Habicht (3 277 m n.p.m.) to monumentalny szczyt w kształcie piramidy, położony w Alpach Sztubajskich – przepięknym paśmie górskim w austriackim Tyrolu. Choć nie jest to najwyższy punkt w okolicy, pod względem walorów przyrodniczych i widokowych, wierzchołek oceniam jako absolutnie wyjątkowy. Dość powiedzieć, że pomimo, iż od mojej wizyty na Habichcie minęło już pięć lat, w dalszym ciągu uważam go za jeden z najwspanialszych szczytów, na jakich kiedykolwiek miałem przyjemność stanąć.
Zapraszam na relację ze zdobycia szczytu w ciągu jednego dnia, rozpoczynając prosto z doliny, z parkingu w miejscowości Gschnitz oraz z przejścia pobliskiej ferraty Ilmspitze Klettersteig [C/D].
Habicht – najważniejsze informacje
NASZA TRASA W PIGUŁCE
Przebieg: Gschnitz – Innsbrucker Hütte – Habicht – Innsbrucker Hütte – Ilmspitze Klettersteig – Gschnitz
Dystans:
18 km
Suma podejść:
↑ 2 620 m
Czas przejścia:
10 h
Trudność:
I w skali UIAA (Habicht)
C/D (Ilmspitze Klettersteig)
Data wycieczki:
21 sierpnia 2021
Start/Koniec: parking w miejscowości Gschnitz k. Innsbrucka (współrzędne: 47.0278900N, 11.3306569E, link do Mapy Google)
- Habicht leży w Alpach Sztubajskich, w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Innsbrucka. Wierzchołek wznosi się ponad dwa tysiące metrów nad dnem trzech dolin: Stubaital, Pinnistal oraz Gschnitzal.
- Habicht najczęściej zdobywa się z Innsbrucker Hütte, położonego na wysokości 2 369 m n.p.m. Najkrótsza droga do schroniska wiedzie z parkingu w miejscowości Gschnitz. Jest to szlak bez trudności technicznych, ale dosyć mozolny: wymaga pokonania 1 100 metrów różnicy wysokości na dystansie zaledwie 4 kilometrów. Alternatywą jest długie podejście z miejscowości Neder, dnem doliny Pinnistal (10,2 km; prawie 1 400 metrów różnicy wysokości). Wreszcie, do Innsbrucker Hütte można trafić również od strony zachodniej, fragmentem długodystansowej trasy Stubaier Höhenweg. Droga z Bremer Hütte zajmuje ok. 10 km i 810 metrów przewyższenia.
- Szlak na Habicht z Innsbrucker Hütte wymaga nabrania kolejnych 900 metrów różnicy wysokości. Na trasie znajdziecie sporo żelaznych ubezpieczeń (linia życia, klamry), które pozwalają na bezpieczne pokonanie trudniejszych fragmentów (droga została wyceniona na I w skali UIAA).
- Szlak na Habicht wymaga pokonania niewielkiego lodowczyka – Habichtferner. Z moich doświadczeń wynika [wejście pod koniec sierpnia 2021 r.], że późnym latem pole śnieżne jest już bardzo niewielkie, toteż nie wymaga użycia ani raków, ani tym bardziej czekana. Biorąc pod uwagę ostatnie, dynamiczne zmiany klimatyczne, śmiem podejrzewać, że lodowczyk może zniknąć w ciągu najbliższych kilku lat.
- Ze względu na powyższe, Austriacy rekomendują zdobywanie Habichta w dwa dni, z noclegiem w schronisku Innsbrucker Hütte. My jednak zrobiliśmy szczyt w czasie jednodniowej wyrypy, startując ze wspomnianego parkingu w miejscowości Gschnitz. Co więcej, po zdobyciu Habichta zdążyliśmy jeszcze przejść pobliską Ilmspitze Klettersteig – ciekawą ferratę w wapiennej części masywu. Cała wycieczka wymagała od nas pokonania ponad 2000 metrów różnicy wysokości, ale zapewniam – było warto ;).
- Habicht należy do zestawienia Seven Summits Stubai, stworzonego przez lokalne centrum turystyczne doliny Stubai. Zdobycie siedmiu wierzchołków uprawnia do statuetki, zdjęcia na stronę internetową oraz wpisu do tabeli sław. Już tylko trzy wystarczą natomiast do otrzymania pamiątkowej koszulki z wizerunkami wszystkich siedmiu szczytów. Choć w momencie tworzenia tego wpisu mój własny egzemplarz jest już bardzo znoszony (to już prawie 5 lat!), trzyma się na nim zarówno nadruk z nazwą projektu, jak i sylwetki wszystkich gór ;).
Z Gschnitz do Innsbrucker Hütte
Jest godzina 7.45, gdy zajeżdżamy na rozległy, płatny parking, położony w miejscowości Gschnitz (wysokość: 1 284 m n.p.m.) w dolinie Gschniztal. W tym wypadku piękna była już sama droga, prowadząca przez przeurocze, tyrolskie wioski.

