Jeziora Koruldi (2 740 m n.p.m.) z Mestii [Swanetia dzień 1]

W surowym, odizolowanym klimacie zachodniego Kaukazu, tam gdzie dotrzeć można jedynie pełną dziur drogą, gdzie śnieg zalega średnio 6 miesięcy w ciągu roku, gdzie według legendy za pomocą owczych skór wypłukiwano złoto z górskich strumieni, tam właśnie swej historii i dorobku kulturowego strzegą Swanowie – wojowniczy lud zamieszkujący wysokogórskie tereny na północno-zachodnich kresach Gruzji. Ich magiczna kraina – Swanetia – to idealny cel dla miłośników zarówno trekkingu, jak i wysokogórskiej wspinaczki oraz lodowcowych przygód. Stolicą regionu jest Mestia. To właśnie stąd zaczynamy naszą gruzińska przygodę, którą chcę się z Wami podzielić. W pierwszym dniu podróży po Swanetii, dotarliśmy do Mestii i zwiedziliśmy jedną z najważniejszych lokalnych atrakcji turystycznych – Jeziora Koruldi. Zapraszam na relację!

SPIS TREŚCI:

  1. Mestia – najważniejsze informacje
  2. Dojazd do Mestii
  3. Jeziora Koruldi – podejście
  4. Jeziora Koruldi – zwieńczenie trekkingu
  5. Mapa wycieczki
  6. Co jeszcze robić w Mestii?

Mestia – najważniejsze informacje

  • Mestia jest niewielkim miasteczkiem w północno-zachodniej Gruzji. Dotrzeć tu można wypożyczonym samochodem lub marszrutką z Kutaisi. Podróż trwa zwykle 4-6 godzin. Droga jest kręta, wąska i dziurawa, ale obecnie już niemal w całości asfaltowa. Centrum miejscowości leży na wysokości ok. 1 400 m n.p.m.
  • Wybierając się do Gruzji samolotem, najszybciej do Mestii dostaniemy się lądując w Kutaisi. W sezonie letnim marszrutki odjeżdżają codziennie z dworca w Kutaisi. Stacja interesującego nas busika znajduje się zaraz obok McDonalds’a. Nie dajcie się jednak zwieść – w Kutaisi znajdują się dwa McDonalds’y – jeden w samym centrum przy głównym placu, a drugi na obrzeżach, ok. 5 km od centrum. Nas interesuje ten drugi!
  • Bilety na marszrutkę kupimy za gotówkę w kasie na dworcu. W 2025 roku zapłaciliśmy ok. 50 zł za osobę. Oficjalna godzina odjazdu busa to bodajże 9:00, ale należy stawić się na miejscu najpóźniej o 8:00. Bus już będzie tam na nas czekał, a odjedzie, gdy będzie pełen. W naszym przypadku była to godzina 8:20.
  • Do Mestii można również dojechać marszrutkami z Batumi oraz Tbilisi. Atrakcyjną opcją wydaje się lot niewielkim samolocikiem do Mestii z lądowaniem na lokalnym lotnisku Królowej Tamary. Kosztuje to ok. 200 zł, a dostarcza z pewnością niesamowitych wrażeń w postaci lotu nad Kaukazem. Niestety wymaga rezerwacji biletów z dużym wyprzedzeniem, co jest o tyle ryzykowne, że podróż jest silnie uzależniona od aktualnych warunków atmosferycznych.
  • Noclegi w Mestii można zarezerwować przez znane portale internetowe nawet z dnia na dzień. Standardem w Gruzji jest wybieranie zakwaterowania razem z wyżywieniem. My robiliśmy to w zdecydowanej większości i bardzo rzadko żałowaliśmy. Gospodynie naprawdę stają tu na wysokości zadania!
  • Miasteczko posiada kilka supermarketów, wiele piekarni i restauracji. Ceny są nieco wyższe niż w Kutaisi, ale nadal znacznie niższe niż w europejskich regionach turystycznych. Za solidny obiad zapłacimy ok. 20 zł.

