Trekking z Mestii do Adishi przez grzbiet Zuruldi [Swanetia dzień 2]

Pośród kaukaskich łąk, 27 km od centrum Swanetii, ukryta jest niewielka wioska Adishi. Położona na wysokości 2 040 m n.p.m. stanowi wspaniałe miejsce do aklimatyzacji przed zdobywaniem okolicznych trzy- i czterotysięczników. Wioska w 2014 roku liczyła 44 stałych mieszkańców, toteż większą część przebywających tam ludzi stanowią turyści. To miejsce, gdzie czas się jakby zatrzymał. Walące się budynki, włóczące się wszędzie zwierzęta, brak sklepów, brud, chłód i górujące nad tym wszystkich Tetnuldi (4 858 m n.p.m.) sprawiają, że to wioska magiczna, ale ponura i jakby smutna. Adishi stanie się dla mnie celem pierwszego odcinka trekkingowej pętli po Swanetii. Iść będziemy z Mestii, stolicy regionu. Zapraszam na relację!

Spis treści

  1. Adishi – najważniejsze informacje
  2. Krótko o trekkingu Mestia – Ushguli
  3. Z Mestii na Hatsvali (1 870 m n.p.m.)
  4. Z Hatsvali na grzbiet Zuruldi
  5. Trekking przez grzbiet Zuruldi
  6. Podejście do Tetnuldi Ski Lift
  7. Z Tetnuldi Ski Lift do Adishi
  8. Wioska Adishi
  9. Mapa wycieczki

Adishi – najważniejsze informacje

  • Adishi to miejscowość położona na szlaku z Mestii do Usghuli, często odwiedzana przez piechurów wyprawiających się na dłuższe trekkingi po Swanetii.
  • W Adishi bez problemu można zarezerwować noclegi przez znane portale internetowe. My zrobiliśmy to z dnia na dzień, w samym środku sezonu.
  • W wiosce nie ma sklepu, więc warto wybrać opcję noclegu z wyżywieniem.
  • W Adishi można wypożyczyć konia i odbyć wycieczkę po miasteczku i okolicach. Inną atrakcją jest tutejszy bar Tetnuldi z lokalną muzyką (i gruzińskimi wersjami znanych angielskich hitów) serwujący kilka dań, napojów oraz chacha (tutejszy mocny alkohol z winogron).
  • Popularny wariant trekkingu przez Swanetię obejmuje przejście pierwszego dnia z Mestii do miejscowości Tsvirmi i drugiego dnia z Tsvirmi do Adishi, pokonując codziennie ok. 15 km. Jest to wersja najprostsza, wiodąca drogą gruntową i pozwalają na ominięcie najwyższych partii grzbietu Zuruldi.
  • Drugą opcją jest wybranie szlaków przebiegających na północ od głównej drogi przez miejscowości Mulakhi, Cholashi i Chvabiani. W takim przypadku jednodniowa wędrówka do Adishi zajmie 23 kilometry i będzie wiązała się z konieczności pokonania 1 400 metrów różnicy wysokości.
  • Najbardziej wymagającą opcją jest przejście z Mestii do Adishi przed grzbiet Zuruldi jednego dnia, nie schodząc po drodze do Tsvirmi. Trasa liczy wówczas ok. 27 km i ponad 1700 metrów przewyższenia. To właśnie ten wariant zostanie przybliżony w niniejszym wpisie.

Krótko o trekkingu Mestia – Ushguli

Swanowie zamieszkiwali regiony północno-zachodniej Gruzji od pierwszych wieków naszej ery, ale niestety niewiele wiemy na temat ich historii. Podejrzewa się, że mogą być potomkami sumeryjskich niewolników. Przez wiele wieków żyli oni w odizolowaniu od jakichkolwiek innych wpływów, kształtując swoją własną kulturę, język i niezwykle zawzięty charakter. Obecne wioski dawniej składały się z kilku odrębnych przysiółków poszczególnych rodów, które toczyły pomiędzy sobą zażarte walki. Wspomnieniem owej niezgody są wieżyczki militarne, których pełno jest w całej Swanetii. Pomiędzy poszczególnymi rodzinnymi przysiółkami zaczęto budować domostwa, co doprowadziło do powstania wiosek. Najbardziej znaną z nich jest Ushguli – osada położona na wysokości 2 100 m n.p.m. Jeszcze przed kilkoma laty dotrzeć tu można było jedynie pieszo bądź terenowymi samochodami. Obecnie droga z Mestii do Ushguli jest już betonowa i przejezdna dla standardowego samochodu.

