Nauplion to jedno z najbardziej malowniczych miast Peloponezu, położone nad samą Zatoką Argolidzką. Port słynie przede wszystkim z zabytków sztuki obronnej: monumentalnej twierdzy Palamidi oraz zamku Burdzi. Poza tym, miejscowość oferuje zjawiskowe plaże, ciekawe formalne skalne oraz malowniczą Starówkę. Dla mnie Nauplion stał się miejscem wieczornego spaceru, poprzedzonego całym dniem zwiedzania antycznym ruin. Miasteczko urzekło mnie do tego stopnia, że zdecydowałem się uczynić go bohaterem całkiem osobnego wpisu. Poza tym, w artykule wspomnę również o Argos, stanowiące krótki przystanek w mojej drodze do Nauplion. Zapraszam serdecznie!
Droga do Argos
Gdy ustawiam nawigację na Argos, jestem już po całym dniu zwiedzania antycznych ruin: Olimpii, Nemei i Myken. Intensywnie? Być może! Niemniej jednak, wieczór zapowiada się pięknie i szkoda byłoby przeleżeć go w hotelowych łóżku. Na pierwszy ogień biorę Herajon – dawne sanktuarium Hery, patronki Argos, położone w odległości kilku kilometrów od ruin Myken. Świątynia została zbudowana w VIII w p.n.e., pomiędzy łagodnymi wzgórzami, w miejscu o znacznie dłuższej historii osadnictwa. Hera czczona była tutaj jako królowa bogów, patronka życia rodzinnego i domowego spokoju. Było to sanktuarium panhelleńskie, a jego sława sięgała daleko poza Argos. Kiedy dojeżdżam na miejsce, okazuje się, że Herajon jest już zamknięty, a ruiny rozłożone są w taki sposób, iż nie sposób obejrzeć je zza płotu. Trochę szkoda, ponieważ wejście na teren stanowiska jest bezpłatne. Czy jednak żałuję, że tutaj przyjechałem? Skądże! Przy ruinach szumi przepiękny gaj oliwny, przy drodze rośnie pomarańcza… Czuję się tu wspaniale!


Przystanek w Argos
Trasa z Herajonu do właściwego Argos liczy ok. 10 kilometrów. Dawniej wiódł tędy szlak procesji, organizowanych z centrum miasta przy okazji rozlicznych świąt. Pod względem prestiżu i wielkości, Argos należało do istotniejszych spośród greckich polis. Szczyt potęgi miasta-państwa przypadł na okres panowania tyrana Fejdona w VIII w p.n.e. Argos prowadziło wówczas bardzo agresywną politykę zagraniczną, zwyciężając ze Spartą (w słynnej bitwie pod Hysiaj), Atenami czy Eginą. Poza tym, Fejdon wmieszał się w konflikt między Pisą a Elidą o przodownictwo w igrzyskach olimpijskich, przejściowo zapewniając prymat pierwszej z nich. W późniejszych latach, Argos nie było już tak aktywne na panhelleńskiej arenie. Polis pozostało neutralne w czasie wojen perskich oraz nie brało szerszego udziału w późniejszych wojnach lokalnych. W pewnym okresie organizowano tu panhelleńskie igrzyska nemejskie, rozgrywane ku czci Zeusa. Jak już zostało powiedziane, patronką miasta była Hera. Najsłynniejszym mitologicznym bohaterem argolidzkim był natomiast Perseusz, który pokonał Meduzę i uratował Andromedę.

Dzisiejsze Argos ma 22 tysiące mieszkańców, co czyni je, jak na warunki greckie, miejscowością całkiem dużą. Nad zabudowaniami miasta góruje wzgórze z imponującym zamkiem Larisa, wzniesionym na początku XIII wieku przez uczestników czwartej krucjaty (krzyżowcy ustanowili tu nawet biskupstwo!). W następnych wiekach twierdza była własnością Wenecjan i Osmanów. Larisa wróciła do Greków w 1832 roku, po odzyskaniu przez kraj niepodległości.
W Argos znajduje się stanowisko archeologiczne z pozostałościami centrum dawnego polis. Bilet wstępu kosztuje 10 euro, ale w mojej ocenie wchodzenie do środka nie jest koniecznością – w przeciwieństwie do Herajonu sporą część ruin widać zza płotu. Największe wrażenie robi widok na zbocze z monumentalnym teatrem, wzniesionym w III w p.n.e.



