Lackowa i Busov jednego dnia, czyli wielka wyprawa w Beskidzie Niskim

Wyprawa w Beskid Niski chodziła mi po głowie od bardzo dawna. Wiele słyszałem o tym paśmie – o jego nieskalanej ludzką ręką naturze, aurze dzikości, wysiedlonych wioskach, trudnej historii i drewnianych cerkwiach. Chciałem też na własnej skórze przekonać się czy osławiona ściana płaczu na Lackową faktycznie jest aż tak stroma. Szczęśliwie, okazało się, że o odkryciu Beskidu Niskiego myśli także mój dobry kumpel, Jaromir. Pewnego pięknego, niedzielnego dnia połączyliśmy więc siły i wybraliśmy się na niezwykle satysfakcjonujący trekking po najwyższych partiach Beskidu Niskiego. Zapraszam na relację z pętli z Wysowej-Zdrój przez Ropki, Lackową, Busov oraz Jawor!

SPIS TREŚCI

  1. Podejście na przełęcz Hutniańską
  2. Ropki – cmentarz łemkowski
  3. Lackowa (997 m n.p.m.) z Izb
  4. Ostry Wierch (938 m n.p.m.)
  5. Przełęcz Cegiełka (645 m n.p.m.)
  6. Busov (1 002 m n.p.m.) z miejscowości Cigiel’ka
  7. Jawor (723 m n.p.m.) – święta góra Łemków
  8. Powrót do Wysowej-Zdrój
  9. Mapa wycieczki

Podejście na przełęcz Hutniańską

Z Krakowa wyjeżdżamy ok. godziny 6.00. Do Wysowej-Zdrój mamy nieco ponad 150 kilometrów, których pokonanie zajmuje nam ok. dwóch godzin. Parkujemy na bezpłatnym parkingu, zlokalizowanym przy restauracji „Bar u Tomasza”. Trekking rozpoczynamy przy urokliwej, drewnianej cerkwi prawosławnej im. Michała Archanioła, zbudowanej w 1779 roku. Następnie, obieramy szlak niebieski, prowadzący przez główną ulicę Wysowej-Zdrój. Po ok. 200 metrach marszu przechodzimy przez most na rzece Ropa, której źródło bije z okolic leżącej nieopodal przełęczy Wysowskiej. Wysowa-Zdrój robi na mnie pozytywne pierwsze wrażenie: miejscowość jest zadbana, zielona, otoczona zalesionymi górami. Po ok. 800 metrach niebieski szlak odbija w lewo, zaraz obok drewnianego kościoła Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej, pochodzącego z I połowy XX wieku. Idziemy teraz asfaltową szosą, biegnącą w dolinie rzeczki Ropka. Droga zaczyna się nieznacznie podnosić, by po ok. 3 kilometrach marszu wyprowadzić nas na przełęcz Hutniańską (645 m n.p.m.).

wysowa-zdrój cerkiew
Cerkiew w Wysowej-Zdrój
ropki znak
Dwujęzyczna nazwa miejscowości
przełęcz hutniańska
Przełęcz Hutniańska (645 m n.p.m.)

Przełęcz Hutniańska okazuje się miejscem niesamowicie sielskim i widokowym. Roztaczają się stamtąd rozległe panoramy: z jednej strony na Bziany (740 m n.p.m.) oraz Zrub (733 m n.p.m.), a z drugiej na Ostry Wierch (938 m n.p.m.), który zamierzamy zresztą jeszcze dzisiaj zdobyć. Na przełęczy znajdujemy drewniany stolik, który wydaje nam się idealnym miejscem na drugie śniadanie. Podczas jedzenia, od czasu do czasu któryś z nas wyraża zachwyt nad wszędobylską, niesamowicie intensywną zielenią. Majowe Beskidy są po prostu fenomenalne, prawdziwa uczta dla zmysłów.