Niemniej jednak, słynna trekkingowa trasa pomiędzy miasteczkami nadal stanowi cel turystyczny dla wielu miłośników gór i dzikiej przyrody. W najbardziej typowej wersji obejmuje ona 3 dni trekkingu z noclegami pod namiotem lub w niewielkich wioskach po drodze (szczególnie Tsvirmi, Adishi, Iprari). Posiadając dobrą kondycję, istnieje możliwość skrócenia wędrówki do 2 dni i wykorzystania dodatkowego czasu na bonusowe trekkingi z Mestii bądź Ushguli. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję. Pierwszego dnia wyprawiliśmy się nad jeziora Koruldi, co opisałam w moim poprzednim wpisie. Drugiego ruszyliśmy w drogę z Mestii do Adishi, o czym przeczytacie za chwilę. Do Ushguli dotarliśmy natomiast dnia trzeciego.

Z Mestii na Hatsvali (1 870 m n.p.m.)

Dzień zaczynamy bardzo obfitym śniadaniem w naszej noclegowni w jednej ze swaneckich wieżyczek w północnej części Mestii. Po jedzeniu, nieco ociężali, ale szczęśliwi, zarzucamy plecaki na ramiona i ruszamy na pierwszy etap wędrówki do Ushguli. Pierwszy kilometr to spacer przez Mestię. Szlak zaczyna się bowiem po jej południowej stronie, kawałek od naszego noclegu. Od samego początku trekkingu, nachylenie terenu jest znaczne: na dystansie 5 kilometrów do zrobienie mamy aż 900 metrów różnicy wysokości. Z początku podchodzimy asfaltową drogą, później – szeroką ścieżką gruntową, biegnącą przez las.

mestia
Mestia i charakterystycznymi swaneckimi wieżyczkami.

W Gruzji szlaki widoczne są w zasadzie tylko na mapie. Nie ma znaków namalowanych farbą na drzewach czy kamieniach. Ścieżki są jednak bardzo wyraźne i nie ma tu wielu odnóg, które mogłyby zwieść nas z właściwego kierunku. Regularnie widzimy również drewniane drogowskazy turystyczne kierujące na Mestię i Hatsvali. Nas interesuje ta druga destynacja, chociaż przyznam, że w tamtym momencie nazwa ta była mi obca. Jak się jednak później okazało, jest punt pośredni pomiędzy Mestią a grzbietem Zuruldi.

szlak mestia zuruldi
Szlak jest bardzo dobrze widoczny i wiedzie tu głównie przez las.

Po nieco ponad godzinie docieramy do polanki Hatsvali (ok. 1 930 m n.p.m.), na której pasą się konie. Jest tu również duża restauracja, która w tamtym momencie jest zamknięta. Bardzo możliwe, że otwierają ją jedynie w sezonie zimowym. Polanka owa jest bowiem stacją pośrednią kolejki linowej należącej do Zuruldi Ski Lift.

Poza restauracją na polance znajdujemy inne cudo – przeogromne huśtawki skierowane prosto na znane nam z wczorajszego dnia rogacze – Uszbę Południową (4 710 m n.p.m.) oraz Północną (4 697 m n.p.m.). Uwierzcie, że wolność jaką czuje człowiek huśtając się na kaukaskiej łące, z widokiem na gruzińskie czterotysięczniki, gdzie jedyną żywą duszą są konie w oddali, jest naprawdę nie do opisania. Do tego można tu zrobić kilka naprawdę dobrych zdjęć 😉

hatsvali
Widok z polany Hatsvali.

Z Hatsvali na grzbiet Zuruldi

Mocno rozweseleni huśtawką ruszamy dalej. Przed nami najbardziej nachylona część dzisiejszej trasy. Przechodzimy przez polankę i rozpoczynamy bardzo mozolne zdobywanie wysokości – serpentynami pod kolejką linową. Na szczęście wyciąg jeszcze nie ruszył (startuje dopiero o 10), więc cieszymy się błogą ciszą, zakłócaną jedynie okazjonalnym bzyczeniem owadów.

Na szlaku nie spotykamy nikogo. Nie można się tu zgubić, bo ścieżka jest szeroka i oczywista. Za naszymi plecami, cały czas czaruje widok na Uszby i okoliczne trzytysięczniki. Na poboczach możemy natomiast podziwiać coraz gęstsze zarośla i nietypowe kwiaty, które zachwycają bujnością i bogactwem kolorów.