Dojazd do Mestii

Nasza kaukaska przygoda zaczyna się w Kutaisi – drugim co do wielkości mieście Gruzji. Po sowitym śniadaniu w pensjonacie, pouczeni w informacji turystycznej o konieczności wczesnego przybycia na dworzec, by złapać marszrutkę, jedziemy taksówką na wskazane miejsce. Przewoźnika umówiła nam gospodyni z pensjonatu. Bardzo polecamy tę opcję, ponieważ przewóz kosztował nas ledwo parę złotych. Z naszych wczorajszych doświadczeń z lotniska wiemy, że gruzińscy taksówkarze potrafią zażądać od nieświadomych turystów kwot znacznie wyższych.

Gdy przyjeżdżamy na dworzec ok. 8:00, przy marszrutce jest już całkiem spora liczba turystów. Jeden z kierowców zaczepia nas pytając „Mestia”, a po naszym niepewnym skinięciu głową, zabiera nam plecaki i dorzuca do imponującej konstrukcji bagażów w niewielkim bagażniku. Nam natomiast wskazuje niewielkie okienko będące kasą. Kupujemy bilety i znowu na migi zostaje nam nakazane wsiadać do busika.

W busiku jest nas w sumie około dwudziestu. Gdy zostało już tylko jedno czy dwa wolne miejsca, kierowca zamyka drzwi i rusza. Jest krótko po godzinie 8, a więc znacznie wcześniej niż wynikałoby to z rozkładu. No cóż, cieszę się, że posłuchaliśmy rad o wczesnym przybyciu na dworzec i ze współczuciem patrzę przez okno na dwójkę turystów z plecakami, raźnym krokiem zmierzającymi na dworzec. Z tego co nam mówiono, więcej busów do Mestii już dzisiaj nie odjedzie.

Nasza marszrutka

Podróż należy do umiarkowanie przyjemnych. Marszrutka nie ma wybitnego systemu amortyzacji wstrząsów, a co gorsza – nie ma dobrze działającej klimatyzacji. Nawet ja – mistrzyni spania we wszystkich możliwych środkach transportów, nie jestem w stanie zdrzemnąć się tu ani na chwilę. Zresztą poziom adrenaliny przy każdym wyprzedzaniu na trzeciego czy wymijaniu odpoczywającej na jezdni krowy na centymetry sprawia, że spać wcale mi się nie chce. Mniej więcej do Zugdidi droga wiedzie przez wioski, jest szeroka i dobrej jakości. Dopiero później dowiemy się od pewnego polskiego przewodnika, że asfalt to tutaj wynalazek ostatnich kilku lat. Wcześniej trzeba było zadowolić się drogami gruntowymi.

Za Zugdidi droga powoli zmienia swój charakter. Jezdnia zwęża się, a widoki za oknem robią się bardziej dzikie. Przez górskie tereny prowadzi wąska i kręta droga. Jest ona w całości utwardzona, ale bliskość jaka dzieli nas od samochodów z naprzeciwka lub gdzieniegdzie od przepaści nie wprawia mnie w nadmierne zaufanie. Po drodze zatrzymujemy się w przydrożnym barze, a na miejsce docieramy po około pięciu godzinach jazdy.

Dworzec w Mestii stanowi jednocześnie centralny plac tego niewielkiego miasteczka. Na pierwszy rzut oka widać, że jest to zdecydowanie miejsce turystyczne, ale nie ma tu przepychu i gwaru. Przyznam szczerze, że nie ma też powalającego piękna – powiedziałabym, że jest to po prostu przyjemne miejsce w otoczeniu zieleni i gór.

Mestia jest miasteczkiem zbudowanym za zboczach gór, więc do naszego pensjonatu musimy odbyć krótki marsz bardzo stromo do góry. Nawigacja prowadzi nas do jakiegoś lekko walącego się domostwa z charakterystyczną swanecką wieżą. Już chcemy zawracać, gdy dziecko z podwórka gestami i krzykami zachęca nas do wejścia. Po chwili w drzwiach pojawia się gospodyni i okazuje się, że jednak trafiliśmy we właściwe miejsce. Od tego momentu tego typu noclegi staną się dla nas standardem. Większość pokojów do wynajęcia w Swanetii to pomieszczenia przygotowane dla turystów w zwyczajnych domach – zazwyczaj mieszkamy więc ścianę w ścianę z gruzińską rodzinką.