Ropki – cmentarz łemkowski

Z przełęczy Hutniańskiej podążamy drogą gruntową w kierunku wsi Ropki (a właściwie w kierunku tego, co z tej wioski zostało). Jeszcze przed II wojną światową miejscowość liczyła ponad 400 mieszkańców, a jej centrum uświetniała cerkiew prawosławna Narodzenia Bogurodzicy. Dzisiaj mieszka tu zaledwie 45 osób, a opuszczona cerkiew została przeniesiona do skansenu w Sanoku. Co było powodem tak drastycznego spadku populacji?

Otóż przed II wojną światową tereny Beskidu Niskiego zamieszkane były w większości przez Łemków, wschodniosłowiańską grupę etniczną, wyznającą prawosławie, używającą cyrylicy i posługującą się językiem rusińskim (łemkowskim). Część Łemków identyfikowała się z narodem ukraińskim, inni uważali się za przedstawicieli odrębnego narodu rusińskiego. A pozostali? Pozostałym było pewno wszystko jedno. Ot, żyli tu od zawsze i gadali po swojemu. I, kto wie, może byłoby tak dalej, gdyby do spokojnego życia łemkowskich rodzin nie wdarła się wielka polityka…

W 1944 roku ruszyły masowe wysiedlenia. Setki tysięcy Polaków wędrowało z Kresów Wschodnich na Ziemie Odzyskane. Podobnie, setki tysięcy Ukraińców ruszyło z województw krakowskiego, lubelskiego i rzeszowskiego na wschód do Ukraińskiej SRR. Początkowo wysiedlenia miały dobrowolny charakter. Szybko się jednak okazało, że ludzie nie są wcale tak skorzy do nagłego opuszczania domów w imię narodowych idei, jak to się wydawało radzieckim towarzyszom. Przesiedlenia zmieniły swój charakter na przymusowy i objęły swym zasięgiem również i Łemków, zaliczonych do narodu ukraińskiego. W ten sposób, do 1946 roku tereny dzisiejszej Polski opuściło ok. 97 tysięcy Łemków (ok. 70% przedwojennej populacji). Niestety, na tym się nie skończyło.

W latach 1947-1950 roku władze PRL przeprowadziły „akcję Wisła”, w ramach której przesiedlali ludność ukraińską ze wschodu na Ziemie Odzyskane, celem przeprowadzenia ich asymilacji. Przesiedlenia były przymusowe, a wytypowanym osobom dawano zaledwie dwie godziny na spakowanie dobytku życia na maksymalnie dwa konne wozy. W ten sposób Beskid Niski opuściła zdecydowana większość tych Łemków, którzy uniknęli wywózki do ZSRR. W większości trafili oni na tereny dzisiejszego województwa dolnośląskiego, gdzie do dzisiaj żyje sporo ich potomków. W Beskidzie Niskim po Łemkach pozostały jedynie opuszczone wsie, cerkwie i cmentarze.

W Ropkach odbijamy nieco z niebieskiego szlaku turystycznego właśnie po to, by odwiedzić bodaj najsłynniejszy łemkowski cmentarz. Pośród wielu opuszczonych grobów, naszą uwagę zwraca jedna, jedyna nowa mogiła. Okazuje się, że należy ona do prof. Andrzeja Lucjana Jaczewskiego (1929 – 2020), lekarza, Warszawiaka i, jak głosi inskrypcja na grobie, „obywatela Ropek z wyboru”. Cmentarz ma w sobie coś magicznego, jakby opowiadał starą, zapomnianą historię.

ropki szlak
Fragment szlaku z przełęczy Hutniańskiej w kierunku cmentarza w Ropkach
ropki cmentarz
Cmentarz łemkowski w Ropkach
ropki cmentarz
Cmentarz w Ropkach, po lewo mogiła prof. Jaczewskiego