Po kolejnej godzinie marszu docieramy na wysokość nieco ponad 2 300 m n.p.m., na której znajduje się stacja górna kolejki. Tutejsza restauracja jest już otwarta. Na szczyt docierają także pierwsi turyści – kolejka linowa rozpoczęła pracę. Zatrzymujemy się na platformie widokowej na dłuższą przerwę i solidne drugie śniadanie. Podziwiać tu możemy całą panoramę ośnieżonych gigantów, więc łatwo się zasiedzieć.

zuruldi ski lift
Widoki ze stacji górne kolejki Zuruldi

Trekking przez grzbiet Zuruldi

Ze stacji górnej kolejki linowej obieramy kierunek zachodni. Po trzech kilometrach łagodnego trekkingu (raptem 120 metrów różnicy wysokości) docieramy na Mentashi (2 472 m n.p.m.). Wprawdzie jest to najwyższy szczyt Zuruldi, ale w mojej ocenie to sam spacer granią jest tutaj największą atrakcją. Ów wierzchołek pozostaje w pamięci, bo przez umieszczone tam przeogromne anteny przypomina sceny science-fiction. Nie zachwyca jednak urodą i wybitnymi widokami.

zuruldi szlak
Ścieżka wiodąca grzbietem Zuruldi.
Mentashi
Widok na najwyższy szczyt grzbietu – Mentashi.

Przez grzbiet biegnie wyraźna ścieżka. Drzewa wokół rzucają przyjemny cień, bardzo pożądany, bo silne słońce wzeszło już wysoko ponad horyzont. Z Mentashi do szczytu Zuruldi (2 332 m n.p.m.) mamy około 3 kilometrów. Maszerując, bardzo często trafiamy na prześwity czy łąki, które ujawniają wspaniałe widoki. W pewnym momencie naszym oczom ukazuje się gwiazda wczorajszego wieczoru – Tetnuldi (4 858 m n.p.m.). Od tej pory będzie towarzyszyć już niemal w każdej następnej panoramie. 

tetnuldi
Tetnuldi z całą swą potęgą

Szczyt Zuruldi jest ostatnim wierzchołkiem grani, a za nim zaczyna się strome zejście. Tracąc około 400 metrów przewyższenia docieramy do ogromnej polany z drogowskazem. Idąc w prawo można dojść do Tsvirmi – wioski oferującej noclegi dla osób dzielących trasę na dwie części. My natomiast idziemy w lewo – od razu w kierunku Adishi.

zuruldi widok
Widoki ze szczytu Zuruldi
zuruldi szczyt
Odpoczynek na szczycie Zuruldi
Tsvirmi
Widok na Tsvirmi

Podejście do Tetnuldi Ski Lift

Po ok. dwóch kilometrach od ostatniego rozdroża docieramy do asfaltowej jezdni, którą przecinamy i wchodzimy na szeroką, żwirową drogę dojazdową do ośrodka narciarskiego u stóp Tetnuldi. Jest to raczej mało urokliwa droga – rzadko mamy przed sobą jakieś widoki, bo drzewa na poboczach są zbyt wysokie. Jeśli jednak coś już się nam pojawi to jest to nasza znana gwiazda – Tetnuldi.

tetnuldi
Gwiazda dzisiejszego dnia (i całego wyjazdu)

Jest już południe i słońce praży koszmarnie, a nasze zapasy wody są na wyczerpaniu. Na nudnawej ścieżce nie jest też zupełnie płasko, bo na czterech kilometrach zdobywamy prawie 400 metrów różnicy wysokości. Mimo niskich morale, staram się dzielnie brnąć do przodu, a moją jedyną siłą napędową jest marzenie o znalezieniu chociaż jednego otwartego baru przy dolnej stacji kolejki.

Tetnuldi Ski Lift wygląda na wymarły. Nie jest czynny w sezonie letnim nawet do celów turystycznych. Na szczęście ostatnia z mijanych przez nas budynków okazuje się otwartym barem. Z niesamowitą ulgą raczymy się zimną wodą, piwem i talerzem świeżych owoców.

tetnuldi ski lift
Dolna stacja kolejki Tetnuldi Ski Lift
tetnuldi ski lift
Nasz ratunek

Najbardziej ambitna wersja wycieczki obejmowała odbicie ze stacji dolnej na szczyt Sgimizuki 3 183 m n.p.m. Jest on poza szlakiem, ale stanowi stacje górną kolejki, więc droga na wierzchołek jest bardzo dobrze widoczna. Z bólem serca rezygnujemy jednak z tego wariantu ze względu na odwodnienie, zmęczenie i wiele dni wędrówki, jakie nas jeszcze czekają. Zamiast tego podziwiamy z dołu ośnieżony wierzchołek Tetnuldi. Wspinaczka drogą klasyczną na ten szczyt obejmuje ponoć trudności do UIAA II+ wraz z przejściem przez lodowiec Nagebi. Nieśmiało w głowie zaczyna kwitnąć mi marzenie, by pewnego dnia stanąć na tej śnieżnej piramidzie. To jednak pieśń przyszłości. Obecnie ruszamy szlakiem w stronę Adishi.

