O Wierchu, ty Wierchu Lodowy
I znowu się zwracam do ciebie,
Olbrzymie, rozbłękitniony
Na tym błękitnym niebie.
Jan Kasprowicz, Księga Ubogich XV
Od dziesięcioleci Lodowy Szczyt zachwyca i inspiruje kolejne pokolenia artystów, przyrodników i taterników. Chętnych na zapoznanie się z jego majestatem nie brakuje, dlatego pomimo położenia poza jakimkolwiek znakowanym szlakiem turystycznym, góra jest popularnym celem wycieczkowym. O tym, żeby zrealizować marzenie o Lodowym pomyślałem w pewien jesienny piątek, zaraz po zdaniu ważnego dla mnie egzaminu. Czy istnieje bowiem lepsza forma nagrody niż wyprawa na tak przepiękną górę? Wszystkie prognozy zapowiadały na sobotę igiełkę, więc… nie ma wymówek, trzeba jechać! Wielka przygoda wzywa!
SPIS TREŚCI:
- Lodowy Szczyt – informacje ogólne
- Z Tatrzańskiej Leśnej do Doliny Pięciu Stawów Spiskich
- Wejście na Lodowy Szczyt przez Lodowego Konia
- Lodowa Grań i Lodowa Kopa
- Lodowa Przełęcz – zejście
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Lodowy Szczyt – informacje ogólne
- Lodowy Szczyt ma 2 628 m n.p.m., co czyni go trzecim co do wysokości szczytem Tatr oraz całych Karpat. Góra jest także jednym z czternastu szczytów, wchodzących w skład Wielkiej Korony Tatr.
- Lodowy Szczyt położony jest w całości po słowackiej części Tatr i nie prowadzi na niego żaden znakowany szlak turystyczny. Jest to o tyle istotne, że chodzenie poza szlakiem w słowackich Tatrach jest teoretycznie zabronione i karane mandatami przez strażników parku.
- Swoją nazwę Lodowy Szczyt najpewniej zawdzięcza długo utrzymującym się polom lodu i śniegu.
- Normalna droga na Lodowy Szczyt wiedzie przez Ramię Lodowego oraz przez Lodowego Konia (szlak opuszczamy w tym wypadku w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich, nieco nad schroniskiem Teryho chatą). Wariant jest łatwy nawigacyjnie i w większości nietrudny technicznie – jedynie przejście słynnego Lodowego Konia wyceniane jest na trudność I/II. Droga ta zostanie opisana w niniejszym wpisie jako wariant wejściowy.
- Druga popularna droga na Lodowy Szczyt wiedzie z Lodowej Przełęczy przez Lodową Kopę (I) oraz granią z Lodowej Kopy na Lodowy Szczyt (II). Ten wariant jest znacznie bardziej ekscytujący, ale też dużo trudniejszy. W tym wpisie zostanie opisany jako wariant zejściowy.
- W tym wpisie zostaną opisane jedynie dwa najłatwiejsze warianty wejścia na Lodowy Szczyt, ale wytyczonych jest ich oczywiście znacznie więcej. Przykładowo, Lodowy Szczyt jest możliwy do zdobycia również od strony południowej tj. od Doliny Jaworowej. W tym wariancie wspinamy się Sobkowym Żlebem, a droga wyceniana jest na II w skali tatrzańskiej.
- Co ciekawe, w 1843 roku właśnie od południa Lodowy Szczyt osiągnęli jego pierwsi udokumentowani zdobywcy: irlandzki alpinista John Ball w towarzystwie Wilhelma Richtera, trzech myśliwych z Jurgowa oraz jednego nieznanego z nazwiska Polaka. Autorzy dziewiczego wejścia podchodzili Doliną Jaworową, a następnie Sobkową Granią. Pierwszego zimowego wejścia dokonał natomiast zawodowy żołnierz Theodor Wundt wraz z przewodnikiem Jakobem Horvayem 28 grudnia 1891 roku.
- A na koniec wstępu jeszcze mała ciekawostka historyczna! W 1938 roku Polacy wymogli na Czechosłowacji korektę granic państwowych, na mocy której do Polski trafiła część Śląska Cieszyńskiego, Orawy oraz… fragment Tatr Wysokich. Lodowy Szczyt stał się wówczas szczytem granicznym, a zarazem najwyższym szczytem Polski. Po II wojnie światowej zdecydowano się powrócić do dawnej granicy, sprzed korekty z 1938 roku.
Z Tatrzańskiej Leśnej do Doliny Pięciu Stawów Spiskich
Około godziny 7:30 zajeżdżamy do miejscowości Tatrzańska Leśna na Słowacji (ok. 900 m n.p.m.). Auto zostawiamy na bezpłatnym parkingu w zatoczce przy Drodze Wolności (współrzędne: 49.1521625N, 20.2610000E). Obieramy żółty szlak turystyczny, biegnący wzdłuż szumiącego potoku Zimna Woda (Studený potok). Spacer jest bardzo satysfakcjonujący, ponieważ Dolina Zimnej Wody w jesiennej odsłonie prezentuje się wprost prześlicznie. Uroku temu miejscu dodaje Długi Wodospad (Dlhý vodopád), któremu możemy przyjrzeć się dokładniej dzięki pobudowanym tutaj platformom widokowym. Długi Wodospad to tak naprawdę ciąg kilku kaskad, którymi Zimna Woda spada w wąskim, kamienistym korycie. Wedle legendarnego przewodnika Józefa Nyki, efekt ten zawdzięczamy przerżnięciu się rzeki przez skalne moreny, utworzone przez zsuwające się niegdyś z wyższych partii Tatr lodowce.
4 kilometry po opuszczeniu Tatrzańskiej Leśnej, na wysokości ok. 1250 m n.p.m., kończy się żółty szlak turystyczny. Dalej idziemy niebieską trasą, aby już w parę minut później zameldować się przy Rainerowej Chacie. Budynek wygląda niepozornie, ale warto poświęcić mu chwilę uwagi. Został on bowiem zbudowany w 1865 roku, co czyni go najstarszym zachowanym schronem turystycznym w Tatrach. Dzisiaj Rainerowa Chata nie oferuje już noclegów, ale nadal działa tam niewielki bufet.
200 metrów za Rainerową Chatą wchodzimy na szlak czerwony, fragment Magistrali Tatrzańskiej. Odcinek ten określiłbym mianem szlakowej autostrady: równo ułożone kamienie, niewielkie nachylenie oraz mnóstwo ludzi do omijania. Dużym plusem jest przepiękny widok w kierunku południowym na dolne partie Doliny Staroleśnej oraz Doliny Zimnej Wody. Z mostku nad potokiem Mała Zimna Woda można natomiast podziwiać przepiękny Wodospad Olbrzymi.





