Hochgolling (2 862 m n.p.m.) to najwyższy szczyt grupy Schladminger Alpen oraz całego pasma Niskie Taury, wchodzącego w skład Alp Centralnych. Szczyt położony jest w środkowej Austrii na granicy dwóch krajów związkowych: Styrii i Salzburga. Ze względu na znaczną wysokość, zdobycie wierzchołka jest sporym wyzwaniem kondycyjnym, ale technicznie nie nastręcza większych problemów. Przy dobrej pogodzie, z Hochgolling można podziwiać przepiękną panoramę na pobliski masyw Dachstein oraz majestatyczne Wysokie Taury. Zapraszam na relację ze zdobycia szczytu Hochgolling z parkingu Wilde Wasser!
SPIS TREŚCI:
- Skąd pomysł na Hochgolling?
- Hochgolling – szlak z parkingu Wilde Wasser
- Gollinghütte i Gollingwinkel
- Hochgolling – podejście z Gollingwinkel
- Mapa wycieczki
Skąd pomysł na Hochgolling?
Pomysł zdobycia Hochgolling rodzi się w naszych głowach zupełnie spontanicznie. Był pierwszy dzień sierpnia, nasz pierwszy wieczór na campingu w Ramsau am Dachstein. Nasze pierwotne plany zakładały wyjście w masyw Dachsteinu, a mianowicie pokonanie ferraty IRG2 oraz zdobycie szczytu Großer Koppenkarstein. Rutynowo sprawdzamy pogody, a tu: zdziwienie! Prognozy zmieniły się na znacznie mniej korzystne. Wizja ewentualnej ulewy (czy o zgrozo burzy!) na ferracie zdecydowanie nas nie przekonuje. Odpalamy zatem niezawodne mapy.cz i weryfikujemy nasze zamierzenia. Stanęło na tym, że wspinaczki nie będzie, a zamiast tego zrobimy intensywny trekking na leżący w pobliżu najwyższy szczyt Niskich Taur – Hochgolling.
Hochgolling – szlak z parkingu Wilde Wasser
2 sierpnia budzimy się raniutko – godzina 6.00, szybka kawka, śniadanie i pora pakować się do samochodu. Jedziemy do miejscowości Schladming, znanej z corocznego organizowania zawodów Pucharu Świata w narciarstwie alpejskim. Kierujemy się na parking Wilde Wasser. Podstawowym minusem tego rozwiązania jest konieczność zapłaty aż 11 euro za wjazd na prowadzącą w to miejsce drogę (cena na sierpień 2022 r.). Z drugiej jednak strony, parking jest spory, w rannych godzinach prawie całkowicie pusty, a także położony w bezpośredniej bliskości szlaków turystycznych. Wysokość parkingu to 1 080 m n.p.m., w drogę ruszamy kilka minut po godzinie 8.00. Pogoda faktycznie nienajlepsza – mgła, wilgoć, dosyć zimno.
Szlak z parkingu do schroniska Gollinghutte okazuje się być trasą bardzo przyjemną i dobrze przygotowaną. Wiedzie przez szeroką dolinę, w bezpośredniej bliskości rwącego potoku, wśród zielonych łąk i pasących się na nich leniwie krówek. Słowem: sielsko. Na pierwszych czterech kilometrach teren podnosi się raczej nieznacznie, dopiero na ostatnim odcinku robi się bardziej stromo. Towarzyszący nam przez całą drogę potok spada w tym miejscu z kilkunastometrowego progu, tworząc doskonale widoczny ze szlaku wodospad.




