Col Rosa (2 166 m n.p.m.) to szczyt w Dolomitach, położony zaledwie kilka kilometrów na północ od popularnej Cortiny d’Ampezzo. Na wierzchołek można się dostać na dwa sposoby: zarówno klasyczną, trekkingową ścieżką, jak też i ciekawą ferratą Ettore Bovero o trudnościach dochodzących do C/D [w skali do F]. Być może szczyt nie jest przesadnie wysoki, ale zapewnia nieziemskie, panoramiczne widoki w każdą stronę świata. Col Rosa nada się idealnie na krótki wypad na pół dnia bądź na rozgrzewkę przez wyższymi i trudniejszymi szczytami. W niniejszym wpisie opiszę zdobycie szczytu przez ferratę Ettore Bovero oraz zejście wariantem trekkingowym.
Dojście do ferraty z campingu Olympia
Dochodzi godzina 17, gdy sześcioosobową ekipą wychodzimy z naszej bazy wypadowej – campingu Olympia (ok. 1 290 m n.p.m.), oddalonego o ok. 5 km od centrum Cortiny d’Ampezzo. Jest to już drugi trekking tego dnia – wcześniej byliśmy bowiem na pobliskim szczycie Punta Fiames (2 240 m n.p.m.), na który poprowadzono nietrudną, ale ciekawą ferratę Strobel [C]. Zgodnie z lokalnymi zwyczajami, po porannej wycieczce czekała nas dwugodzinna siesta, przeznaczona na przygotowanie obiadu i relaks na włoskim słoneczku. Kiedy jednak ciało wypoczęło, a palące promienie spuściły nieco z tonu, przyszedł czas na kolejne wyzwanie, a mianowicie sforsowanie jednego z tutejszych klasyków – ferraty Ettore Bovero.
Po przekroczeniu bramy wjazdowej do campingu, kierujemy się w prawo – na szeroką, wygodną ścieżkę. Przez 300 metrów podążamy wzdłuż ogrodzenia campingu, ale już w chwilę później meldujemy się pomiędzy drzewami. Kilkanaście minut idziemy płaską ścieżką, prowadzącą doliną rzeki Boite. Od czasu do czasu, po prawej stronie otwiera się widok na monumentalną ścianę Punta Fiames, którą to mieliśmy przyjemność eksplorować raptem parę godzin temu.



1,3 kilometra od campingu docieramy do Pian de Ra Spines (ok. 1 300 m n.p.m.), gdzie rozwidlają się dwa warianty zdobycia szczytu Col Rosa – ferratowy i trekkingowy. Większa część ekipy obiera pierwszy z nich, rozpoczynając tym samym intensywne podejście szlakiem turystycznym nr 408. Ścieżka prowadzi gęstym lasem, wijąc się licznymi zakosami po stromym zboczu. Na wysokości ok. 1 370 m n.p.m. wchodzimy w granicę Parco naturale regionale delle Dolomiti d’Ampezzo (jak to dźwięcznie brzmi!), czyli rodzaju obszaru chronionego, który można byłoby przyrównać z naszym parkiem krajobrazowym. Krajobrazowym! Rozumiecie? Najwyraźniej we Włoszech występuje takie bogactwo przepięknych terenów, że nawet magia tutejszych Dolomitów nie załapała się na ochronę w ramach parku narodowego.
Podejście jest silnie zalesione, ale odbieram je jako bardzo przyjemne. Wysokość zdobywa się sprawnie, ścieżka jest wygodna dla buta, zza drzew błyskają ciekawe widoki a intensywna zieleń tutejszego lasu pobudza wszystkie moje zmysły. W ten sposób, po dwóch kilometrach marszu i 400 metrach deniwelacji, dobijamy do przełęczy Passo Pospórcora (1711 m n.p.m.). Miejsce jest o tyle istotne, że krzyżują się w nim szlaki turystyczne ze wszystkich czterech stron świata. Na przełęcz wychodzimy niedługo przed godziną 18, a więc w niespełna godzinę od wyjścia z campingu.



