (2 297 m n.p.m.). Na południu widzimy masę szczytów, a wiele z nich przekracza magiczną barierę 3 000 m n.p.m. Na południu rozciąga się natomiast bajkowa panorama na Cortinę d’Ampezzo, z każdej strony otoczoną wysokimi górami. Największe wrażenie robi wyrastający po lewej stronie pejzażu Punta Sorapiss (3 205 m n.p.m.), udekorowany okazałym grzebieniem skalnych turniczek.






Punta della Croce (2 297 m)
Po dłuższej przerwie na szczycie, ruszamy jeszcze na pobliską Punta della Croce. W tym celu wracamy na główny szlak, aby w chwilę później odbić w niepozorną, nieoznakowaną ścieżkę. Wierzchołek osiągamy po krótkim, ale intensywnym podejściu kamienistym piarżyskiem. Ponieważ szybko gubimy obrany przez nas wariant, na szczyt docieramy w dużej mierze „na wyczucie”. Wprawdzie Punta della Croce (2 297 m n.p.m.) jest o 50 metrów wyższa od Punta Fiames, ale widoki oferuje praktycznie te same. Spędzamy tu więc raptem kilka minut, po czym ruszamy w drogę powrotną. Zaczynamy poprawnym, oznaczonym na mapie wariantem, ale również i teraz szybko tracimy go z oczu. Powrót na główny szlak odbywa się więc w mało komfortowych, kamienistych warunkach.

Zejście kamiennym szlakiem
Kilkanaście minut zejścia kamienistą, ale wyraźną ścieżynką i z powrotem jesteśmy na znakowanym szlaku. Szybko docieramy do przełęczy Pomagagnon (2 178 m n.p.m.), oddzielającą Campanile Dimai (2 310 m n.p.m.) od Croda de Longes (2 443 m n.p.m.). W tym miejscu rozpoczynamy najtrudniejszą część dzisiejszej wycieczki, a mianowicie zejście tragicznym, niezwykle sypkim piarżyskiem. W takim terenie nie ma sensu za wszelką cenę szukać złudnego poczucia kontroli – pojedziemy na kamyczkach w każdym obuwiu i nawet przy zachowaniu najwyższej koncentracji. Jakkolwiek to zabrzmi, zjeżdżanie należy opanować i spróbować się z nim oswoić.
Niemniej jednak, gdy po kilkudziesięciu minutach spotykamy się w miejscu oznaczony jako Gravon del Pomagagnon (ok. 1800 m n.p.m.), wszyscy czujemy się przebytym fragmentem mocno zmęczeni (nawet bardziej psychicznie niż fizycznie) i cieszymy się, że mamy to już za sobą. W tym momencie można albo kontynuować wycieczkę ferratą Terza Cengia (A+) albo obrać wariant zejściowy do doliny rzeki Boite.


Kolejny etap zejścia jest już znacznie przyjemniejszy: kamienista dróżka nadal jest dosyć sypka, ale jest już znacznie lepiej. Wraz z utratą wysokości, wokół nas pojawia się więcej kęp kosodrzewiny, a po ok. 20 minutach od Gravon del Pomagagnon wchodzimy wprost do gęstego lasu. Idziemy teraz w otoczeniu intensywnej, prześlicznej zieleni, dającej sporo oddechu od mocno już operującego, włoskiego Słońca. Ktoś by powiedział, że las jak las, ale z jakiegoś powodu jestem tym fragmentem wprost zachwycony, a spacer do campingu jest dla mnie niezwykłą przyjemnością!
Na camping wracamy parę minut po godzinie 14. Czeka nas teraz dwugodzinna przerwa na obiad oraz wylegiwanie się w popołudniu słoneczku. A potem? Potem planujemy powrót na skałę, a mianowicie przejście innej pobliskiej ferraty – Ettore Bovero na Col Rosà (2 166 m n.p.m.) o trudnościach dochodzących do C/D. Pozwólcie jednak, że opowiem Wam o tym już w odrębnym wpisie, który znajdziecie pod tym linkiem.
Data wycieczki: 10 sierpnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 9 km; 1 120 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.





3 thoughts on “Punta Fiames (2 240 m n.p.m.) przez ferratę Strobel [C]”