Po wyjściu z cmentarza przechodzimy jeszcze obok cerkwiska, czyli miejsca, gdzie niegdyś stała przeniesiona do Sanoka cerkiew. Mijamy również buddyjski ośrodek odsobnieniowy. No tak, trudno pewnie znaleźć lepsze miejsce na spokojną medytację niż Beskid Niski. Ze szlaku niebieskiego skręcamy w lewo na szlak czerwony, fragment Głównego Szlaku Beskidzkiego. Trasa jest szeroka oraz bardzo malownicza. Po nieznacznym podejściu otwiera się rozległa panorama na teren, na którym niegdyś znajdowały się zabudowania Ropek oraz na okoliczne szczyty, w tym m.in. na górę Siwejka (785 m n.p.m.). Po jakimś czasie, z powrotem wchodzimy do lasu, by wyjść z niego dopiero za parę kilometrów, w miejscowości Izby. Odbijamy ze szlaku w lewo, podążając główną drogą miejscowości.

ropki szlak
Fragment szlaku z Ropek do Izb

Lackowa (997 m n.p.m.) z Izb

Izby również przed 1947 roku były wsią łemkowską. Świadczy o tym tamtejsza cerkiew św. Łukasza, pełniąca obecnie funkcję kościoła katolickiego. Izby stanowią najpopularniejszą bazę wypadową na Lackową, najwyższy szczyt polskiej części Beskidu Niskiego. No i faktycznie, w miejscowości tej wreszcie spotykamy całkiem sporą grupę turystów. Cały czas idziemy główną drogą Izb, w kierunku przełęczy Beskid. Teren zaczyna się lekko podnosić, a wkrótce mijamy ostatnie zabudowania miejscowości i kończy się asfalt. Droga biegnie teraz przez rozległą, niesamowicie zieloną polanę. Po lewo otwiera się widok na główną bohaterkę dzisiejszego wyjazdu, Lackową. Z daleka nie wygląda tak groźnie, jak ją malują. Jak będzie, gdy zbliżymy się do niej bliżej?

izby kościół
Dawna cerkiew, a dzisiaj kościół w Izbach
lackowa szlak
Widok na Lackową z drogi z Izb na przełęcz Beskid
lackowa szlak
Ale tu wszędzie sielsko!

Po liczącym ok. 1 kilometr odcinku przez widokową polanę, nasz trakt ponownie nurkuje w lesie. Wkrótce potem osiągamy przełęcz Beskid (644 m n.p.m.), na której wracamy na znakowany szlak turystyczny, a dokładniej na graniczny szlak czerwony. Idziemy teraz przez gęsty las, a rozmowy toczą się głównie wokół tego, jak to zaraz będzie stromo. Oto bowiem mamy przed sobą odcinek, który uchodzi za jeden z najbardziej stromych szlaków turystycznych w polskich górach poza Tatrami.

Za przełęczą Beskid teren faktycznie powoli się podnosi, a słynna ściana płaczu zaczyna się na wysokości ok. 800 m n.p.m. (czyli w momencie, w którym do szczytu Lackowej pozostaje jeszcze niecały kilometr). Trzon podejścia stanowi 300-metrowy odcinek, na którym należy pokonać 150 metrów różnicy wysokości. Mamy więc do czynienia z wysiłkiem intensywnym, ale bardzo krótkim. Wprawdzie obaj złapaliśmy lekką zadyszkę, ale osławione podejście zajęło nam ok. 10 minut. Niemniej jednak, pokonanie tego odcinka jest ciekawym doświadczeniem – w niektórych miejscach nachylenie jest na tyle duże, że dla wygody chwytam się pni drzew, wystających konarów czy gdzieniegdzie prześwitujących skał. Obu nam się wydaje, że gdyby iść tutaj zimą, należałoby rozważyć ubranie raków.

