Pic de Coma Pedrosa (2 942 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Andory – maleńkiego, górskiego kraju, wciśniętego pomiędzy Francję a Hiszpanię. Leży w Pirenejach Wschodnich – jednym z najwyższych, a zarazem najdzikszych łańcuchów górskich Europy. Jak to z wieloma pięknymi rzeczami w życiu bywa, pomysł zdobycia dachu Andory przyszedł całkiem przypadkowo. Wybierałem się bowiem do Katalonii – w odwiedziny do Martyny – mojej siostry, która robiła tam Erasmusa. Ponieważ dzielimy ze sobą górską pasję, od wielu miesięcy myśleliśmy nad wspólnym zdobyciem Pico de Aneto, najwyższego szczytu Pirenejów. Ponieważ jednak do końca nie byliśmy pewni czy będzie to plan możliwy do zrealizowania, szukałem ciekawego planu B. W ten właśnie sposób, zainteresowałem się zdobyciem Pic de Coma Pedrosa oraz możliwością zwiedzania nowego, europejskiego kraju. Jak się później okazało, tym razem udało nam się zjeść ciastko i mieć ciastko. Dzięki dobrej logistyce oraz sprzyjającemu, trzydniowemu okienku pogodowemu, w 48 godzin zdobyliśmy zarówno wymarzone Pico de Aneto, jak i arcyciekawy Pic de Coma Pedrosa. Zapraszam serdecznie na relację z odwiedzin na dachu Andory!
Spis treści
- Pic de Coma Pedrosa – informacje podstawowe
- Start z Arinsal
- Schronisko Refugi de Coma Pedrosa
- W drodze na szczyt Pic de Coma Pedrosa
- Szczyt Pic de Coma Pedrosa
- Zejście z Pic de Coma Pedrosa
- Mapa wycieczki
- Andora – słów kilka o kraju i stolicy
Pic de Coma Pedrosa – informacje podstawowe
- Pic de Coma Pedrosa to najwyższy szczyt Andory, położony w Pirenejach Wschodnich.
- Główną bazą wypadową dla wycieczek na Pic de Coma Pedrosa jest miejscowość Arinsal, której zabudowania sięgają ok. 1 600 m n.p.m.
- Pomimo znacznej wysokości, wycieczka na Pic de Coma Pedrosa ma charakter wyłącznie trekkingowy. Nie uświadczycie tu ani odcinków z elementami wspinaczkowymi, ani nadmiernej ekspozycji.
- Niemniej jednak, Pic de Coma Pedrosa może okazać się dużym wyzwaniem kondycyjnym dla mniej wprawionych piechurów. Wycieczka z Arinsal wymaga pokonania ok. 1 400 metrów różnicy wysokości – niemal cały czas w terenie wysoko nasłonecznionym.
- Pireneje mają swój własny, kapryśny mikroklimat, cechujący się dużą częstotliwością występowania gwałtownych burz i intensywnych opadów. Jeśli więc zakładacie, że „skoro jadę na południe, to pogodę mam jak w banku”, to niestety, ale możecie się grubo pomylić. Chcecie dowodu? W czasie mojego 11-dniowego pobytu w Katalonii, dobra pogoda w wysokich Pirenejach utrzymywała się przez niespełna 3 dni.
- Pic de Coma Pedrosa należy do zestawienia Korony Europy.
- Pierwsze znane wejście na szczyt miało miejsce 22 września 1858 roku. Sztuki dokonali członkowie sześcioosobowego andorsko-hiszpańskiego komitetu, pracującego nad wytyczeniem granicy pomiędzy oboma krajami.
- Andora to jedno z najmniejszych państw zarówno Europy, jak i całego świata. Na 467 km² żyje tu zaledwie 82 tysiące mieszkańców! Dla porównania, powierzchnia Krakowa wynosi 317 km² przy ludności przekraczającej 800 tysięcy.
- Obywatele Unii Europejskiej wjeżdżają do Andory na sam dowód osobisty, a kontroli na granicach w praktyce nie ma.
- Ponieważ Andora nie należy do Unii Europejskiej, w jej granicach obowiązują znacznie wyższe stawki za transmisje danych. Jeśli więc wjeżdżacie do tego kraju, koniecznie wyłączcie dane komórkowe oraz korzystajcie wyłącznie z lokalnych sieci Wi-Fi.
Start z Arinsal
Jeszcze wczoraj staliśmy na szczycie Pico de Aneto, a dziś budzik znów dzwoni absurdalnie wcześnie — zapowiadając kolejną, piękną górę na naszej trasie. Zregenerowani jesteśmy na tyle, na ile pozwala pięć godzin snu oraz 30 stopni temperatury w nocy. Z Lleidy, naszej bazy wypadowej, wyjeżdżamy ok. godziny 5:30. Podróżujemy samochodem wynajętym w lokalnym oddziale Enterprise. Nie jest to może opcja najtańsza, ale pozwala w jak najlepszy sposób zmaksymalizować krótkie okienko pogodowe. Komunikacja publiczna w Pirenejach nie działa bowiem dobrze i trudno byłoby w taki sposób z niej skorzystać, aby nie zmarnować na przesiadki mnóstwa cennych godzin.
Podróż z Lleidy do Andory zajmuje nam ok. 2 godziny. Jedziemy przez małe, urokliwe miasteczka, a droga co chwilę otwiera widoki na łagodne wzgórza i spokojne, poranne krajobrazy. Wśród kolorów dominują odcienie żółci i brązu, ale im dalej na północ, tym zieleń staje się coraz bardziej intensywna. W pewnym momencie mijamy Olianę – miejscowość z światowej sławy sektorem wspinaczkowym, oferującym drogi o wycenach dochodzących do astronomicznego poziomu 9b+.
Po przekroczeniu hiszpańsko-andorskiej granicy, do pokonania zostaje nam jeszcze ok. 20-kilometrowy odcinek drogi. W ten sposób, na kilka minut przed godziną 9, zajeżdżamy do podgórskiej miejscowości Arinsal. Spośród kilku dostępnych parkingów, wybieramy taki, który znajduje się zaraz przed wjazdem do charakterystycznego tunelu (wysokość: 1 550 m n.p.m., współrzędne geograficzne: 42.5774789N, 1.4795064E). Co szczególnie piękne, postój okazuje się całkowicie darmowy!
Wychodząc z parkingu, przechodzimy przez wspomniany tunel, a następnie odnajdujemy początek szlaku turystycznego. Wygodna ścieżka prowadzi nas początkowo po zakosami, po leśno-skalnym zboczu, wzdłuż wartkiego potoku Riu Pollós. Nachylenie terenu jest znaczne, co z jednej strony umożliwia sprawne nabywanie wysokości, a z drugiej – funduje naszym zasiedzianym w aucie mięśniom prawdziwą terapię szokową. Po niespełna kilometrze podejścia, wychodzimy na szeroką drogę jezdną. Nachylenie wyraźnie się zmniejsza, a przed nami otwierają się pierwsze panoramy na pobliskie dwutysięczniki.



