Großer Koppenkarstein (2 863 m n.p.m.) – via ferrata IRG 2

Großer Koppenkarstein to szczyt znajdujący się w masywie Dachsteinu w paśmie Alpy Salzburskie. Znany jest głównie z prowadzącej na jego wierzchołek via ferraty IRG 2, jednej z najbardziej popularnych dróg żelaznych w regionie. Szczyt można zdobywać na dwa sposoby: łatwiejszy z nich zakłada wjazd kolejką Dachsteinbahn na pobliski Hunerkogel, a trudniejszy – trekking prosto z doliny z miejscowości Ramsau am Dachstein. W niniejszej relacji na tapetę wezmę wariant drugi.

SPIS TREŚCI:

  1. Jungfrauensteig
  2. Podejście pod ferratę IRG2
  3. Ferrata IRG2 [C/D] i szczyt Großer Koppenkarsteina
  4. Westgrat Klettersteig [B/C]
  5. Zejście z Westgrat Klettersteig
  6. Mapa wycieczki

Jungfrauensteig

Po wczorajszej wycieczce na Hoher Dachstein, zakończonej o godzinie 22.30, nie mamy ochoty na wczesne wstawanie. Z namiotu wyłaniamy się ospale około godziny 9. Jest już czwarty dzień naszego pobytu pod namiotem, a jednak dopiero pierwszy, gdy mamy sposobność oglądania jak camping budzi się do życia. Niespiesznie pijemy kawę, jemy śniadanie, jedziemy do sklepu… Lampa jednak, jak ją zapowiadali, tak faktycznie się świeci – żal nie skorzystać, coś trzeba zrobić.

Wybór padł na Großer Koppenkarstein przez ferratę IRG 2, o której przed przyjazdem w te rejony trochę czytałem. Z Campingu Dachstein wyjeżdżamy samochodem w kierunku miejscowości Ramsau am Dachstein. Zanim jednak wjedziemy do jej centrum, wybieramy jedną z wielu uliczek odchodzących w stronę północną – nazywa się ona Langgasse. Na jej schyłku znajduje się bowiem darmowy parking położony na wysokości ok. 1 300 m n.p.m., który posłuży nam jako punkt startowy dla dzisiejszej wycieczki. 

Podejście jest intensywne. Odcinek z parkingu na początek ferraty mierzy zaledwie 5 kilometrów długości, ale zrobić na nim trzeba aż 1200 metrów różnicy wysokości. Stromizna. Nic więc dziwnego, że przebieramy nogami dosyć mozolnie, zwłaszcza że słońce praży tego dnia wyjątkowo mocno (było ok. 30 stopni), a szlak wiedzie terenami niezacienionymi. Pierwszy etap naszej wycieczki to fragment trekkingu Jungfrauensteig. Odcinek ten jest wprawdzie wymagający kondycyjnie, ale idzie mi się nim bardzo sympatycznie – wiedzie bowiem pośród niskiej, ale gęstej roślinności, sielskiej kosówki, a także kilku formacji skalnych o nazwie Jungfrauen. Podejście wieńczy… skrzynka pocztowa umieszczona na wysokości 1 955 m n.p.m., opróżniana rzekomo dwa razy w tygodniu. Cóż, jedno jest pewne – tutejsi listonosze muszą mieć naprawdę niezłą kondycję!

Großer Koppenkarstein
Martyna, skały Jungfrauen i morze kosówki
Großer Koppenkarstein poczta
Nie kłamałem z tą skrzynką!
Großer Koppenkarstein widok
A listonosz ma taki widok! Glossglockner po prawo!

Wraz z nabywaniem wysokości, schodzimy z Jungfrauenstieg na szlak turystyczny nr 672 (tak, w Austrii szlaki są ponumerowane). Okolica staje się coraz mniej zielona: zdarzają się jeszcze pojedyncze kępki traw, ale generalnie dominują tu wszędobylskie kamienie. Podczas podejścia co jakiś czas zatrzymujemy się, by spojrzeć za siebie – przejrzystość powietrza tego dnia, pomimo upału, jest obłędna – doskonale widać pobliskie pasmo Niskich Taur, po lewo majaczą natomiast pokryte potężnymi lodowcami wierzchołki Wysokich Taur.

W pewnym momencie dostrzegam na południowym zachodzie potężną górę, wystającą wyraźnie ponad otaczające je szczyty. Dziwne, jak to możliwe, że nie widziałem jej wczoraj, co to może być? Krótka konsternacja, zerknięcie na mapę – no i olśnienie. Oto pierwszy raz w swoim życiu na własne oczy obserwuje Großglocknera, najwyższy szczyt Austrii. To dla mnie ważna chwila, ponieważ sporo czytałem o tej górze i jest to moje wielkie marzenie i największa (na ten moment) alpejska aspiracja.