Nie tracąc czasu, przekraczamy mostek nad rzeką Gschnitzbach, a następnie niemal z marszu rozpoczynamy podejście po sakramencko stromym zboczu. Tym sposobem, na przestrzeni dwóch najbliższych kilometrów nabywamy aż 700 metrów różnicy wysokości. Niebywałe! Szlak szybko staje się widokowy, oferując sympatyczną panoramę na dno doliny Gschnitztal oraz szczyty domykające ją z przeciwległej strony.
W nieco ponad godzinę przekraczamy poziom 2 000 m n.p.m. i wchodzimy w pasmo intensywnie zielonych łąk. Mijamy leniwie pasące się owce, a niebawem po raz pierwszy dostrzegamy przed sobą estetyczny gmach Innsbrucker Hütte (2 369 m n.p.m.). Do schroniska docieramy około 9.40, co pozwala nam zamknąć pierwszy, 1100-metrowy etap wycieczki w czasie niespełna dwóch godzin. Tempo chyba całkiem niezłe ;). A widoki wokół nas? Nieziemskie! Szczególnie pięknie prezentuje się stąd dolina Pinnistal, wraz z górującą nad nią sylwetką Elferspitze. Nasz dzisiejszy cel też już zresztą widać w pełnej, monumentalnej okazałości.





Wejście na Habicht
Początek drogi z Innsbrucker Hütte na Habicht mija nam w kruchym, kamienistym terenie, ale po dobrze oznakowanej ścieżce. Przez dłuższy czas podejście nie niesie za sobą żadnych trudności technicznych, ale wymaga za zachowania koncentracji, dobrej kondycji oraz… ogromnej cierpliwości. Strome, kamieniste zbocze ciągnie się bowiem w nieskończoność, metr po metrze, próg za progiem… Na domiar złego, widok na okoliczne szczyty zasłania nam teraz gęsta, pierzasta chmura. Rany! Mam gorącą nadzieję, że natura nie zabierze nam okazji, aby ujrzeć ze szczytu choć trochę otaczające nas świata!
Pomimo rosnącego zmęczenia i stromego terenu (omawiany odcinek to aż 900 metrów przewyższenia na dystansie zaledwie 2,5 kilometra!), przez cały czas zachowujemy bardzo dobre tempo. Wraz z nabywaniem wysokości, na szlaku pojawia się coraz więcej ciekawszych fragmentów, dających nam możliwość skorzystania również i z naszych rąk. Wszelkie potencjalnie problematyczne sekwencje zostały ubezpieczone żelazną liną, bardzo podobnej do tej stosowanej na ferratach. W moim odczuciu wejście jest satysfakcjonujące, ale dosyć proste. Ot, wystarczy chwycić się liny bądź wygodnego chwytu na skale i cała filozofia. W przeciwieństwie do innych szczytów Alp Sztubajskich, które mieliśmy okazję odwiedzić wcześniej, na Habichcie zaskakuje nas relatywnie duża frekwencja. Co jakiś czas jesteśmy zmuszeni do obchodzenia wolniejszych turystów bądź stajemy w zatorach, tworzących się przed fragmentami ze sztucznymi ubezpieczeniami.
Na wysokości ok. 3 100 m n.p.m. przechodzimy przez niewielki lodowczyk Habichtferner. Pole nie wymagało ubierania raków, a jedynie ostrożnego podążania po wyraźnie wydeptanym śladzie.