Spacer po Nauplionie
Po przystanku w Argos, zmierzam dalej – do Nauplionu. Jest to urokliwe miasto, położone bezpośrednio nad wodami Zatoki Argolidzkiej. Podobnie jak pobliskie Argos, Nauplion w przeszłości był zarówno pod władaniem weneckim, osmańskich, jak i, wreszcie, greckim, po głośnym wyzwoleniu miasta przez powstańców w 1822 roku. W pierwszej kolejności podjeżdżam pod najsłynniejszy zabytek Nauplionu, a mianowicie pod imponującą twierdzę Palamidi. Ogromna fortyfikacja została wzniesiona przez Wenecjan, w czasie ich panowania nad miastem na przełomie XVII i XVIII wieku. Pod bramę do twierdzy podjeżdżam na kilkadziesiąt minut przed jej zamknięciem, więc o dokładniejszym zwiedzaniu nie może być już mowy. Nie wiem zresztą czy nawet i wcześniej bym się na nie zdecydował, ponieważ bilet wstępu kosztuje aż 20 euro. Niemniej jednak, nawet i z parkingowego murku roztacza się przepiękny widok na zabudowania Nauplionu oraz na pobliskie wzgórza.



Zjeżdżam więc na niżej położony parking oraz rozpoczynam właściwy spacer po mieście. Nauplion okazuje się miejscowością niezwykle klimatyczną. Korzystając z ostatnich promieni słońca, w pierwszej kolejności ruszam nad wybrzeże. W ten sposób docieram na plażę Paralia Arbanitia. Najpewniej to kwestia końca października, ale miejsce jest teraz prawie całkowicie puste. Nie będzie wielkim odkryciem jeśli napiszę, że greckie plaże niesamowicie różnią się od tych, które znany z polskiego podwórka. Kąpielisko jest stosunkowo wąskie, a większość okolicznego pasu wybrzeża tworzą majestatyczne klify, ostro opadające do tafli Morza Egejskiego. Mówcie co chcecie – dla mnie to widok niesamowity.


Z plaży kieruję się w prawo, ruszając czymś w rodzaju przymorskiej promenady. Idę teraz bezpośrednio przy skale, zachwycając się zarówno bajkowymi krajobrazami, jak i mnogością śródziemnomorskiej roślinności (w pamięć zapadają mi w szczególności liczne kaktusy). Dodatkowego uroku spacerowi dodaje fakt, że słońce właśnie rozgrywa swój codzienny, wieczorny spektakl, znikając powoli za linią horyzontu. W pewnym momencie przechodzę przez fantastyczne okno skalne oraz rozpoczynam marsz w kierunku portu. W czasie całego mojego spaceru okrążam skaliste wzgórze Acronauplia, na którym znajdują się zresztą ruiny dawnego zamku krzyżowców. Mam więc wrażenie, że w Nauplonie byłoby co robić, nawet gdyby zarezerwować sobie na zwiedzanie miasta i okolic całego dnia.




Wieczór w Nauplionie
Kiedy docieram do portu, słońce znika już na horyzoncie, nadając wodom zatoki bajkową, ciemnofioletową barwę. Z rozrzewnieniem patrzę na szumiące morze, ogromne cielska luksusowych statków wycieczkowych oraz jedną z najbardziej charakterystycznych budowli Nauplionu – majestatyczny zamek Burdzi. Jest to twierdza na wyspie, zbudowana pod koniec XV wieku przez Wenecjan jako najważniejszy fort obronny portu. W późniejszym czasie zamek służył Osmanom, a po 1822 roku – walczącym o niepodległość powstańcom greckim. Twierdza oparła się nawet tureckiemu atakowi z 1825 roku, którego celem było spacyfikowanie oporu i odzyskanie miasta. Od XX wieku zamek stanowi popularną atrakcję turystyczną, wykorzystywaną też jako hotel i centrum rozmaitych wydarzeń kulturalnych (np. koncertów).


Po wydaniu dziesiątek „ochów” i „achów” nad zamkiem Burdzi, zagłębiam się jeszcze w labirynt wąskich uliczek centrum Nauplionu. Sporo tu restauracji, ale też zwykłych sklepików, oferujący przysłowiowe wszystko i nic. Podobnie jak w innych greckich miasteczkach, nie uświadczycie tu żadnych sieciówek – wszystko to niewielkie, lokalne knajpki. Kiedy robi się już całkiem ciemno, wybieram jedną z nic i zamawiam sobie obfitą porcję tradycyjnego gyrosa. Ah, jak to dobrze smakuje!
Samym wieczorkiem odnajduje pozostawione na parkingu auto i ruszam w kierunku mojego dzisiejszego noclegu. Ponieważ spanie mam ogarnięte w Koryncie, czeka mnie jeszcze dzisiaj godzinna trasa (ok. 60 km dystansu). Z Nauplionu wracam z pełną satysfakcją, czując, że ten dzień greckiego urlopu wykorzystany został w absolutnych 100%. A Peloponez? Peloponez jest po prostu cudowny.
Data wycieczki: 24 października 2025 roku
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.


