Mioduszyna (632 m n.p.m.) to szczyt w Beskidzie Makowskim, położony na zachodnim skraju pasma Koskowej Góry. Na wierzchołek prowadzi niebieski szlak turystyczny, prowadzący z Suchej Beskidzkiej do pobliskiego Makowa Podhalańskiego. Po drodze warto się zatrzymać na platformie widokowej, oferującej przepiękną panoramę na zabudowania stolicy powiatu suskiego oraz otaczające ją góry. Szlak niebieski biegnie dalej zabudowaniami Makowa Podhalańskiego i Grzechyni, wyprowadzając turystę na równoległy grzbiet Ostrej Góry (608 m n.p.m.), który wedle najnowszej regionalizacji należy jeszcze do Beskidu Żywieckiego. Kończy się natomiast na wschodnich zboczach Magurki, wpadając do szlaku czerwonego (w miejscu oddalonym jedynie o rzut beretem od centrum Suchej Beskidzkiej). Przebieg szlaku umożliwia zatem stworzenie zgrabnej, ok. 22-kilometrowej pętelki – i to startując zarówno z Suchej, jak i z Makowa. Zapraszam na relację z wycieczki po tym ciekawym, acz rzadko odwiedzanym fragmencie pogranicza między Beskidem Makowskim a Żywieckim!
Start z Suchej Beskidzkiej
Niebieski szlak turystyczny formalnie rozpoczyna się przy drewnianym dworku przy ul. Adama Mickiewicza 38 w Suchej Beskidzkiej, mieszczącym siedzibę lokalnego oddziału PTTK. Budynek znajduje się w odległości ok. 700 metrów od suskiego dworca kolejowego, przy głównej drodze miasta, naprzeciwko tzw. „pasażu”. Dalej szlak wiedzie wzdłuż drogi wojewódzkiej nr 946, skręcając w lewo na wysokości rynku oraz przekraczając tory i rzekę Stryszawkę.
Następnie trasa biegnie obok rozległego placu targowego, ulokowanego przy stacji kolejowej Sucha Beskidzka Zamek. Przystanek powstał przy nowej łącznicy, zbudowanej po to, aby pociągi z Krak0wa do Zakopanego nie musiały zmieniać w Suchej kierunku jazdy, tak jak to miało miejsce dotychczas. W „zwyczajne” dni miejsce służy za parking, dlatego samochód decyduje się zostawić właśnie tutaj (współrzędne: 49.7434572N, 19.6023250E, wysokość: 330 m n.p.m.). Ponieważ dzisiejszą wycieczkę zaplanowałem na biegową, od razu po wyjściu z auta rozpoczynam dynamiczną rozgrzewkę. Z parkingu rozpościera się całkiem sympatyczna panorama na zbocza pobliskiej Magurki, najwyższego szczytu Suchej Beskidzkiej. Pierwsze minuty mijają mi na biegu pod wiaduktem kolejowym oraz na pokonaniu bardzo urokliwej (choć jednocześnie dosyć chybotliwej) kładki nad rzeką Skawa.


Podejście na Mioduszynę (632 m n.p.m.)
Niemal od razu po przekroczeniu rzeki rozpoczynam podejście stromym, zachodnim zboczem Mioduszyny. Z początku szlak wiedzie pośród zwartej zabudowy, ale już na wysokości ok. 360 m n.p.m. otoczenie zmienia się na przyjemny, gęsty las. Po kilku minutach nieco bardziej intensywnego wysiłku, melduje się przy platformie widokowej, ulokowanej na wysokości ok. 410 m n.p.m. Bezsprzecznie jest to jedno z ciekawszych miejsc na mapie Suchej Beskidzkiej. Z platformy rozpościera się fantastyczna panorama na zabudowania miasta, dolinę Skawy i Stryszawki oraz otaczające ją szczyty Beskidu Żywieckiego, Beskidu Makowskiego oraz Pasma Pewelsko-Krzeszowskiego (czy jeśli kto woli wcześniejszą regionalizację, Beskidu Małeg0). Doskonale widoczne są najważniejsze zabytki Suchej Beskidzkiej: zamek, kościół oraz karczma Rzym.
Przy platformie widokowej znajdują się dwa krzyże oraz drewniany stół, idealny na piknik czy przerwę na drugie śniadanie.