Habicht – szczyt
Po pokonaniu lodowczyka, na szczyt pozostaje już tylko żabi skok. Kilkanaście metrów skalno-kamienistego terenu i zdobywamy Habicht (3 277 m n.p.m.)! Na wierzchołku stajemy o godzinie 11.50, a więc po czterech godzinach marszu. Jak na prawie 2 000 metrów różnicy wysokości, wynik ten poczytujemy za duży sukces kondycyjny. Ja cieszę się tym bardziej, że zaledwie dwa dni wcześniej wyjątkowo mocno zmęczył mnie inny z tutejszych trzytysięczników – Wilder Freiger. Czuję satysfakcję, że tym razem zdobyłem tak wysoki szczyt w wyśmienitym, sprawnym stylu, bez większego zmęczenia i w doskonałym nastroju.
Warunki widokowe szczęśliwie uległy znacznej poprawie, dzięki czemu panorama prezentuje się wręcz onieśmielająco. Efekt powstały z połączenia dziesiątek skał, lodowców i chmur robi na mnie ogromne wrażenie. Stojąc na szczycie Habichta myślę sobie, że do Raju można trafić już za życia. Wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać ;). Moje mistyczne przemyślenia dodatkowo potęguje masywny krzyż, ustawiony na samym wierzchołku góry.





Zejście z Habicht
Po kilkunastu minutach na szczycie, rozpoczynamy zejście ze szczytu Habichta. Do schroniska schodzimy tą samą trasą, ponownie pokonując nietrudne elementy wspinaczkowe, przejście przez lodowczyk oraz sypkie, kamieniste zbocze. Dzięki utrzymującej się, znacznej poprawie widoczności, tym razem mamy okazję podziwiać znacznie piękniejsze i szersze panoramy od tych, które obserwowaliśmy zmierzając w pierwszą stronę. No i co tu dużo mówić – w tych warunkach nawet najbardziej irytujące piargi wydają się jakieś takie bardziej znośne, a usta co kilka minut rozszerzają się w niemym wyrazie zachwytu. Z powrotem w schronisku meldujemy się przed godziną 14, co by oznaczało, że zejście zajmuje nam na razie mniej więcej tyle samo czasu, co wejście.





Ponieważ pogoda w dalszym ciągu jest bardzo ładna, a nam nadal nie brakuje energii, w tym miejscu decydujemy się o wydłużeniu naszego trekkingu o pobliską via ferratę – Ilmspitze Klettersteig. Można powiedzieć, że to coś w rodzaju kompromisu. Mi na pierwszym wyjeździe w Alpy zależało najbardziej na wysokości, przestrzeni i widokach, Martynie była natomiast zafascynowana ferratami. Połączenie szczytów Habicht i Ilmspitze jest więc idealnym sposobem, aby każdy czuł się całkowicie usatysfakcjonowany ;).
Droga ze schroniska Innsbrucker Hütte (2 369 m n.p.m.) do podstawy ferraty Ilmspitze Klettersteig to ok. 2 kilometry łagodnego trekkingu po zielonym zboczu (100 metrów w górę, 200 metrów w dół). Pomimo niewielkiej odległości, krajobraz wokół nas ulega bardzo istotnej zmianie. W zaledwie kilkanaście minut opuszczamy towarzystwo skał metamorficznych i wchodzimy w fantazyjny świat białych wapieni i dolomitów. Krajobrazowo i geologicznie jest to osadowa „wyspa”, nałożona na krystaliczny fundament Alp Sztubajskich. Stąd też charakterystyczne jasne, poszarpane ściany i turnie przypominające włoskie Dolomity. W połączeniu z widokiem na te wszystkie pobliskie trzytysięczniki, wszystko to wygląda wprost niesamowicie, prawdziwa uczta dla zmysłów.