Pomimo nienajlepszej prezencji z zewnątrz, warunki w otrzymanym przez nas pokoju okazują się bardzo dobre. Odpoczywać po podróży jednak nie zamierzamy. Tego dnia chcemy jeszcze bowiem zrealizować jedną z najbardziej znanych lokalnych atrakcji, a mianowicie wymagający trekking do Jezior Koruldi, położonych na wysokości ok. 2 740 m n.p.m.

Jeziora Koruldi – podejście

Interesujący nas szlak przebiega bardzo blisko naszego miejsca noclegowego. Już po kilkudziesięciu metrach od opuszczenia kwatery, znajdujemy się na właściwej drodze. Problem w tym, że szlak okazuje się… rzeką. No cóż, potem zauważam, że widać to dokładnie na mapie, ale w tamtym momencie byliśmy nieco zaskoczeni. Mamy przed sobą kilkadziesiąt metrów balansowania na kamieniach, ale szybko brzeg rzeki poszerza się i ścieżka zaczyna biec prawą stroną potoku. Niedługo później odbijamy w prawo i tracimy rzekę z oczu. Chwilę maszerujemy po kwiecistej łące, by zaraz potem zagłębić się w las. Nachylenie jest tu znaczne – na pierwszym kilometrze pokonujemy około 200 metrów różnicy wysokości i docieramy do rozdroża. Tutaj nasza trasa łączy się z drugim szlakiem z Mestii, biegnącym z przeciwnej strony miasteczka.

Dopiero gdy odbijamy w lewo, w stronę jezior Koruldi dociera do mnie z czym przyjdzie nam się mierzyć na tej wyprawie. Ścieżka staje się tu niesamowicie stroma. Przez następne 1,5 km pokonujemy 500 metrów przewyższenia! Szlak przebiega niemal w całości przez las, chociaż miejscami zdarzają się prześwity z wspaniałymi widokami na południe. Rozpościera się tam pasmo Gór Swaneckich z najwyższym szczytem Laila – 4009 m n.p.m., które stanowi naturalną granicę pomiędzy Swanetią Górną i Swanetią Dolną.

góry swaneckie
Widok na Góry Swaneckie

Szlak nie jest oznakowany, ale ścieżka jest tak wyraźna, że nie sposób jej z niczym pomylić. Mimo nachylenia sięgającego momentami 45% idzie się naprawdę wygodnie. Nie ma tu błota czy śliskich kamieni – ot, leśna droga. Jako że jest to początek wyprawy, dajemy się lekko ponieść ekscytacji i w bardzo szybkim tempie docieramy na ogromną polanę na wysokości około 2 200 m n.p.m. Przyznaję – w tym momencie dosłownie przepadam.

Nie byłam gotowa na tak wspaniałe widoki. Z niedowierzaniem patrzę na zaśnieżone trzytysięczniki. Trudno mi pojąć, że coś tak ogromnego i monumentalnego może naprawdę istnieć. Jednocześnie, rozglądając się wokół siebie, widzę bogactwo kwiatów, jakiego nie widziałam nigdy w życiu. Morze kolorów w silnych promieniach gruzińskiego słońca, nieograniczona przestrzeń i endorfiny po wymagającym marszu sprawiają, że mam ochotę dosłownie skakać z radości.

jeziora koruldi szlak
jeziora koruldi szlak

Na polanie znajduje się również niewielki punkt widokowy, na który ochoczo wspinamy się i organizujemy sobie szybki posiłek. Czas nas goni, więc po niedługiej przerwie ruszamy przed siebie. Widoków nie tracimy, ponieważ nasza trasa przez cały czas wiedzie przez otwarte łąki. Droga jest szeroka – nad jeziora można dojechać również samochodem terenowym, a droga dla pojazdów łączy się z pieszym szlakiem właśnie przy wspomnianym punkcie widokowym. Widzimy kilka aut, ale ponieważ mamy już godzinę 17, zmierzają one raczej w drogę powrotną.