Schronisko Refugi de Coma Pedrosa
Pół kilometra później ponownie wchodzimy na leśną ścieżkę, by w chwilę później przekroczyć dwie kładki przerzucone nad rzekami Riu Pollós i Riu de Comapedrosa. Od tego momentu szlak prowadzi już wzdłuż drugiego z wymienionych potoków. Nachylenie terenu na powrót staje się znaczne, dzięki czemu na przestrzeni najbliższych dwóch kilometrów nabywamy aż 460 metrów różnicy wysokości.
Przez cały czas idziemy wśród bujnej, niesamowicie intensywnej przyrody. Szczególny podziw wzbudzają wielobarwne kwiaty, których, jak mi się zdaje, jest tu niezliczona liczba gatunków. Osobiście najbardziej przypada mi do gustu różanecznik alpejski, który występuje tu w ilościach wręcz masowych. W przeciwieństwie do gór znanych z naszego podwórka, w Andorze nie ma jednolitych pięter roślinności. Zamiast tego, dostajemy istny misz-masz, złożony z mieszaniny różnych gatunków drzew i krzewów. Dodając do tego fantastyczne widoki na pirenejskie wierzchołki, śródziemnomorskie słońce oraz szumiący potok Riu de Comapedrosa, uzyskujemy krajobraz wręcz obłędny.




W ten sposób, po niespełna czterech kilometrach od opuszczenia Arinsal, osiągamy Collet de Comapedrosa (2 223 m n.p.m.), czyli przewężenie doliny pomiędzy masywem Coma Pedrosy a sąsiednim grzbietem Pic dels Aspres (2562 m n.p.m.). W tym miejscu odbijamy w lewo i po 200 metrach dochodzimy do schroniska turystycznego Refugi de Coma Pedrosa. Obiekt położony jest na wysokości 2 260 m n.p.m., a działa od 1992 roku. Budowla jest bardzo estetyczna, świetnie wpisując się w krajobraz pirenejskich brązów. Schronisko dysponuje 45 miejscami noclegowymi, ale, jak się pewnie domyślacie, ceny do niskich nie należą :D.
W schronisku spotykamy całą masę biegaczy górskich, pochodzących dosłownie z całego świata. Jak się później okazało, z naszą wizytą na Pic de Coma Pedrosa trafiliśmy akurat na prestiżowe zawody „Andorra 100 by UTMB 2023”, zaliczane do rankingu ITRA. Bieg rozgrywano na dwóch dystansach: 50 km i 105 km. Pierwszą kategorię ukończyło trzech Polaków, drugą – dwóch. Wielki szacun, bo bieg musiał to być arcytrudny!