lackowa szlak
Fragment ściany płaczu
lackowa szlak
Noo, jest stromo

Kilka minut po pokonaniu ściany płaczu meldujemy się na Lackowej (997 m n.p.m.). Widoków tutaj nie oczekujcie – podobnie jak prowadzący na niego szlak, szczyt jest całkowicie zalesiony. Lackowa ze względu na swoją wysokość nazywana jest czasami Górą Policyjną. Szczyt jest najwyższym wzniesieniem po polskiej stronie Beskidu Niskiego, toteż zaliczany jest do grona Koron Gór Polski (co zdecydowanie przysparza mu popularności). Z myślą o zdobywcach KGP na Lackowej umieszczono zresztą specjalną pieczątkę. Dla mnie Lackowa jest już osiemnastym szczytem z tego zestawienia. Na górze robimy krótką przerwę, ale po chwili lecimy dalej – najwyższy punkt dzisiejszego dnia cały czas przed nami.

lackowa szlak
Szczyt Lackowej

Ostry Wierch (938 m n.p.m.)

Szlak czerwony za Lackową wiedzie przez stosunkowo płaski grzbiet o niesamowicie stromych zboczach. Serio! Obserwując południowe zbocze, intensywnie zastanawiam się, gdzie bym się zatrzymał, gdybym zaczął przypadkowo tamtędy zjeżdżać. Po ok. 500 metrach rozpoczynamy bardzo strome zejście do przełęczy Pułaskiego (763 m n.p.m.). Wariant ten nie jest aż tak mocno nachylony jak ściana płaczu, ale możecie być pewni – na Lackową łagodnego wejścia po prostu nie ma.

Za przełęczą Pułaskiego rozpoczynamy natomiast ponowne podejście – również krótkie, ale bardzo intensywne. Na wysokości ok. 900 m n.p.m. odbijamy ze szlaku czerwonego na żółty i po paru minutach meldujemy się na kolejnym szczycie podczas naszej wędrówki – Ostrym Wierchu (938 m n.p.m.), który mieliśmy okazję podziwiać z przełęczy Hutniańskiej. Tam robimy sobie krótką przerwę na jedzonko. Jak pewnie się domyślacie, Ostry Wierch (cóż za zaskoczenie w tym paśmie!) również jest całkowicie zalesiony.

ostry wierch szlak
Szlak na odcinku z Lackowej na Ostry Wierch

Przełęcz Cegiełka (645 m. n.p.m.)

Po zejściu z Ostrego Wierchu, wracamy na czerwony szlaku granicznego i podążamy nim dalej w kierunku wschodnim. Idziemy cały czas gęstym, dosyć monotonnym lasem, ale ponieważ Jaromir jest takim samym gadułą jak ja, kilometry mijają naprawdę szybko. Po ok. dwóch kilometrach szlak zaczyna znów ostro opadać, doprowadzając nas do ważnego punktu – do przełęczy Cegiełka (645 m n.p.m.). Na przełęczy opuszczamy na chwilę Polskę, obierając szlak zielony do słowackiej miejscowości Cigel’ka. Trasa wiedzie teraz przez zdecydowanie najpiękniejsze miejsce podczas naszej dzisiejszej wycieczki, a mianowicie przez rozległą, zieloną polanę z niesamowitym widokiem na Lackową oraz na najwyższy szczyt Beskidu Niskiego i nasz obecny cel – na Busov. Miejsce jest wprost fenomenalne, oboje zachwycamy się nim przez dobre kilkanaście minut.

przełęcz cegiełka
Lackowa z okolic przełęczy Cigel’ka
przełęcz cegiełka
Busov

Busov (1 002 m n.p.m.) z miejscowości Cigel’ka

Nieco już zmęczeni, ale w dobrych humorach schodzimy do miejscowości Cigel’ka, położonej na wysokości ok. 500 m n.p.m. Idziemy główną drogą prowadzącą przez wioskę, mijamy tamtejszy urząd gminy i ochotniczą straż pożarną (fun fact: po czesku i słowacku „remiza” to „zbrojnica”).