Następne pół kilometra mija mi na umiarkowanie stromym, leśnym podejściu. Teren otwiera się ponownie na wysokości ok. 470 m n.p.m., gdy wbiegam pośród zabudowania osiedla Makowski Dział. Przysiółek administracyjnie należy do Makowa Podhalańskiego, a z jego górnej części rozpościera się przepiękny widok na pasmo Policy oraz Babią Górę. Diablak wygląda stąd tak majestatycznie, że z powodzeniem można byłoby się na niego gapić cały, okrągły dzień…
Do wysokości ok. 540 m n.p.m. szlak niebieski prowadzi drogą asfaltową, aby następnie ponownie odbić w wyraźną, leśną ścieżkę. Szczyt Mioduszyny (632 m n.p.m.) osiągam kilkanaście minut po minięciu ostatnich zabudowań i ok. pół godziny od opuszczenia parkingu. Na wierzchołku znajduje się obszerna wiata turystyczna oraz tablice przyrodnicze. Szczyt jest całkowicie zalesiony, dlatego nie oferuje żadnych walorów widokowych. Mimo wszystko… jest tu naprawdę przyjemnie.


Z Mioduszyny do Makowa Podhalańskiego
Za szczytem Mioduszyny czeka mnie długi zbieg w umiarkowanie stromym terenie. Szlak prowadzi teraz szeroką, komfortową dróżką, co czyni bieganie w tym miejscu czynnością niezwykle przyjemną. Z powrotem na teren otwarty trafiam ok. 1,5 kilometrów za Mioduszyną, docierając do górnej części kolejnego makowskiego przysiółka – Drożdżyna. Również i z tego miejsca roztacza się przepiękny widok na dostojną, ośnieżoną kopułę Babiej Góry. Na osiedlu warto zwracać szczególną uwagę na znaki, ponieważ szlak wiedzie tutaj w sposób dosyć nieoczywisty. Następnie trasa ponownie pnie się w górę, trawersując od północy szczyt Borysówki (610 m n.p.m.).



Po kolejnym, półtorakilometrowym odcinku w lesie wybiegam na następne osiedle – Zagórze. W tym przypadku jest jednak o tyle inaczej, że panoramy roztaczają się stąd głównie w kierunku północnym – na płaski grzbiet Chełma (603 m n.p.m.). Przy szlaku dostrzegam pomnik, upamiętniający 42 ofiary niemieckiej pacyfikacji osiedla, przeprowadzonej z 4 na 5 kwietnia 1944 roku. Bezpośrednim powodem zbrodni było doniesienie, iż pośród okolicznych domów ukrywa się partyzant, sierżant Henryk Kowalczyk.
W chwilę po minięciu pomnika, docieram do rozdroża szlaków. Prosto biegnie szlak czarny, stanowiący łącznik między osiedlem Zagórze a szlakiem żółtym, wiodącym z Makowa Podhalańskiego do Pcimia przez Koskową Górę, Parszywkę i Kotoń. Mój szlak – cały czas niebieski – odbija natomiast w prawo, wiodąc teraz asfaltem. Przez następny kilometr biegnę drogą publiczną – aż do momentu, gdy znaki ponownie kierują mnie na leśną ścieżynkę. Zza miękkiej ściółki przebijają betonowe płyty, zdradzające, że niegdyś musiał biec tędy zwyczajny chodnik.




Wędrówka przez Maków Podhalański
Na wysokości ok. 420 m n.p.m. znaki kierują na schody, sprowadzające na ulicę Kościelną w Makowie Podhalańskim. Biegnę teraz wzdłuż cmentarza (na którym, swoją drogą, leżą moi pradziadkowie), a następnie mijam okazały gmach kościoła, stanowiącego serce lokalnego sanktuarium maryjnego. W chwilę później jestem już na rynku, a następnie truchtam kolejnymi ulicami miasteczka – 3 Maja, Kolejową, Partyzantów, Władysława Orkana, Sportową. Maków Podhalański jest zresztą miejscowością bardzo sympatyczną, obdarzoną ładnymi widokami i specyficznym, galicyjskim klimatem. Urok niszczy jedynie bardzo wysoka częstotliwość ruchu, będąca pochodną przechodzącej przez miasto drogi krajowej. Pomimo wieloletniej walki mieszkańców i mnóstwie politycznych obietnic, prace nad makowską obwodnicą w dalszym ciągu nie ruszyły.


