Kościelec (2 155 m n.p.m.) to bez wątpienia jedna z najpopularniejszych gór w polskiej części Tatr. Swoją sławę zawdzięcza głównie strzelistej, imponującej sylwetce, robiącej szczególne wrażenie na obserwatorach znajdujących się w Hali Gąsienicowej. Droga na Kościelec uchodzi za jeden z bardziej wymagających tatrzańskich szlaków ze względu na elementy wspinaczki skalnej, eksponowane fragmenty oraz brak sztucznych ułatwień (łańcuchów, klamer). Na szczyt prowadzi czarny szlak turystyczny z przełęczy Karb, którą osiągnąć można zarówno od wschodu (czarnym szlakiem znad Czarnego Stawu Gąsienicowego), jak i od zachodu (niebieskim szlakiem znad Zielonego Stawu Gąsienicowego). Ten wpis będzie opowiadał o podejściu pierwszym z wymienionych szlaków oraz zejściu drugim z nich.
Spis treści
- Wejście na Halę Gąsienicową zimą
- Czarny Staw Gąsienicowy zimą
- Wejście na Karb wariantem zimowym
- Kościelec z przełęczy Karb
- Zejście z Kościelca do PTTK Murowaniec
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Wejście na Halę Gąsienicową zimą
Na zegarkach mamy 6.30, gdy nasza zwarta ekipa opuszcza płytę krakowskiego dworca i, nieco jeszcze zaspana, wchodzi do autobusu operowanego przez kultowego przewoźnika – Szwagropol (nawiasem mówiąc: wiecie, że ta firma naprawdę została założona przez szwagrów?). Po ok. dwóch godzinach meldujemy się na dworcu autobusowym w Zakopanem, skąd busem dojeżdżamy do niedawno wyremontowanego przystanku w Kuźnicach (ok. 1 000 m n.p.m.). Przy granicy Tatrzańskiego Parku Narodowego dołącza do nas Martyna, która pod Tatrami realizuje aktualnie praktyki studenckie. Taka to pożyje, co nie?
Z Kuźnic do Hali Gąsienicowej prowadzą dwa szlaki turystyczne: żółty oraz niebieski. Czasowo wychodzą one bardzo podobnie, a widokowo lepszy jest ten drugi. Obieramy więc szlak niebieski, rozpoczynając łagodne podejście górnoreglowym lasem. Ścieżka jest na tym odcinku bardzo szeroka, a ślad wyraźnie wydeptany. Wraz z nabywaniem wysokości las rzednie, aż wreszcie, po ok. 40 minutach wychodzimy na otwartą przestrzeń. Bezpośrednio przed sobą widzimy teraz Wielką Królową Kopę (1 531 m n.p.m.), a po lewo rozległą Dolinę Olczysk z wystającym z niej Wielkim Kopieńcem (1 328 m n.p.m.). W oddali majaczy niesamowita Babia Góra oraz jednostajna linia Gorców.




Dalej podchodzimy Skupniowym Upłazem (1 300 – 1 470 m n.p.m.), łagodnym grzbietem oddzielającym dolinę Olczysk od doliny Jaworzynki. Ok. godziny 10.00 docieramy do jego najwyższego punktu – siodełka Diabełek (ok. 1 470 m n.p.m.). Tutaj robimy sobie krótką przerwę, zachwycając się sympatycznym widokiem na Giewont oraz fragment Czerwonych Wierchów. A nazwa tego miejsca pochodzi ponoć od tego, że w czasie wichury wiatr porywa tutaj ziarenka piasku i sypie nimi w oczy „jak sam diabeł”. Całkiem oryginalnie, prawda?
Z Diabełka już tylko żabi skok dzieli nas od Przełęczy Między Kopami (1 499 m n.p.m.), na której szlak niebieski łączy się z wariantem żółtym. Przełęcz oddziela Wielką Królową Kopę (1 531 m n.p.m.) od Małej Królowej Kopy (1 577 m n.p.m.). W sezonie letnim jest to bardzo popularne miejsce odpoczynkowe; dzisiaj jest tu całkiem cicho. W tym momencie pozostaje nam już tylko przejść kilometrowy płaski odcinek – Królową Rówień – aby dotrzeć do prześlicznej Hali Gąsienicowej. Idziemy więc pośród zaśnieżonych kosodrzewin, obserwując wyłaniające się na horyzoncie szczyty. Do Hali Gąsienicowej docieramy ok. godziny 10:30. No i cóż… jest cudownie! Nieważne który raz odwiedzam to miejsce, zawsze oglądając roztaczającą się stąd panoramę w mojej głowie pojawia się jedno, wielkie „wow!”. Tylko śniegu jeszcze bardzo mało: niby mamy już połowę grudnia, a mimo to w niektórych miejscach wyraźnie widać wystające ponad białą pierzynę… wrzosy.