Ferrata Ettore Bovero [C/D]
Z przełęczy Passo Pospórcora odbijamy w kierunku północnym. Szybko wychodzimy ponad poziom lasu, wkraczając między zwarte kępki kosodrzewiny. Kamienistą, ale wygodną ścieżką nabywamy jeszcze ok. 200 metrów różnicy wysokości. Ettore Bovero na dobre startuje na poziomie ok. 1 950 m n.p.m. Ferrata jest wprawdzie dosyć krótka, ale uchodzi za całkiem ambitną. Dzieje się tak za sprawą kilku trudniejszych fragmentów, wymagających pokonania pionowych ścianek oraz radzenia sobie z silną ekspozycją. Dla osoby obytej ze skałą i przestrzenią przejście ferratą nie powinno stanowić większego problemu, ale dla osób początkujących i średniozaawansowanych Ettore Bovero może stanowić pewne wyzwanie. Tradycyjnie, pod tym linkiem podrzucam Wam dokładne topo z bergsteigen.com, przy czym zaznaczam, że prowadzący stronkę Austriacy wycenili drogę na C, a nie na C/D.

Ettore Bovero to sekwencja kilku występujących po sobie pionowych ścianek, przedzielonych łatwiejszymi fragmentami. W przeciwieństwie do pobliskiej ferraty Strobel, tutaj teren jest na tyle wymagający, że zamiast wspinać się po gołej skale, najczęściej podciągam się na żelaznej linie. Najtrudniejszy fragment [C/D] wiedzie stromym i eksponowanym kominkiem, a do jego pokonania wkładam całkiem sporo siły. Na ferracie zwracam uwagę na silną ekspozycję – uwierzcie, momentami jest naprawdę lufiasto!





Żelazna lina została doprowadzona do wysokości ok. 2 060 m n.p.m. Wyżej taki rodzaj asekuracji już nie jest potrzebny, ponieważ podejście na powrót przybiera iście trekkingowy charakter. Skaliście robi się jeszcze kawałek przed szczytem, gdzie celem sprawnego pokonania niewielkiej ścianki zamontowano szereg żelaznych klamer. Na szczyt Col Rosa (2 166 m n.p.m.) docieram ok. 19.05, a więc 45 minut po rozpoczęciu ferraty oraz nieco ponad dwie godziny od wyjścia z naszego campingu. Na wierzchołku znajduje się drewniany krzyż oraz blaszana skrzynka z zeszytem do wpisywania się.

A widok… cóż… wcale nie przesadzę jeśli napiszę, że panoramiczny widok ze szczytu Col Rosa to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakich doświadczyłem w czasie tegorocznych włoskich wakacji. Obłędnie prezentuje się stąd monumentalny masyw Tofany oraz otoczona dziesiątkami szczytów Cortina d’Ampezzo. Gdzieby nie spojrzeć, tam mrowie wierzchołków o znacznej wysokości i fantazyjnych kształtach. Jeszcze piękniej robi się po godzinie 20, gdy zachodzące słońce zalewa wapienne ściany miękkim, złocistym światłem. Ah, Alpy…





Zejście z Col Rosa
Po dłuższej przerwie na szczycie, rozpoczynamy schodzenie wariantem trekkingowym tj. szlakiem turystycznym nr 447. Trasa biegnie północnymi zboczami Col Rosy, przecinając zwarte piętro kosodrzewiny. Na wysokości ok. 1 800 m n.p.m. szlak skręca w prawo, a my ponownie znajdujemy się w gęstym lesie iglastym. Następne 500 metrów wysokości tracimy żmudną, kamienistą ścieżką, zakosami schodzącą wprost ku dolinie rzeki Boite. Odcinek zejściowy nie zawiera jakichkolwiek trudności technicznych ani nie naraża na konieczność radzenia sobie z ekspozycją.


Kilkadziesiąt minut później z powrotem meldujemy się na płaskiej drodze gruntowej, biegnącej równolegle do doliny rzeki Boite. Skręcamy w prawo, kontynuując marsz przez ok. 2,5 kilometra. W międzyczasie ściemnia się już całkowicie, a my kończymy wycieczkę w blasku trzymanych w dłoniach latarek. Na camping wracamy kilkadziesiąt minut po godzinie 21 – w dobrych humorach i żądni następnych przygód. A co trzeba zrobić, żeby mieć na to wszystko siły? Ano trzeba się oczywiście odpowiednio odżywiać! Na kolację wlatuje więc fantastyczna pizza z campingowej pizzerii – idealna nagroda za dobrą, górską robotę :D. Siły się zresztą mocno przydadzą – wszakże już jutro zamierzamy przejść prawdziwego ferratowego giganta – ferratę Lipella na Tofanę di Rozes.
Data wycieczki: 10 sierpnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 10 km; 880 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




One thought on “Col Rosa (2 166 m n.p.m.) – ferrata Ettore Bovero [C/D]”