Gollinghütte i Gollingwinkel
Do schroniska Gollinghütte, położonego na wysokości 1642 m n.p.m., docieramy ok. 9.30. Tam też przeżywamy rozterkę – pogoda bowiem ani myśli się poprawiać. Chmury niziutko, mgła coraz gęstsza… Ruszamy dalej, ale już kilka minut później nasze morale słabną ponownie – zaczyna padać. No nic, z cukru nie jesteśmy. Kontynuujemy marsz, aż tu nagle… w gęstej mgle nagle na skale pojawia się sylwetka czarnego konia. Wierzcie lub nie, ale w okolicznościach, w których się znajdujemy wygląda on naprawdę mrocznie. Szybko się jednak okazuje, że ów koń nie był żadnym zwiastunem naszej zguby, a jedynie członkiem pasącego się tutaj stada. 15 minut po opuszczeniu wyjściu ze schroniska meldujemy się na płaskiej dolince Gollingwinkel, położonej na wysokości ok. 1 700 m n.p.m. Z tego miejsca zaczyna się już kamienne i ostre podejście na Hochgolling. Pogoda w dalszym ciągu jest fatalna, więc po krótkiej dyskusji decydujemy się na wycofanie – trudno, nic na siłę.
Wracamy do schroniska z szybko zmienionym planem na dzisiejszy dzień – odchodzą stamtąd bowiem dwa szlaki – jeden na Hochgolling, drugi na szczyt o nazwie Greifenberg (2 618 m n.p.m.). Na mapie wygląda on obiecująco – bezpośrednio pod nim znajduje się cała masa morenowych jeziorek, a więc może będzie tam tak ładnie jak w naszej Piątce? Przede wszystkim jednak, okolice naszego nowego celu wyglądają zdecydowanie lepiej – jakby mniej zachmurzone, lepiej rokujące… Prędko podejmujemy jednak decyzję o kolejnym odwrocie, gdy i nad Greifenbergiem szybko materializują się złowieszcze chmury.
Na przestrzeni jednej godziny po raz trzeci meldujemy się w schronisku. Pogodzeni jesteśmy już właściwie z myślą, że tego dnia żadnego szczytu nie zdobędziemy i trzeba wracać do auta. Wtem, nagle, zdarza się prawdziwy cud! Na naszych oczach, dosłownie na przestrzeni paru sekund mgła się rozstępuje, potężna chmura ulega zdematerializowaniu, a nad Niskimi Taurami zaczyna święcić Słońce. Hochgolling odsłania się w całej okazałości! To, że w górach pogoda jest nieprzewidywalna wie każdy, ale tak nagłej, wręcz magicznej zmiany, nie udało mi się doświadczyć nigdy. No nic! Dar od losu trzeba wykorzystać, decydujemy się więc, że czas na kolejną próbę zdobycia Hochgolling.






Szybki marsz i ponownie jesteśmy na Gollingwinkel, tym razem jednak w zupełnie innej scenerii. Płaska, intensywnie zielona dolinka, otoczona monumentalnymi górami robi teraz na nas niesamowite wrażenie – zgodnie uznajemy ją za jedno z piękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek udało nam się odwiedzić podczas naszych górskich włóczęg.
Hochgolling – podejście z Gollingwinkel
Tym samym, około godziny 11.00 rozpoczynamy właściwe podejście kamienistym żlebem! Szlak okazuje się być wygodny dla buta, ale jednocześnie bardzo stromy, mozolny i jednostajny widokowo, przez co kojarzy mi się z naszymi Rysami od polskiej strony. Niestety pogoda ponownie ulega zmianie – nad Hochgollingiem po raz kolejny zbierają się niepokojące chmury. Trzeba się sprężać, przecież kolejny raz się nie wycofamy!
Parę minut po godzinie 12 meldujemy się na przełęczy Gollingscharte (2325 m n.p.m.), rozdzielającej Hochgolling od Zwerfenberg (2642 m n.p.m.). W miejscu tym po raz pierwszy otwiera się nam rozległa panorama w kierunku zachodnim – widok ten towarzyszy nam zresztą aż do samego szczytu. Na przełęczy krótka przerwa, drugie śniadanko i lecimy dalej! 500 metrów przewyższenia samo się nie zrobi!