Podejście pod ferratę IRG2

Dobra, dobra, czas wrócić do rzeczywistości – na razie nie Großglockner, tylko Großer Koppenkarstein. Powoli mijamy bulę usytuowaną na wysokości ok. 2000 m n.p.m., rozpoczynając wspinaczkę surowym żlebem. Nie ma sensu ukrywać: ten fragment podejścia bardzo mocno nadwyręża nasze morale – odcinek ten składa się na jedną wielką kupę drobnych kamyczków. Co drugi ruch, nawet wykonany z dużą ostrożnością, przeistacza się w małe kamienne lawiny. Cierpliwość trochę nam puszcza – obaj zastanawiamy się jakim cudem coś takiego można nazwać „szlakiem”, wzdychając do starannie ułożonych tatrzańskich chodników. Na domiar złego – mimo zabrania ponad dwóch litrów, płyny znowu się kończą. W lekkiej desperacji, napełniam butelkę wodą podchodzącą z topniejącego lodowca – no, czegoś takiego wcześniej nie piłem.

Großer Koppenkarstein szlak
Kamyczkowe, fatalne podejście
Großer Koppenkarstein lodowiec
Edelgrieß Gletschner
Großer Koppenkarstein glacier
Dziura w lodowcu, trzeba uważać!

Z dużą ulgą witamy niewielki lodowiec Edelgrieß Gletschner, idziemy jego skrajem, po prawej stronie. W pewnym momencie natykam się na potężną dziurę w wiecznym lodzie – wyglądem przypomina ona nieco studnię. Po raz kolejny pojawia się w mojej głowie ta sama refleksja – lodowce może i są piękne, ale mają w sobie coś strasznego, zdradliwego. Drobnicą pokonujemy jeszcze 100 metrów różnicy wysokości i nareszcie dochodzimy do punktu startowego ferraty IRG 2, nazywanej jedną z tutejszych klasycznych opcji. Jestem zadowolony – wolę pod nogami porządną skałę od zwodniczych kamyczków. 

Ferrata IRG2 [C/D] i szczyt Großer Koppenkarstein

Ferrata IRG2 pozwala na pokonanie 280 metrów różnicy wysokości i wyprowadza na sam szczyt Großer Koppenkarsteina. Droga jest umiarkowanie wymagająca – trudności w większości wycenione są na B lub C, jedynie w środkowej części znajdziemy dwa odcinki zakwalifikowane jako C/D. Kliknij po szczegółowe topo od bergsteigen.com. Wspinaczka ferratą IRG2 przyniosła mi dużo przyjemności i skalnej satysfakcji (chociaż momentami serce mocniej zabiło, szczególnie na pewnym niewielkim, acz mocno eksponowanym trawersie). Moim zdaniem, żelazna droga przypomina trochę Johann Klettersteig, ale jest od niego sporo krótsza – przewodnik mówi o dwóch godzinach, nam się udało przejść ją w półtorej.

Szczyt Großer Koppenkarsteina osiągamy kilka minut przed godziną 15. Jest tam pięknie, ale czujemy się tam… nieco dziwnie. Okolica prezentuje się bardzo surowo, jakbyśmy w przeciągu paru godzin przenieśli się z zielonej Austrii do skalistego Maroka czy Iranu. Panoramy są natomiast bardzo podobne do tych, które mieliśmy okazję podziwiać ze szczytu Hoher Dachsteinu dzień wcześniej – różnica tkwi tylko w tym, że lodowiec pokrywający masyw Dachsteinu oglądamy teraz z nieco innej strony. Z góry oglądamy sobie także złożoną z kilku szczytów grań, po której wiedzie inna ferrata – Ramsauer Klettersteig. Braliśmy ją nawet pod uwagę, ale widząc całkiem brązowy, niegościnny i kamienisty masyw zgodnie odpuszczamy. Dziwne uczucie pustki potęguje fakt, że na górze jesteśmy sami. Sytuacja zmienia się tylko na chwilę – z przeciwnego kierunku przybywa pojedynczy turysta, by po chwili… zacząć schodzić IRGiem. Można? Jak widać, można.

Großer Koppenkarstein
Widok na lodowiec Dachstein
Großer Koppenkarstein
Krzyż na szczycie i panorama na Niskie Taury (a na pierwszym planie surowa grań, po której wiedzie Ramsauer Klettersteig)

Westgrat Klettersteig [B/C]

Ze szczytu kierujemy się na Westgrat Klettersteig. Ferrata została pomyślana specjalnie na zejściową, stąd też jest znacznie łatwiejsza. Zdecydowana większość odcinków wyceniono na A bądź A/B, odcinki B są rzadkością, a B/C jest jeden – zobacz szczegóły. Trasa wiedzie przez odcinek graniowy i umożliwia zdobycie jeszcze jednego szczytu do naszej alpejskiej kolekcji, Kleiner Koppenkarsteina (2 796 m n.p.m.). Na wierzchołek ten wspinamy się dwiema drabinkami, nasuwającymi od razu skojarzenie z naszą słynną Kozią Przełęczą.