Po pokonaniu 11 kilometrów od opuszczenia parkingu w Suchej Beskidzkiej, po raz kolejny przebiegam przez most na Skawie. Co ciekawe, wraz z osiągnięciem drugiego brzegu rzeki, zmieniam również i pasmo górskie – z Beskidu Makowskiego na Beskid Żywiecki. W chwilę później kończy się również i Maków, a zaczyna Grzechynia. Asfaltem biegnę jeszcze przez kilkaset metrów, a następnie skręcam w prawo, wychodzę nad domy i kontynuuję drogą gruntową.


Boczny grzbiecik Ostrej Góry
W Grzechyni szlak niebieski ponownie ambitniej podrywa się ku górze. Z drogi gruntowej wracam na asfalt, a następnie trawersuje wzniesienie Wątrobowej Góry (470 m n.p.m.). Przed Kaplicą Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Grzechyni skręcam w prawo, kontynuując drogą publiczną. Aktualne nachylenie określiłbym jako nieznaczne dla piechura, ale już całkiem odczuwalne dla biegacza. Szlak niebieski wiedzie teraz rozległym terenem otwartym, co daje możliwość nacieszenia oka sielskimi widokami na lesisty grzbiet pasma Koskowej Góry (z m.in. Mioduszyną), zabudowania Makowa Podhalańskiego oraz dolinę Skawy.


Na wysokości ok. 520 m n.p.m. szlak odbija w lewo – z asfaltu w drogę gruntową. Na przestrzeni kolejnych dwóch kilometrów pokonuje ostatnie 80 metrów różnicy wysokości, a następnie przebiegam po wypłaszczonym wierzchołku Ostrej Góry (608 m n.p.m.). Ponieważ nie ma tu żadnej tabliczki, trudno jednoznacznie wskazać na miejsce będące jej najwyższym punktem. Wpadam więc w krótką zadumę nad etymologią nazwy mojego obecnego szczytu. Cóż bowiem przyświecało miejscowej ludności, gdy przezwali ów wypłaszczony fragment grzbietu Ostrym?
Jak by nie było, ze szczytu Ostrej Góry zbiegam z powrotem do drogi asfaltowej, biegnącej przez kolejne z górnych osiedli miejscowości Grzechynia. Rozległe są te beskidzkie wioski, prawda? Droga obniża się do poziomu ok. 570 m n.p.m., a następnie płynnie przechodzi w kolejne podejście – już ostatnie na mojej dzisiejszej trasie. Asfalt sięga tym razem do wysokości 620 m n.p.m., a następnie przechodzi w szeroką, wyjeżdżoną drogę gruntową. Podchodzę teraz fragmentem wschodniego zbocza Magurki, której to szczyt jest najwyżej położonym punktem w granicach miasta Sucha Beskidzka.



Zbieg do Suchej Beskidzkiej
W ten sposób, pół kilometra od opuszczenia ostatnich zabudowań, na poziomie ok. 700 m n.p.m. docieram do samego końca niebieskiego szlaku turystycznego. Do Suchej Beskidzkiej wracam szlakiem czerwonym, noszącym dumne miano najstarszego polskiego szlaku w Beskidach Zachodnich. Tak się bowiem składa, że trasę wyznakowano już w 1906 roku, a jej twórcą był Hugo Zapałowicz – założyciel Oddziału Babiogórskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Makowie Podhalańskim oraz inicjator budowy schroniska na Markowych Szczawinach. Szlak łączy Suchą Beskidzką z Zawoją, umożliwiając rozpoczęcie wyprawy na Królową Beskidów wprost po wyjściu z pociągu. Poza tym, szlak nosi imię Mariana Wnuka, kolejnego zasłużonego działacza PTTK.
Ze szlaku odbijam kilometr później, skręcając w asfaltową ulicę Podksięże. Na przestrzeni najbliższych dwóch kilometrów beztrosko zbiegam, nieco zaskoczony bardzo istotnym nachyleniem terenu. W tenże sposób, szybko obniżam się z wysokości ok. 600 m n.p.m. do poziomu centrum miasta i nadrzecznego parkingu (ok. 330 m n.p.m.). Przy samochodzie melduje się w kilka minut po godzinie 12. Podsumowując zatem, bieg zajmuje mi ok. 2,5 godziny, co, jak na całkiem istotną ilość przewyższeń, uznaje za wynik bardzo dobry. Za kółko siadam więc z podwójną satysfakcją: z jednej strony – bardzo dobry trening, z drugiej – szansa na odkrycie całkiem nowych, bardzo przyjemnych obszarów Beskidu Makowskiego i Żywieckiego.
Data wycieczki: 4 kwietnia 2026 roku
Statystyki wycieczki: 21 km; 700 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.