Magistrala Tatrzańska doprowadza nas do Schroniska Zamkovskiego (1475 m n.p.m.), gdzie robimy sobie krótką przerwę na uzupełnienie zapasów energii. Następnie idziemy już zielonym szlakiem turystycznym ku wyższym partiom Doliny Zimnej Wody. Na tym etapie nadal podążamy starannie ułożonym, kamiennym chodnikiem. A wokoło? Wokoło jest wprost przepięknie. Połączenie kosówki, jesiennej trawy, potężnej ściany Pośredniej Grani oraz bezchmurnego nieba tworzy jeden z najpiękniejszych pejzaży, jakie dane mi było oglądać w Tatrach.


Dwa kilometry za schroniskiem Zamkovskiego rozpoczynamy pierwsze wymagające podejście dzisiejszego dnia – podejście na próg polodowcowy, na którym położona jest Dolina Pięciu Stawów Spiskich. Szlak na tym etapie staje się nieco węższy, co nieco utrudnia nam wyprzedzanie licznych w tym miejscu turystów. Krok po kroku, wędrując zakosami, nabieramy tutaj ponad 350 metrów wysokości. Podczas podejścia naszą uwagę zwraca słynna Żółta Ściana, na której znajdują się jedne z najtrudniejszych tatrzańskich dróg wspinaczkowych.
Przy schronisku Téryego (Téryho chata) meldujemy się o godzinie 10.20. Budynek położony jest na wysokości 2 015 m n.p.m., co czyni go najwyżej położonym całorocznym schroniskiem w całych Tatrach. Sprzed schroniska roztacza się niesamowity widok na dziesiątki poszczerbionych szczytów (w tym na pięć kolosów z Wielkiej Korony Tatr – Pośrednią Grań, Łomnicę, Durny Szczyt, Baranie Rogi oraz oczywiście na Lodowy Szczyt). A skoro Dolina Pięciu Stawów Spiskich, to mamy też oczywiście morenowe jeziora. Bezpośrednio przy schronisku leżą stawy Mały, Pośredni i Niżni, a kawałek wyżej Wielki i Zadni. Przy dzisiejszej pogodzie wszystko to wygląda fenomenalnie, prawdziwa uczta dla zmysłów. Stoję, patrzę i jedyne co mam w głowie to wielkie „wow”. A nawet nie jesteśmy jeszcze tak wysoko…