Na dalszym etapie pokonywania ferraty czeka na nas jeszcze jedna osobliwość, a mianowicie przejście mostku z liny przerzuconego na niewielką przepaścią. Ferrata Westgrat prowadzi do przełęczy Hunerscharten; my jednak chcemy odbić z niej wcześniej – na szlak prowadzący do nieszczęsnego kamienistego żlebu, którym żeśmy tutaj przyszli. Odnalezienie właściwej trasy jest nie lada wyzwaniem. Na domiar złego, sygnał GPS informuje nas, że poszliśmy za daleko. Pokonujemy więc linowy mostek także w drugą stronę. Po dłuższej chwili, właśnie w okolicy owego mostku znajdujemy w końcu właściwą ścieżkę. 

Zejście z Westgrat Klettersteig

Szlak zejściowy z ferraty jest (cóż za zaskoczenie!) koszmarnie sypki i kamienisty. Szczęśliwym trafem, tym razem Austriacy wyszli naprzeciw oczekiwaniom turystów i umieścili tam długie liny, znacznie ułatwiające poruszanie się w tym terenie. 

Problem pojawia się jednak już na wysokości znajomego nam, roztapiającego się lodowca. Lina ubezpieczająca się bowiem kończy, a my mamy następujący wybór – jeden wariant prowadzi centralnie przez lodowe pole, drugi po kamienistym zboczu. Wprawdzie w plecaku nosimy raki, ale wybieramy opcję drugą – wydaje nam się mimo wszystko bezpieczniejsza. Szybko okazuje się, że szlak istnieje tylko na mapie, a my przez pół godziny zjeżdżamy po kamyczkach. Zapieramy się najmocniej jak możemy, tak aby nadać tej formie utraty wysokości możliwie najbardziej kontrolowany przebieg. Kiedy wreszcie znajdujemy się z powrotem na drodze, którą tutaj przyszliśmy, oddycham z ulgą. Nie możemy pozwolić sobie jednak na utratę koncentracji – cały żleb jest bowiem wyjątkowo sypki, a dopiero po zejściu do wysokości ok. 2000 m n.p.m. sytuacja ulega znacznej poprawie. 

westgrat klettersteig zejście
Ja na kamyczkadzie
dachstein szlak
Żleb, którym wchodziliśmy i schodziliśmy
dachstein szlak

Kiedy wchodzimy już powoli w kosówkę, myśląc o tym co byśmy sobie zjedli na dole, obaj orientujemy się, że idziemy innym szlakiem niż ten, którym wchodziliśmy. Odpalamy nasze niezawodne mapy.cz, i co się okazuje? Trekking Jungfrauenstieg to pętla, a my poszliśmy prosto w dół, kiedy powinniśmy skręcić w lewo! Szczęśliwie jednak obrany przez nas kierunek nie jest diametralnie inny od właściwego, maksymalnie 2 kilometry dodatkowego marszu. Ok, mogło być gorzej. Szlak nadal jest kamienisty, jednak w porównaniu z tym, co było u góry – nazwałbym go niesamowicie wygodnym. Kiedy schodzimy w niższe partie, zmęczenie nieco mija a zieleń wokoło staje się ujmująco intensywna. Obok schroniska Austriahutte zbaczamy w Rosegger-Steig, z którego to szlaku roztacza się niesamowicie sielski widok na cały masyw Dachsteinu. Końcówkę trasy pokonujemy wygodną ścieżką pośród gęstych lasów i sporadycznych formacji skalnych. 

Do samochodu przyczłapujemy się koło godziny 19.30 – znowu bardzo zmęczeni, ale jednocześnie z poczuciem, że dwa dni idealnej pogody w masywie Dachsteinu zostały wykorzystane na 200%. Jutro, na koniec, coś łatwiejszego – Großer Donnerkogel znaną ferratą Intersport Klettersteig

Data wycieczki: 4 sierpnia 2022 roku

Statystyki wycieczki: 15 km, 1700 metrów różnicy wysokości

Dziękuję, że poświęciłeś czas na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.

jungfrauersteig
Dolne partie trekkingu
jungfrauersteig
Sielskie widoczki na masyw Dachstein

Mapa wycieczki

Autor bloga, pasjonat górskich wędrówek i słowa pisanego
Posts created 125

2 thoughts on “Großer Koppenkarstein (2 863 m n.p.m.) – via ferrata IRG 2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top