Po opuszczeniu przełęczy kontynuujemy mozolne nabywanie wysokości – idąc nadal po kamienistej, dobrze oznakowanej ścieżce. Wątpliwości pojawiają się dopiero, kiedy natrafiamy na rozgałęzienie (wysokość ok. 2 630 m n.p.m.). Mamy tutaj wyboru – drogę historyczną bądź wariant graniowy, oznaczony dopiskiem „nur für Geubte” („dla doświadczonych”). Po krótkiej konsternacji, wybieramy szlak graniowy (być może dlatego, że zabrakło nam tu zasięgu, koniecznego do sprawdzenia znaczenia słówka „Geubte”). Niedługo po rozwidleniu, droga faktycznie staje się znacznie bardziej wymagająca. Teren robi się skalisty – wreszcie mamy okazję, żeby poużywać dzisiaj także i rąk. Trasa szybko wyprowadza nas na grań i biegnie nią aż do szczytu. Jesteśmy w ciekawej sytuacji: po lewo gęsta mgła przysłania nam jakikolwiek widok, po prawo odsłonięta pełna panorama… jak gdyby właśnie Hochgolling nie pozwalał nisko zawieszonej chmurze ruszyć dalej na zachód. Samą trudność odcinka graniowego porównałbym do Orlej Perci (z tym, że nie ma tam żadnych sztucznych ułatwień). Zdecydowanie należy zachować czujność oraz nie rekomendowałbym tego odcinka tym, którzy nie przepadają za ekspozycją.
W pewnym momencie, na wysokości 2740 m n.p.m., po pokonaniu ok. 2/3 odcinka graniowego, trafiamy na sporą szczerbinę – w celu jej obejścia musimy lekko zejść. Niestety w tym momencie zawodzą nasze umiejętności nawigacyjne – zamiast wrócić na grań, trafiamy na bardzo ostro nachylone zbocze, pełne drobnych i sypkich kamieni. Chwilę brniemy przed siebie, trawersując zbocze, jednak szybko orientujemy się, że na pewno nie jesteśmy już na szlaku. Szczęśliwie, nieco pod nami, zauważamy wariant historyczny (tj. ten łatwiejszy) i ostrożnie kierujemy się w jego stronę. Próba powrotu na grań nie ma w tym miejscu większego sensu, toteż dalszą wędrówkę kontynuujemy lżejszym wariantem. Jeszcze przez chwilę pozostajemy na kamienistej ścieżce, ale szybko znów wskakujemy na skałę. Miejscami trzeba użyć rąk, ale generalnie poziom trudności nie wykracza poza to, co można spotkać na znakowanych szlakach tatrzańskich.
Na szczycie Hochgollinga meldujemy się o godzinie 13.45. Przy dobrej pogodzie jest to doskonały punkt widokowy – można stamtąd podziwiać nie tylko okoliczne Niskie Taury, ale także lodowce Wysokich Taur oraz oczywiście, pobliski masyw Dachsteinu. My najlepszych warunków niestety nie mamy, ale narzekać też nie ma sensu – z jednej strony nadal potężna chmura, z drugiej jednak wyśmienita panorama w kierunku zachodnim. No i oczywiście satysfakcja! Kolejna bardzo wysoka góra dołącza do naszej kolekcji!







Krótki odpoczynek, obowiązkowe zdjęcie z krzyżem i ruszamy z powrotem dokładnie tą samą trasą, którą żeśmy tutaj weszli. Kusi nas schodzenie szlakiem graniowym (tym razem bez pobłądzenia), ale po ponownym spojrzeniu na niebo, wybieramy jednak wariant historyczny. Ponownie odwiedzamy przełęcz, cudowną dolinkę Gollingwinkel ze stadkiem koni, schronisko (po raz czwarty tego dnia) i pastwiska pełne krów. Przy samochodzie meldujemy się o godzinie 17.40 – bardzo zadowoleni, że pomimo niepewnej pogody, tak pięknie udało nam się spędzić ten dzień.
W drodze powrotnej zatrzymuje się w słynnym miasteczku Schladming i urządzamy sobie krótki spacer po centrum. Miejscowość robi na nas pozytywne wrażenie – bardzo zadbana, klimatyczna no i najważniejsze – sprzedają tam pyszne lody!
PS. Na koniec sprzedam Wam doskonały argument, dlaczego przed wyjściem w góry warto dokładnie przeanalizować mapę. Już po powrocie do Polski odkryłem bowiem, że nazwa parkingu Wilde Wasser (dzika woda) nie wzięła się znikąd. Dosłownie 650 metrów od parkingu, na wysokości ok. 1200 m n.p.m. znajduje się spory wodospad – Grosser Riesechfall, a kawałeczek nad nim alpejskie jeziorko Riesechsee. Podejrzewam, że gdybym wiedział o tym wcześniej, to byśmy tam jeszcze po trekkingu podeszli. Nauczka na przyszłość – robić lepszy research.
Data wycieczki: 2 sierpnia 2022 roku
Statystyki wycieczki: 25 km, 2000 metrów różnicy wysokości
Dziękuję, że poświęciłeś czas na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.





3 thoughts on “Hochgolling (2 862 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Niskich Taur”