Niespodzianka czeka nas na obrzeżach wioski, zaraz przed odbiciem z głównej drogi na szlak zielony, prowadzący w kierunku Busova. Okazuje się bowiem, że znajduje się tam sporej wielkości osada romska. Ze względów bezpieczeństwa zdjęć nie robimy, ale już na pierwszy rzut było jasne, że warunki życia w tym miejscu wołają o pomstę do nieba. Starsi Romowie obserwują nas z daleka czujnym wzrokiem, dzieci natomiast natychmiast całą chmarą podbiegają, prosząc nas o pieniądze. Czuję się dziwnie, Jaromir zresztą tak samo. A pieniędzy zupełnie szczerze nie mam – na tak krótką wyprawę zagraniczną nawet nie pomyślałem zabierać euro.

Za romskim osiedlem skręcamy w lewo, obierając szlak zielony. Kiedy jesteśmy już w pewnej odległości od wioski, widzimy z daleka kolejną grupę Romów. Co prawda oni się nami nie interesują, ale ich psy już niestety tak. Przybiegają do nas i, nie ukrywam, napędzają trochę stracha. Cała ta sytuacja osłabiła nasze morale do tego stopnia, że przez jakiś czas myślimy o alternatywnym zejściu z Busova inną trasą. Po analizie mapy okazuje się jednak, że wyjścia nie ma – wracać musimy tą samą drogą. Żwawo ruszamy więc na szczyt, będziemy się martwić Romami i ich psami później.

przełęcz cegiełka
Lackowa znad romskiej wioski

Szlak zielony na Busov (1 002 m n.p.m.) z głównej drogi na sam szczyt liczy sobie ok. 3 kilometry i wymaga pokonania 500 metrów różnicy wysokości. Przejście tego odcinka zajmuje nam ok. 45 minut i nie sprawia większych problemów. Na końcowym podejściu jest całkiem stromo, ale bez porównania do tego, co turystom oferuje ściana płaczu na Lackową. Szlak jest raczej dobrze oznaczony, chociaż w jednym miejscu zdarza się nam lekko pobłądzić. Szybko się jednak odnajdujemy i wracamy z powrotem na właściwą ścieżkę.

O ile szlak na Busov również prowadzi przez gęsty las, tak na samym szczycie można wreszcie liczyć na rozległą panoramę. Widoki roztaczają się stamtąd w kierunku południowym – na masyw Gór Czerchowskich (i ich najwyższy szczyt, Minčol, 1 157 m n.p.m.). Zdobycie najwyższego szczytu Beskidu Niskiego jest dobrym pretekstem na dłuższą przerwę. Wyciągam więc z plecaka pudełko z makaronem i kurczakiem, moim ulubionym górskim obiadem.

busov szlak
Fragment szlaku zielonego na Busov
busov szlak
Opuszczony wagon sypialny na szlaku
busov szczyt
Szczyt Busova
busov widok
Widoczki z Busova

Jawor (723 m n.p.m.) – święta góra Łemków

Być może nie jest to szczególnie zaskakujące, ale na szlaku na Busov nie spotkaliśmy tego dnia żywej duszy. O tym, że czasami tam jednak ktoś zagląda dowiadujemy się z pozostawionego w skrzyneczce na szczycie zeszytu do wpisywania się. Lubię takie rzeczy, toteż ochoczo składam również i swój autograf.

Zejście poszło bardzo sprawnie – ok. 30 minut po rozpoczęciu marszu meldujemy się z powrotem w okolicach romskiej wioski. Dzieci znowu próbują szczęścia, a ja znowu muszę im odmówić. Wkrótce potem ponownie meldujemy się na przełęczy Cigel’ka na granicznym szlaku czerwonym. Podążamy na wschód w kierunku ostatniego szczytu, który zamierzamy dzisiaj zdobyć – góry Jawor. Idziemy teraz malowniczym fragmentem szlaku, a towarzyszą nam przepiękne i sielskie widoki na zdobytą wcześniej Lackową i Busov.