W drodze na szczyt Pic de Coma Pedrosa
Po krótkiej wizycie w schronisku, kontynuujemy wycieczkę na najwyższy szczyt Andory. Za Collet de Comapedrosa dolina rozszerza się oraz ulega znacznemu wypłaszczeniu. Przez kilkanaście minut idziemy więc trawiastą równiną, otoczeni pirenejskimi gigantami. Po prawej stronie dostrzegamy niewielki kamienny budynek – Cabana de la Comapedrosa. Obiekt stanowi żywą pamiątkę tego, że jeszcze całkiem niedawno głównym zajęciem Andorczyków było… pasterstwo. A jakie miejsce lepiej nadaje się do wypasu krów i owiec niż żyzna, trawiasta równina?


Ok. kilometr po opuszczeniu schroniska, teren ponownie rwie się ku górze, a my rozpoczynamy właściwe podejście na Pic de Coma Pedrosa. Od tej chwili będzie już tylko stromo – aż 640 metrów różnicy wysokości na dystansie 2,5 kilometra. Ścieżka prowadzi nas kamienno-trawiastym zboczem, a następnie skręca ostro w prawo – w wyższe partie doliny.
Wkrótce docieramy nad niewielkie jeziorko – Estanys de Comapedrosa, położone na wysokości ok. 2 600 m n.p.m. Niedługo później, szlak rozwidla się na dwa warianty. Pierwszy z nich biegnie prosto – w kierunku przełęczy Portella de Baiau. Drugi odbija natomiast w prawo – bezpośrednio na grzbiet prowadzący na Pic de Coma Pedrosa. Szczyt jest już zresztą w zasięgu wzroku, chociaż na ten moment wydaje się być jeszcze punktem dosyć odległym. My obieramy drugi ze wspomnianych wariantów, a wracać będziemy pierwszym.


Po wspomnianym odbiciu w prawo, ścieżka raptownie zmienia swój charakter na skalisty i surowy. Idziemy więc po rozległym, kamiennym rumowisku, mozolnie nabywając kolejne metry wysokości. Niegościnny i mocno nachylony teren, prażące słońce oraz monotonia odcinka zdecydowanie potęgują uczucie zmęczenia. Grzbiet układa się w serię wyraźnych, skalnych „kopek”, co nadaje wędrówce jednolity schemat „podejście, lekkie zejście, znowu podejście…”. I tak w kółko, aż do samego szczytu. Wysiłek rekompensują fantastyczne, bajeczne widoki na pobliskie szczyty i doliny oraz ciekawe, różnokolorowe kwiatki, błyskające raz na czas pomiędzy skałami.
Swoją drogą, nazwa Pic de Coma Pedrosa pochodzi z języka katalońskiego i w wolnym tłumaczeniu oznacza „Szczyt nad Kamienną Doliną”. Nic dodać, nic ująć, bardzo adekwatne!



Szczyt Pic de Coma Pedrosa
Na szczyt Pic de Coma Pedrosa (2 942 m n.p.m.) docieramy na kwadrans przed godziną 15, a więc po pięciu godzinach od wyjścia z parkingu w Arinsal. Zmęczenie jest odczuwalne, ale satysfakcja znacznie większa. Czujemy przecież, że zrobiliśmy coś wspaniałego – najwyższy szczyt Pirenejów i dach Andory w dwa dni! Niesamowite! Na wierzchołku czynimy dłuższą przerwę na jedzenie, picie oraz podziwianie widoków.
Panorama z Pic de Coma Pedrosa jest ujmująca, choć odrobinę surowa. Gdzieby nie spojrzeć, tam dziesiątki brązowawych, pirenejskich wierzchołków. Ponieważ mamy dopiero końcówkę czerwca, w wielu miejscach dostrzegamy jeszcze pozostałości śniegu. Patrząc natomiast w kierunku zachodnim, z łatwością wypatrujemy Pico de Aneto, naszą wczorajszą zdobycz. W identyfikacji poszczególnych szczytów na horyzoncie pomagają ustawione na szczycie tablice. Brakuje tylko andorskiej flagi, a jej pozostałości sugerują, że materiał nie poradził sobie z pirenejskimi wichrami.