Wejście na Lodowy Szczyt przez Lodowego Konia
Odbicie ze szlaku turystycznego na ścieżkę wiodącą na Lodowy Szczyt znajduje się dosłownie pół kilometra od schroniska Teryego, zaraz przy Wielkim Stawie Spiskim. Prawdę mówiąc, za rozejściem nie musimy się nawet specjalnie rozglądać: wyraźnie wydeptana ścieżka jest doskonale widoczna ze szlaku. Upewniamy się jeszcze, że żaden strażnik parku nie czyha na nas za kamieniem i cyk! rozpoczynamy najlepszą część dzisiejszej wycieczki.
Idąc wyraźną i wykopczykowaną ścieżką od lewej strony obchodzimy Wielki Staw Spiski oraz rozpoczynamy podejście na wyższe partie Doliny Zimnej Wody. Przez kilkaset metrów wędrujemy mało stromym, kamienisto-trawiastym terenem. Ścieżka momentami robi się mniej wyraźna, ale dzięki wspaniałej widoczności kierunek marszu przez cały czas jest dosyć oczywisty. Nieco trudniej robi się dopiero wówczas, gdy obrany przez nas wariant zaczyna przechodzić bezpośrednio przez spore rumowisko skalne (a mówiąc prościej: przez grupę wielkich, granitowych kamlotów). W takich miejscach staram się zachowywać pełną koncentrację, ponieważ skały nierzadko się chwieją, a jeden głupi krok mógłby zakończyć się przykrą kontuzją.



Po pokonaniu rumowiska skalnego, teren nie staje się o wiele bardziej przyjazny. Idziemy teraz po podłożu złożonym z tysiąca niewielkich, sypkich kamyczków (a więc po czymś co zwykłem nazywać „kamyczkadą”). Obranie właściwego kierunku nie jest zbyt trudne, ponieważ ścieżka na powrót staje się dosyć dobrze widoczna. Nawigację ułatwia także to, że znajdujemy się na popularnym pozaszlaku i zarówno przed nami, jak i za nami widzimy sporo ludzi.
Podchodzenie po sypkich kamyczkach bywa mozolne i irytujące, ale generalnie nie sprawia nam większych problemów. Po kilkunastu minutach ścieżka doprowadza nas do charakterystycznego miejsca, w którym należy okrążyć opadającą do doliny wschodnią ścianę Lodowego Szczytu oraz rozpocząć właściwe podejście na przełęcz Ramię Lodowego. W tym momencie warto zresztą przystanąć i na chwilę się obrócić, ponieważ Dolina Pięciu Stawów Spiskich prezentuje się z góry wręcz obłędnie.



Podejście na Ramię Lodowego jest najbardziej wymagającą kondycyjnie częścią dzisiejszej wycieczki. Na dystansie ok. 0,5 kilometra do zrobienia jest tutaj ok. 300 metrów różnicy wysokości. Na tym etapie nie ma już jednej właściwej drogi – w górę zbocza biegnie co najmniej kilka wydeptanych ścieżek. Każda z nich jest zresztą niewygodna i wymaga zachowania pełnej koncentracji. Nie chodzi jednak o trudności stricte wspinaczkowe (według Andrzeja Marcisza mamy tutaj 0+/I), a raczej o konieczność poruszania się po sypkim, niepewnym podłożu, które zdaje się uciekać spod nóg. Podejście nie należało do najprzyjemniejszych w moim życiu, ale nie było też tragedii – ot, trzeba tam trochę bardziej uważać oraz zachowywać szczególną ostrożność podczas mijania się ze schodzącymi turystami.