Mamy przed sobą teraz 4-kilometrowy odcinek wygodnego trekkingu. Z początku nachylenie ponownie raptownie wzrasta, a droga wyprowadza nas na wysokość ok. 2 400 m n.p.m. Następnie, na 2 kilometry szlak ulega niemal całkowitemu wypłaszczeniu. Dopiero ostatni fragment podejścia ponownie nachyla się do 30-40%. Ostatnie chwile wysiłku i docieramy do celu.

jeziora koruldi
jeziora koruldi
Typowa Gruzja
jeziora koruldi terenówki
Niektórzy wybierają samochody terenowe.

Jeziora Koruldi – zwieńczenie trekkingu

Nie chcę siać złej reklamy temu bardzo turystycznemu miejscu, więc powiem delikatnie, że urzekło mnie mniej niż polana na 2 200 m n.p.m. Mam wrażenie, że Jeziora Koruldi przeżywają kryzys związany z globalnym ociepleniem, ponieważ wszystkie wyglądają właściwie jak niewielkie stawy. Najważniejszy efekt, będący powodem turystycznego zainteresowania tym miejscem, jednak pozostaje – w tafli jezior wspaniale odbijają się ośnieżone giganty. Mateusz przepada na dłuższą chwilę ze swoim aparatem, a ja staram się zorientować w terenie.

jeziora koruldi
Największe z jezior Koruldi
jeziora koruldi
jeziora koruldi
Jeziora są właściwie sadzawkami.

Oficjalny szlak kończy się w tym miejscu, ale dalej w górę wiedzie dosyć dobrze widoczna ścieżka. Według map dotrzeć nią można na bezimienny zielony szczyt o wysokości 3 328 m n.p.m. Gdyby nie późna pora, z pewnością zdecydowałabym się poodkrywać nieco ten teren.

Patrząc dalej, widzę niewielkie kłębowisko chmur. To właśnie ono zakrywa nam najbardziej charakterystyczne wierzchołki górujące nad Mestią – Uszbę Południową (4 710 m n.p.m.) i Północną (4697 m n.p.m.). Te dwie niezwykle strome góry tworzą formację przypominającą rogi, a u ich podnóża zalega lodowiec Guli. Wspinaczka na wyższy wierzchołek obejmuje teren skałkowy o trudności do IV oraz teren mikstowy o zmiennych warunkach (dotarłam do informacji o imponującej trudności M7+). Momentami wiatr przewiewa nieco obłoki i naszym oczom ukazuje się południowy róg Uszby. Rogatego bohatera w całości udaje nam się jednak zobaczyć dopiero odwracając się za siebie w drodze powrotnej, kiedy słońce zaczyna już zachodzić, a niebo robi się bezchmurne.

uszba koruldi
Warto się czasami odwrócić! Widok na Uszby w drodze powrotnej.

Teren wokół jeziorek to ogromny płaskowyż, idealnie nadający się do rozbicia namiotu. Patrząc na zachód dostrzec można szczyt Guli o skromnej jak na otoczenie wysokości 2 926 m n.p.m. Można go zdobyć podążając szlakiem do wioski Mazeri. Niestety jest to kierunek przeciwny do naszego planu, więc nas musi zadowolić jedynie widok. Zresztą krajobrazy rozciągające się na wschód budzą znacznie większy zachwyt. To właśnie tam zaczynają się czterotysięczne gruzińskie giganty. Podobno przy idealnej widoczności widać stąd nawet Shkharę – 5 193 m n.p.m.

jeziora koruldi
Wspaniałe miejsce na kemping i Guli w tle.

Z zadowoleniem siadamy na polanie i raczymy się winem z plastikowej butelki, które zostało nam wciśnięte jeszcze na targu w Kutaisi. Gruzińskie wino jest mocne i intensywne w smaku, a w takich warunkach smakuje idealnie. Nieco rozgrzani i w dobrych nastrojach ruszamy w drogę powrotną. Tym razem na polance z punktem widokowym odbijamy w przeciwną stronę, czyli w lewo. Do Mestii schodzimy więc drugim, alternatywnym wariantem. Po chwili naszym oczom ukazuje się kolejny niezapomniany widok. W pomarańczowym blasku znikającego za horyzontem słońca, w całej okazałości prezentuje się nam szczyt Tetnuldi (4 858 m n.p.m.).

tetnuldi
Tetnuldi (4858 m n.p.m.) w tym momencie staje się moją ulubioną górą.