Via ferrata Ilmspitze Klettersteig
W ten sposób obchodzimy ścianę Kalkwand (w dosłownym tłumaczeniu „Wapienna Ściana”, 2 564 m n.p.m.), a następnie podchodzimy pod start Ilmspitze Klettersteig. Przejście ferraty wymaga pokonania 280 metrów różnicy wysokości oraz zajmuje około dwóch godzin. Jeżeli chodzi o trudność, można powiedzieć, że jest średnio. Najtrudniejszy fragment (droga po pionowej ścianie, ubezpieczonej klamrami) wyceniony jest na C/D i znajduje się na początku ferraty. Dalej problemy rozkładają się falami, stanowiąc ciekawą przeplatankę stromych podejść (wycenianych na C) oraz łatwiejszych trawersów (wyceny A, czasami B). W końcówce należy przekroczyć widowiskową szczelinę skalną, również wycenioną na B.






Ze szczytu Ilmspitze (2 692 m n.p.m.) roztacza się przepiękny widok zarówno na Habicht, jak i na dziesiątki okolicznych szczytów. Bliżej położone wierzchołki cechują się charakterystycznymi, białymi ścianami, co nadaje panoramie wygląd porównywalny z tymi, oferowanymi przez włoskie Dolomity. Nie ukrywam, że w widoku tym na chwilę przepadam, starając się za wszelką cenę zapamiętać każdy jego szczegół. Z błogiego stanu wybija mnie dopiero Martyna, trafnie przypominająca, że na zegarkach mamy już godzinę 16.30. Na dłuższe posiadówki nie ma już więc czasu, trzeba lecieć dalej.




Technicznie zejście z ferraty jest już znacznie łatwiejsze – trudności oscylują najczęściej wokół A i tylko w najtrudniejszym momencie osiągają wartość B/C. Droga powrotna jest jednak o tyle wymagająca, że szlak w tym rejonie jest wyjątkowo sypki. Idziemy więc powoli i niepewnie, co jakiś czas zjeżdżając na pięcie i wywołując małe, kamienne lawinki. Oj, nie było to przyjemne, zdecydowanie! W końcu docieramy jednak na znajomy szlak, który w kilkadziesiąt minut po raz kolejny doprowadza nas w pobliże schroniska Innsbrucker Hütte. W Alpach panuje już wieczór, który przynosi nam dzisiaj przepiękną, sielską pogodę z fantastycznymi widokami na wszystkie strony świata. Cóż za dzień!




Droga powrotna do Gschnitz
Przed schroniskiem odbijamy w prawo, obierając ten sam szlak, którym żeśmy tutaj przyszli. W czasie długiego zejścia po ziemistym, stromym zboczu, Martyna pyta mnie nagle o… moje życie randkowe (nie miałem jeszcze wówczas dziewczyny!). Ah, jakże musiała być wtedy znużona, jeśli zainteresowały ją takie tematy :D. Na parking w miejscowości Gschnitz wracamy kwadrans przed godziną 20. Choć nogi bolą nas już bardzo, dobry humor się nas trzyma. Czujemy bowiem, że zrobiliśmy coś absolutnie fantastycznego… Majestatyczny trzytysięcznik, ciekawa ferrata, ponad 2500 metrów różnicy wysokości… i to wszystko jednego dnia! Wow! To się nazywa życie!
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.