Na przełęczy Ramię Lodowego (ok. 2 500 m n.p.m.) meldujemy się o godzinie 12.00, a więc ok. półtorej godziny po opuszczeniu schroniska Teryego. Krótki odcinek graniowy na Lodowy Szczyt widać stąd już w całej krasie. Graniowy fragment okazuje się być dosyć prosty i pokonujemy go znacznie szybciej niż można byłoby zakładać. Zaledwie 10 minut po opuszczeniu Ramienia Lodowego jesteśmy już w najsłynniejszym miejscu całej drogi – na Lodowym Koniu (2 585 m n.p.m., trudność I/II). Jest to tak naprawdę odcinkowe przewężenie grani, którego nazwa wzięła się od najpopularniejszego sposobu na jego pokonanie – okrakiem. Uczciwie Wam powiem, że mam problem z opisaniem tego miejsca. Internet pełny jest bowiem dramatycznych opisów, w których przejście przez Lodowego Konia rysuje się jako wspinaczkowe osiągnięcie na miarę wyczynów Adama Ondry. Dla mnie natomiast ten słynny fragment grani okazał się… dosyć zwyczajny. Ot, kilka uważnych ruchów i po całym zamieszaniu. Martyna ma podobne odczucia – na Lodowego Konia wpakowała się zresztą jako pierwsza, a jego sforsowanie zajęło jej niespełna minutę. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że dla osób z lękiem wysokości potężna przepaść zionąca po obu stronach Lodowego Konia może być barierą nie do przejścia.



Ostatnie fragmenty graniowego podejścia i mamy to! O godzinie 12.30, dziesięć minut po opuszczeniu Lodowego Konia i dwie godziny po wyjściu ze schroniska Teryego, meldujemy się na Lodowym Szczycie. Tam też urządzamy sobie zasłużoną przerwę, opróżniając plecaki z wszelkich dostępnych smakołyków. Widoki mamy dzisiaj obłędne. W całej okazałości widzimy m.in. Tatry Bielskie na północy, Baranie Rogi, Kieżmarski Szczyt i Łomnicę na wschodzie czy też połyskującego na południowym zachodzie Gerlacha.


Lodowa Grań i Lodowa Kopa
Na szczycie Lodowego w ogóle nie czuć, że jesteśmy poza szlakiem. Ludzi przewija się sporo – przychodzą zarówno pojedynczo, jak i w większych grupach wraz z przewodnikiem. Nie muszę chyba dodawać, że pomimo że jesteśmy na Słowacji, zdecydowana większość turystów na szczycie to nasi rodacy. Kiedy ludzi na wierzchołku robi się już odrobinę za dużo, decydujemy się na wyruszenie w drogę powrotną. Początkowo planowaliśmy schodzić tą samą drogą, a więc przez Lodowego Konia. Na szczycie nasza decyzja uległa jednak zmianie. Lodowa Grań prezentuje się bowiem przepięknie, pomimo późnej pory (koniec października) skała jest całkowicie sucha, a schodzenie po kamyczkowym zboczu do Doliny Pięciu Stawów Spiskich nie wydaje nam się przesadnie atrakcyjne.

Decyzja o przejściu przez Lodową Grań na Lodową Kopę okazuje się strzałem w dziesiątkę. Droga dostarcza nam bowiem mnóstwo satysfakcji i takiej zwyczajnej górskiej frajdy. Wedle przewodnika Andrzeja Marcisza, trudności na grani dochodzą do stopnia II w skali tatrzańskiej. No i faktycznie, nasze umiejętności wspinaczkowe kilkukrotnie okazują się być tutaj bardzo pomocne. Do przejścia jest bowiem kilka zaostrzonych turniczek i zwodniczych szczerbin, co wymaga zachowania pełnego skupienia oraz umiejętnego szukania (i znajdowania) dobrych chwytów i stopni.
Na jednej z pierwszych eksponowanych turniczek dogania nas Michał, którego poznaliśmy na szczycie. Twierdzi, że grań napędziła mu w pierwszą stronę nieco strachu i w drodze powrotnej wolałby pokonywać ją w naszym towarzystwie. Jasne, nie mamy nic przeciwko! Trzymamy się więc teraz w trójkę, uważnie się nawzajem kontrolując oraz, w miarę potrzeby, instruując.