Wkrótce ścieżka ponownie nurkuje w lesie, aby po krótkim podejściu wyprowadzić nas na Jawor (723 m n.p.m.). Co ciekawe, o tym że jesteśmy na szczycie informują nas ze cztery różne tabliczki. Nie da się pomylić!

jawor góra
Szczyt góry Jawor
busov
Busov z polany pod Jaworem

Z góry Jawor schodzimy tą samą drogą, który tutaj przyszliśmy, wychodząc z powrotem na widokową polanę. 38 kilometrów w nogach robi już swoje i obaj błogo padamy na trawę. Kiedy tak wygrzewam się w popołudniowym słońcu, otoczony wszędobylską zielenią czuję… czuję, że jest dobrze. Ale chwila, to jeszcze nie koniec!

Opuszczamy polanę i obieramy ścieżkę prowadzącą do sanktuarium na górze Jawor, nazywanego łemkowskim Lourdes. W 1925 roku Maryja objawiła się tu ponoć trzem kobietom, wracającym z festynu ze słowackiego Gaboltova. Na prośbę Matki Boskiej, pobudowano w tym miejscu krzyż i kaplicę. Po jej konsekracji w 1929 roku, z ziemi wybiło źródło orzeźwiającej wody, mającej ponoć właściwości uzdrawiające. Góra Jawor szybko zyskała wśród Łemków rangę „świętej” i stała się bardzo popularnym celem pielgrzymkowym. Do dzisiaj, tutejsza kaplica administrowana jest przez parafię prawosławną z Wysowej-Zdrój, a kilka razy w roku obchodzone są tutaj ważne dla kultury łemkowskiej święta.

jawor sanktuarium
Kapliczka na górze Jawor
jawor sanktuarium
Krzyże w łemkowskim Lourdes

Powrót do Wysowej-Zdrój

Z góry Jawor asfaltową szosą schodzimy już do Wysowej-Zdrój. Na koniec wycieczki ruszamy jeszcze zobaczyć tutejszy park zdrojowy i wchodzimy na chwilę do pijalni wód. Tam też próbuję tutejszej, wysoko zmineralizowanej wody leczniczej, która okazuje się być bardzo smaczna.

Ostatnia niespodzianka dzisiejszego dnia czeka na mnie w drodze powrotnej. Nawigacja prowadzi nas bowiem przez miejscowość Mogilno, leżącą w powiecie nowosądeckim. Tak się składa, że ja również pochodzę z Mogilna, tyle że tego większego, w województwie kujawsko-pomorskim. Z jakiegoś powodu zatrzymanie się w tym miejscu wywołuje we mnie sporo radości i sentymentu. Zadowolony jest też Jaromir – okazuje się bowiem, że z placu przed mogileńskim domem kultury rozpościera się tego wieczora doskonała panorama na Tatry.

mogilno tatry
Tatry z Mogilna (jak to abstrakcyjnie brzmi)

Wyprawa w Beskid Niski była wprost fantastyczna. Naładowała mnie bardzo pozytywną energią i pozwoliła zwiedzić całkowicie nowy, niesamowity kawałek naszego kraju (i kraju naszych południowych sąsiadów). Przy okazji, był to też naprawdę dobry sprawdzian kondycyjny – ponad 40 km marszu, prawie 2000 metrów różnicy wysokości. Dzięki też Jaromirowi za dobre towarzystwo i piękne zdjęcia, które macie okazję tutaj podziwiać!

A jeśli chcesz poczytać więcej o Beskidzie Niskim, zobacz także mój wpis o pętli z Regietowa, obejmującej Rotundę, Kozie Żebro, Wysotę, Jaworzynę Konieczniańską i cztery wojenne cmentarze!

Data wycieczki: 12 maja 2024 roku

Statystyki wycieczki: 41 km, 1 820 metrów różnicy wysokości

Dziękuję, że poświęciliście czas na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Mapa wycieczki

Autor bloga, pasjonat górskich wędrówek i słowa pisanego
Posts created 125

3 thoughts on “Lackowa i Busov jednego dnia, czyli wielka wyprawa w Beskidzie Niskim

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top