Czarny Staw Gąsienicowy zimą
Przechodzimy obok Betlejemki (Centralnego Ośrodka Szkolenia PZA) i kierujemy się w stronę Murowańca. W schronisku robimy sobie krótką przerwę i ładujemy się energią, bardzo potrzebną na ambitniejszą część dzisiejszej wycieczki. W tym miejscu nasza grupa się dzieli: Jagoda, Julia i Arek idą na Beskid, a Jaromir, Martyna i ja obieramy szlak niebieski, biegnący w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. W ten sposób docieramy do podstawy wrzynającej się w środek Doliny Gąsienicowej Grani Kościelców oraz rozpoczynamy jej obejście od lewej strony. Kilkanaście minut idziemy szeroką, łagodną ścieżką, pośród ośnieżonych kosodrzewin. Spadzista ściana Kościelna wygląda stąd imponująco. Zupełnie mnie więc nie dziwi, że ta góra w tak wielu ludziach wywołuje tyle rozmaitych emocji.
Ok. 11.30 meldujemy się nad Czarnym Stawem Gąsienicowym (1 624 m n.p.m.). Jezioro to mam szczęście obserwować w zimowej odsłonie już drugi raz – poprzedniej zimy startowaliśmy stąd bowiem na Granaty. Wtedy staw był całkiem zamarznięty i przechodziliśmy przez sam jego środek; dzisiaj na taki krok raczej bym się nie odważył. Znad Czarnego Stawu rozpościera się prawdopodobnie najlepszy widok na Kościelec oraz na wspomniane już Granaty.


Wejście na Karb wariantem zimowym
Przy Czarnym Stawie Gąsienicowym rozpoczynamy najtrudniejszą część naszej wycieczki: podejście czarnym szlakiem na przełęcz Karb. Do zrobienia jest tutaj 240 metrów różnicy wysokości na dystansie niespełna 800 metrów. Rozpoczynamy więc podejście za czarnymi znakami. Ścieżka jest dosyć stroma, ale, przynajmniej na początku, wydeptana i dobrze widoczna. Sytuacja zmienia się mniej więcej na wysokości 1690 m n.p.m., kiedy… ślady nagle się urywają. Ok, trudno, w życiu nie ma nic na tacy. Pierwsza myśl jest więc taka, że wiatr zawiał ślady i następne fragmenty czarnego szlaku musimy po prostu samodzielnie przetorować. Już jednak druga myśl brzmi raczej „idziemy źle”. No i faktycznie. W dole dostrzegamy alternatywny ślad, biegnący znad jeziora, żlebem, bezpośrednio na przełęcz Karb.
A więc gwoli wyjaśnienia. Letni szlak czarny na Kościelec odchodzi nieco od jeziora, wspina się zakosami na Grań Kościelców, przechodzi przez szczyt Małego Kościelca, a dopiero wówczas schodzi od przełęczy Karb. Zimowy wariant jest natomiast nieco inny. Początkowo idzie się brzegiem Czarnego Stawu Gąsienicowego, aby po chwili odbić z niego w prawo na żleb, wyprowadzający turystów bezpośrednio na przełęcz Karb (a więc z pominięciem Małego Kościelca). Na końcu posta znajduje się zrzut z mojej Stravy, na którym zaznaczony jest poprawny przebieg zimowego wariantu.





Prawdę mówiąc, my nawet wiedzieliśmy, że wejście na przełęcz Karb zimą jest inne niż latem. Zmyliły nas jednak wydeptane ślady, a za nieuważność w górach się płaci – w tym przypadku koniecznością zejścia do Czarnego Stawu i rozpoczęciem zdobywania wysokości od nowa, tym razem już we właściwym miejscu. Podejście żlebem okazuje się dosyć wymagające kondycyjnie, ale, jak już złapie się odpowiedni rytm, bardzo satysfakcjonujące. Raki są w tym miejscu niezbędne, przydaje się też czekan. Pewnie to kwestia znacznego nachylenia terenu, ale śniegu jest tutaj na tyle mało, że spod białego puchu w wielu miejscach prześwitują rdzawożółte trawki. Na przełęczy Karb (1 853 m n.p.m.) meldujemy się ostatecznie parę minut przed godziną 12.30, a więc ok. 50 minut po opuszczeniu Czarnego Stawu.
Z przełęczy Karb spadzistą ścianę Kościelca możemy podziwiać już z bliska i w całej okazałości. Prawdę mówiąc, z tej perspektywy nie prezentuje się ona już tak groźnie, jak chociażby z dna Doliny Gąsienicowej. Skojarzenia z Kościelcem mogą być zresztą bardzo różne. Dość powiedzieć, że sama nazwa tej góry pochodzi podobno od… wieży kościelnej. A jakie będą nasze skojarzenia z tym szczytem? Czas się przekonać!
Kościelec z przełęczy Karb
Z przełęczy Karb na szczyt Kościelca do zrobienia jest 300 metrów różnicy wysokości na dystansie ok. 800 metrów. Podejście jest więc dosyć strome, ale przez większość czasu nie sprawia żadnych problemów technicznych. Ot, mozolne nabywanie wysokości w kamienisto-trawiastym terenie. Ze względu na znaczne nachylenie terenu, ale też pewnie niewielki jeszcze opad pokrywa śnieżna jest tu wyjątkowo wątła. Jest więc całkiem sporo szurania rakami po gołej skale.