Na Lodowej Kopie (Malý Ľadový štít, 2 605 m n.p.m.) meldujemy się o godzinie 13.20, a więc zaledwie 20 minut po opuszczeniu Lodowego Szczytu. Humor nam dopisuje, bo graniowe przejście było przeżyciem być może dosyć krótkim, ale bardzo intensywnym. Lodowa Grań jest zresztą najtrudniejszą rzeczą, jaką dotychczas zrobiliśmy w Tatrach. Martyna na gorąco mówi nawet, że to przejście jest najprawdopodobniej limitem tego, co mogłaby zrobić bez stosowania asekuracji.

Kierunek zejścia z Lodowej Kopy w kierunku Lodowej Przełęczy pokazuje nam Michał. Okazuje się, że jest ono strome, skaliste i zwodnicze… No cóż, nasz chleb powszechni. W dolnej części zejścia głównym wyzwaniem stały się natomiast ponownie niewielkie, sypkie kamyczki. Schodzimy więc uważnie, nie chcąc sobie czegoś wykręcić na ostatnich metrach pozaszlakowej eskapady.




Lodowa Przełęcz – zejście
Do Lodowej Przełęczy (2 372 m n.p.m.) docieramy ok. godziny 13.50. Lodowa Przełęcz oddziela Lodową Kopę od Małego Lodowego Szczytu (Široká veža) oraz jest najwyżej położoną tatrzańską przełęczą, na którą prowadzi znakowany szlak turystyczny. Wokoło jest dosyć mrocznie: zarówno Dolina Jaworowa na zachodzie, jak i Dolinka Lodowa na wschodzie prezentują się z tej perspektywy surowo i nieco przytłaczająco. Na przełęczy przystajemy więc tylko na chwilę i ruszamy w drogę powrotną do schroniska Teryego.
Z Lodowej Przełęczy schodzimy zakosami piarżystym, sypkim żlebem, miejscami ubezpieczonym łańcuchami. Teren jest stromy, dlatego wysokość tracimy dosyć sprawnie. W oczy rzuca się nam niewielkie jeziorko – Lodowy Stawek (Modré pleso), najwyżej położone stałe jezioro w całych Tatrach (2 189 m n.p.m.). 700 metrów po opuszczeniu przełęczy szlak zielony łączy się ze szlakiem żółtym i schodzi do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. W ten sposób, kwadrans przed godziną 15, docieramy z powrotem do schroniska Teryego. Zamawiam sobie zasłużoną Kofolę i z lubością piję ją na zewnątrz, delektując się niesamowitym widokiem na otaczające nas szczyty. Martyna bierze natomiast grzane wino, o którym zresztą mówiła od dobrych kilkunastu kilometrów. Ah, jaki to był wyborny dzień… Jaka to była przepiękna góra…
Mniej więcej o 15.30 żegnamy się z Michałem, który zostaje w schronisku Teryego. My natomiast ruszamy w drogę powrotną do Tatrzańskiej Leśnej taką samą drogą, jaką żeśmy tutaj przyszli. W zatoczce przy Drodze Wolności meldujemy się ok. godziny 17.30. Cała akcja górska trwała więc nieco ponad 10 godzin co, nie ukrywajmy, mocno czujemy w naszych nogach.
Wyprawa na Lodowy Szczyt była jedną z naszych najpiękniejszych (jeśli w ogóle nie najpiękniejszą) tatrzańskich wycieczek. Idealne było dzisiaj wszystko: pogoda, trasa, widoki, towarzystwo… Po raz kolejny potwierdziło się więc, że gdy ma się góry pod ręką, to niczego innego do szczęścia już nie potrzeba.
Data wycieczki: 26 października 2024 roku
Statystyki wycieczki: 24,5 km, 1850 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.





Mapa przejścia
Bibliografia
- Marcisz Andrzej, Wielka Korona Tatr, Wydawnictwo Bezdroża, Wydanie II, 2021
- Nyka Józef, Nyczanka Monika, Tatry Słowackie, Wydawnictwo Trawers, Wydanie XII, Latchorzew 2022.

11 thoughts on “Lodowy Szczyt (2 628 m n.p.m.) – wejście przez Lodowego Konia, zejście do Lodowej Przełęczy”