Zejście z Pic de Coma Pedrosa
Z Pic de Coma Pedrosa schodzimy drugim z wcześniej wspomnianych wariantów. Obranie właściwej ścieżki nie sprawia większych problemów, a to ze względu na jej dobrą widoczność oraz fakt, iż na Coma Pedrosie nie jesteśmy sami. Podobnie jak wariant wejściowy, również i zejście mija nam na niekomfortowym, skalnym rumowisku. Choć staramy się iść możliwie najpewniej i z pełną koncentracją, od czasu do czasu i tak jedziemy po niewielkich kamyczkach.
Z tego względu, cieszymy się, gdy wreszcie docieramy do przełęczy Portella de Baiau (2 757 m n.p.m.), znajdującej się na andorsko-hiszpańskiej granicy. Z tej perspektywy Coma Pedrosa wygląda tak, jak gdyby w istocie była kopcem kamieni, usypanym przed wiekami przez jakiegoś wielkiego giganta.


Za przełęczą szlak dalej jest sypki, ale już nie tak bardzo jak wcześniej. Bez większych przygód dochodzimy więc do jeziora Estany Negre („Czarnego Stawu” :D), położonego na wysokości ok. 2 650 m n.p.m. Staw leży w wąskiej, kamiennej dolinie, przez co zarówno na nim, jak i w jego najbliższym otoczeniu zachowało się jeszcze trochę pamiątek po niedawnej zimie. Uważnie krocząc po ostatnich śniegach, obchodzimy jezioro, a następnie sprawnie dołączamy do tej części szlaku, która pokrywa się z naszą wcześniejszą drogą wejściową.



Od tej pory schodzimy w taki sam sposób, w jaki żeśmy wchodzili. Mijamy więc trawiastą równinę, a następnie żwawo tracimy wysokość wśród przepięknych kwiatów, intensywnej zieleni oraz bajecznych krajobrazów. Na parking w Arinsal schodzimy ok. 17.30, co oznacza że całą akcje górską zamykamy w 8,5 godzinach.
Czuję pełną satysfakcję… Była obłędna przyroda, świetne widoki oraz solidny wysiłek kondycyjny. Coma Pedrosa okazała się nie tylko fantastycznym dodatkiem do Pico de Aneto, ale również świetną okazją do zwiedzenia nowego, arcyciekawego kraju Europy. Jeden dzień pobytu w Andorze, a wspomnienia? Mam nadzieję, że na całe życie!
Data wycieczki: 24 czerwca 2023 roku
Statystyki wycieczki: 16,6 km; 1 420 metrów różnicy wysokości



Mapa wycieczki
Andora – słów kilka o kraju i stolicy
Po zakończonym trekkingu, zatrzymujemy się jeszcze w mieście Andora, stolicy niewielkiego księstwa. Miejscowość liczy sobie zaledwie 22 tysiące mieszkańców, ale zdaje się zdecydowanie tętnić życiem. Znajdziemy tu reprezentatywny deptak, wielopiętrową galerię handlową oraz sklepy drogich, znanych marek (nie tylko trekkingowych!). Bardzo przypadają nam do gustu tutejsze wąskie, estetyczne uliczki, mosty przerzucone nad rzeką Riu Valira oraz charakterystyczna architektura, będąca jakby pomieszaniem nowoczesności z tym, co tradycyjne.
A jakim to cudem, w środku Pirenejów, uchowało się osobne, niepodlegle państwo? Otóż w 1278 roku doszło do konfliktu o zwierzchność nad Andorą, którego stronami byli hiszpański biskup miasta Urgell oraz francuski hrabia de Foix. Spór rozwiązano w ten sposób, że obaj władcy uznali się za współrządców problematycznego obszaru. Jak Zabłocki na mydle wyszli na tym sami Andorczycy, którzy od tej chwili musieli płacić daniny dwóm feudałom. Pomimo wielu zawirowań historycznych, status quo przetrwał i Andora przez wieki nie stała się ani częścią północnego, ani południowego sąsiada. Po dziś dzień, tytularnymi współrządcami Andory są prezydent Francji (jako następca hrabi de Foix) oraz w dalszym ciągu hiszpański biskup Urgell.


W praktyce księstwo jest jednak demokracją, z własnym parlamentem i premierem. Językiem urzędowym jest tu kataloński, a walutą – euro. W Andorze mieszka ok. 85 tysięcy ludzi, z czego dużą część stanowią imigranci. W 2016 roku andorscy Katalończycy stanowili raptem 36%, Hiszpanie – 30%, Portugalczycy 16%, a Francuzi 6%. Za narodowy sport uznaje się tu narciarstwo, aczkolwiek w ostatnim czasie coraz większą popularność zdobywa piłka nożna. Przez wiele lat Andora zaliczana była do grona rajów podatkowych, przez co przyciągnęła sporo zachodniego biznesu i zarobiła kupę pieniędzy. Sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać. Gospodarka Andory dopasuje się do europejskich standardów, a w 2025 roku księstwo zostało nawet wykreślone z polskiego rozporządzenia, zawierającego listę „terytoriów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową” (rajów podatkowych).
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




One thought on “Pic de Coma Pedrosa (2 942 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Andory”