Technicznie najtrudniejszym fragmentem drogi okazała się niepozorna ryska, położona na wysokości ok. 1 940 m n.p.m. (15 minut od opuszczenia przełęczy Karb). Latem do zrobienia w parę sekund – zimą trzeba było trochę pogłówkować i wykonać parę precyzyjnych ruchów. Drobne elementy wspinaczkowe sporadycznie trafiają się także w górnych partiach szlaku. Drugi trudniejszy fragment napotykamy bezpośrednio pod szczytem. Ponownie jest to niewielka ryska, wymagająca kontaktu ze skałą oraz umiejętnego stawiania kroków. Uważać trzeba też na sam przebieg trasy – ścieżka na Kościelec jest bardzo kręta i wystarczy chwila nieuwagi, aby przegapić jej poprawny przebieg.
Na Kościelcu (2 155 m n.p.m.) meldujemy się o godzinie 13.15 (ok. 45 minut od opuszczenia przełęczy Karb). Pogodę w dalszym ciągu mamy znakomitą, a więc również i widoki ze szczytu są wprost fantastyczne. Grań Kościelców jest zwornikiem, odchodzącym od głównej grani Tatr na wysokości Świnicy. Wcina się ona w głąb Doliny Gąsienicowej, dzieląc ją na dwie części. Kościelec stanowi więc naturalną platformę widokową, z której roztacza się widok na całą Dolinę Gąsienicową. Jeżeli chodzi o okoliczne szczyty, z naszej perspektywy najpiękniej prezentuje się monumentalna Świnica.




Zejście z Kościelca do PTTK Murowaniec
Latem na szczytach zdarza mi się spędzać w zamyśleniu zdecydowanie za dużo czasu. Zimą jest zupełnie inaczej – mróz i wiatr najczęściej odbierają ochotę na zbyt długie trwanie w bezruchu. Również i my cykamy sobie na Kościelcu pamiątkowe zdjęcia oraz, po kilku minutach napawania się chwilą, przystępujemy do zejścia. Z przełęczy Karb obieramy tym razem inny wariant, a mianowicie znakowaną na niebiesko drogę biegnącą w kierunku Zielonego Stawu Gąsienicowego. Samo jezioro jest dzisiaj zamarznięte i przysypane śniegiem, więc, szczerze powiedziawszy, nie zwracamy na nie większej uwagi.
800 metrów po opuszczeniu przełęczy Karb szlak niebieski dobija do szlaku czarnego. Skręcamy w prawo, kontynuując marsz przez bajkową Dolinę Gąsienicową. W przeszłości bywałem tutaj wielokrotnie, ale wydaje mi się, że to właśnie dzisiaj jest ten najpiękniejszy raz… że to właśnie dzisiaj trafiłem do raju. W pewnym momencie po prostu zatrzymujemy się i kładziemy na miękkim śniegu. Kiedy tak sobie leżę i obserwuje skalne ściany Kościelca i Świnicy, mam wrażenie, że dawno nie czułem się aż tak zrelaksowany…
Do schroniska Murowaniec docieramy chwilę po godzinie 15.00. Okazuje się, że wyczucie czasu mamy prawie idealnie: ekipa z Beskidu przybyła bowiem całkiem niedawno, zajmując nam zresztą wyśmienite miejsca. W schronisku wymieniamy się pozytywnymi doświadczeniami i zamawiamy zasłużonego grzańca. Tutejsze grzane wino okazuje się nie dość, że smaczne to jeszcze, co zaskakujące, bardzo słusznych rozmiarów. Cóż więc mogę Wam powiedzieć. Zejście z powrotem do Kuźnic było już bardzo wesołe ;-).
Data wycieczki: 14 grudnia 2024 rok
Statystyki wycieczki: 17 km, 1250 metrów różnicy wysokości [na Stravie więcej, bo zegarek miałem włączony także na trasie z Kuźnic do dworca]
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.






Mapa wycieczki
Bibliografia
- Nyka J., Nyczanka M, Tatry Polskie, wydanie XXII, Latchorzew 2020,
- Radwańska-Paryska Z., Paryski W. H., Wielka encyklopedia tatrzańska, Wydawnictwo Górskie, Poronin 2004.

2 thoughts on “Kościelec zimą (2 155 m n.p.m.) – tatrzański klasyk z Hali Gąsienicowej”