Po kolejnej przydługawej przerwie na zdjęcia pośpiesznie ruszamy przed siebie. Nie zostało nam już wiele światła słonecznego. Mamy do wyboru zejście szeroką żwirową drogą dla samochodów terenowych lub wybrać znacznie krótszy, ale stromszy szlak przez las. Oczywiście decydujemy się na drugą opcję. Ścieżka jest znacznie bardziej zarośnięta niż nasz szlak w pierwszą stronę, ale w większości łatwo ją dostrzec.

jeziora koruldi szlak
Szlak powrotny

Tracimy wysokość w niesamowitym tempie, co pozwala nam dotrzeć na szerszy i mniej stromy odcinek jeszcze przed nastaniem całkowitej ciemności. Ostatni fragment to droga przez górne zabudowania Mestii, pomiędzy charakterystycznymi swaneckimi wieżami obronnymi. Dawniej stanowiły one schronienia podczas zażartych walk rodowych. Obecnie są nieodłącznym elementem swaneckiego krajobrazu i bezcennym dorobkiem kulturowym, sprawiającym, że cała Górna Swanetia wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

Czujemy, że dzisiejszy trekking stanowił bardzo mocne rozpoczęcie naszych gruzińskich wakacji. No bo umówmy się, jak często robi się 1 350 metrów deniwelacji w niespełna pięć godzin, na „krótkiej” popołudniowej wycieczce? Jeziora Koruldi mogą jednak stanowić cel całodziennej wycieczki, połączonej z dłuższą przerwą na podziwianie swaneckich widoków.

A po jeziorach? Po jeziorach do spania! Jutro wstajemy bowiem raniutko i obieramy kurs na Adishi, rozpoczynając naszą wielodniową, trekkingową pętlę.

Data wycieczki: 20 lipca 2025 roku

Statystyki wycieczki: 14 km; 1 350 metrów różnicy wysokości

mestia unesco
Mestia nocą

Mapa wycieczki

Co jeszcze robić w Mestii?

Mestia jest najbardziej turystycznym miasteczkiem Swanetii Górnej, a jednocześnie punktem startowym znanej, kilkudniowej trasy trekkingowej do Ushguli.

Sama Mestia również oferuje kilka wartych uwagi atrakcji. Poza opisanym powyżej trekkingiem do Jezior Koruldi, można wybrać się również w wędrówkę pod lodowiec Chaladi. Jest to 8 km trekkingu, podczas którego zdobędziemy ok. 500 metrów przewyższenia. Niestety droga w większości jest szeroka, żwirowa i mało atrakcyjna. Warto zatem zainteresować się oferowanymi w miasteczku wycieczkami konnymi, rowerowymi lub samochodami terenowymi. Inną propozycją jest trekking do położonej nieco na zachód wioski Mazeri. Jest ona znacznie mniej turystyczna i stanowi punkt wyjściowy na lodowiec Guli oraz słynne Uszby.

mestia
Mestia widziana z góry

Poza turystyką górską w Mestii można zająć się odkrywaniem swaneckiej kultury. Znajduje się tu bardzo polecane Muzeum Historii i Etnografii Swanetii. Niestety nam nie było dane go odwiedzić, gdyż okazało się, że obiekt jest zamknięty w poniedziałki, czyli dokładnie wtedy, gdy byliśmy w Mestii. Pasjonaci historii mogą zainteresować się również niewielkimi muzeami poszczególnych swaneckich rodów. Wieczory polecam natomiast spędzić w jednej z wielu restauracji zgromadzonych wokół głównego placu. Oferują one wspaniałe jedzenie w bardzo dobrej dla Europejczyka cenie oraz, nierzadko, lokalną muzykę na żywo.

mestia
Widok z jednej ze swaneckich wieżyczek

Ciekawą opcją jest odwiedzenie lokalnego kina DEDE, prezentującego film ukazujący realia życia w Swanetii kilkadziesiąt lat temu. Takie samo kino znajduje się jednak również w Ushguli, więc my zdecydowanie polecamy skorzystanie z tej atrakcji właśnie tam, wydawałoby się na samym końcu świata.

Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.

Posts created 5

2 thoughts on “Jeziora Koruldi (2 740 m n.p.m.) z Mestii [Swanetia dzień 1]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top