Z Tetnuldi Ski Lift do Adishi

Z Tetnuldi Ski Lift podchodzimy na wysokość ok. 2 400 m n.p.m. Następnie odbijamy w prawo, ruszamy trawersem po kaukaskiej łące, a potem stromo w dół do wioski Adishi. Roślinność jest tutaj absolutnie zachwycająca. Ścieżka jest wąska i co chwile musimy odgarniać sprzed twarzy tutejszą florę. Takiego bogactwa kwiatów nie widziałam jeszcze nigdy w życiu. Co i rusz napotykamy również coś, co przypomina barszcz Sosnowskiego. Nie wiem, czy roślina jest niebezpieczna, ale staram się ją za każdym razem ostrożnie omijać.

adishi szlak
Odbicie spod kolejki w stronę Adishi jest oznakowane.

Od stacji dolnej kolejki mamy do Adishi około 7 kilometrów, z czego większość trasy prowadzi w dół. Przyznam szczerze, że droga dłuży mi się niemiłosiernie, mimo całego piękna. Ścieżka wiedzie przez gęsty las. Pobocza porastają różnokolorowe kwiaty. Na drodze pojawia się też strumień, który przekraczamy po drewnianej kładce. Z każdym krokiem ubywa widoków, ale nie uroków. Mimo wszystko, zmęczenie daje się już ostro we znaki, a końca trasy nie widać.

adishi szlak
Dobrze widoczny i bardzo kwiecisty szlak z Tetnuldi Ski Lift do Adishi
adishi szlak
adishi szlak

Po około dwóch godzinach, w końcu wychodzimy z lasu na ogromną łąkę. Jeszcze kilkanaście minut i naszym oczom ukazuje się z lekka waląca się wioska poniżej. Ku naszej uciesze zaraz obok szlaku pasą się również przepiękne konie i źrebię. Jeszcze kilka minut stromą ścieżką i wchodzimy pomiędzy zabudowania wioski.

adishi szlak
To już blisko! I nawet są koniki.
adishi
Upragniony widok na cel dzisiejszej wędrówki – Adishi

Wioska Adishi

Adishi to bardzo niewielka wioska położona u stóp Tetnuldi. Kilka kilometrów na wschód od osady znajduje się lodowiec Adishi wraz ze szczytem o tej samej nazwie (43 06 m n.p.m.). Sama wioska położona jest na wysokości 2 040 m n.p.m.

Przyznam, że nie mam dobrych wrażeń o tej wiosce, aczkolwiek wynikało to w dużej mierze z faktu, że trafiliśmy na wyjątkowo niemiłą gospodynię. Zabudowania wioski dosłownie się walą. Na mapie zaznaczony jest jeden sklep, który jednak okazał się zamknięty. Pożywić mogliśmy zatem wyłącznie w jednej z może dwóch istniejących tam baro-kawiarni – Cafe Tetnuldi.

adishi
Większa część Adishi to walące się budynki
cafe tetnuldi
Niesamowicie klimatyczna kawiarenka

Miejsce to miało naprawdę unikatowy, nieco hippisowski charakter. Gdyby nie fakt, że to dopiero początek naszej wymagającej podroży, może skusilibyśmy się na kilka kieliszków mocnej chacha, by lepiej poczuć ten klimat.

Niemal każdy budynek mieszkalny w Adishi oferuje nocleg, a miejsc było pod dostatkiem nawet w środku sezonu. Zakładam, że jest to główne źródło utrzymania dla tutejszej ludności. Nasz pokój okazuje się przerobionym pokojem dziecięcym. Na ścianach możemy nawet podziwiać arcydzieła małych artystów. Nie mieliśmy w pokojach gniazdek kontaktowych, a nawet światła. Zasięg również mocno tu przerywał. Niewątpliwie więc, Adishi doskonale wpisuje się w nieco dziki, chaotyczny klimat Gruzji.

W ten sposób kończy się nasz drugi dzień pobytu w Swanetii. Dzisiejszy trekking obfitował w piękne krajobrazy, ale był i również niesamowicie wymagający kondycyjnie. Następnego dnia kontynuować będziemy naszą gruzińską wycieczkę, wyruszając z Adishi to kolejnej swaneckiej wioski – wspomnianej już przeze mnie Ushguli.

Data wycieczki: 23 lipca 2025 roku

Statystyki wycieczki: 30 km; 1 910 metrów różnicy wysokości

Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Mapa wycieczki

Posts created 4

2 thoughts on “Trekking z Mestii do Adishi przez grzbiet Zuruldi [Swanetia dzień 2]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top