Kiedy słyszymy nazwę „Dolomity”, zazwyczaj wyobrażamy sobie taki ich obraz, z jakim najczęściej możemy zetknąć się w Internecie. Myślimy więc o bajkowych pejzażach, wypełnionych strzelistymi szczytami, intensywnie zielonymi łąkami oraz nieskalanym błękitem nieba. Muszę się przyznać, że po dwóch dniach chodzenia po skalistych ferratach, również i ja nabrałem ochotę na łagodniejszy, nieco bardziej „instagramowy” trekking. Rzut okiem na mapę i udaje wytyczyć się zgrabną pętelkę po obszarze leżącym na południowy wschód od Cortiny d’Ampezzo. W niniejszym wpisie nie będziemy chodzić po ferratach ani porywać się na znaczne wysokości. Zamiast tego, skupimy się na bezkresie zielonych łąk, bogactwie skalistych kształtów oraz smaku espresso w gęsto rozsianych schroniskach. Z bliska ujrzymy płaskowyż Ponta Lastoi de Formin, jezioro Lago Fedèra oraz słynną grupę skał Cinque Torri. Zapraszam serdecznie!
SPIS TREŚCI:
- Forcella di Giau (2370 m n.p.m.)
- Ponta Lastoi de Formin, czyli porażka na płaskowyżu
- Lago Fedèra
- Rejon Cinque Torri, czyli kraina tysiąca schronisk
- Mapa wycieczki
Forcella di Giau (2 370 m n.p.m.)
Mija już godzina 9, gdy wraz z Martyną i Jaromirem przystajemy na jednej z darmowych zatoczek przy lokalnej drodze nr SP638 (ok. 1 950 m n.p.m.), ok. 14 km na południowy wschód od Cortiny d’Ampezzo. Za pierwszy cel dzisiejszego trekkingu obieramy arcyciekawy Ponta Lastoi de Formin, który to wypatrzyłem podczas wczorajszej wycieczki na Tofanę di Rozes. Szczyt przykuł moją uwagę charakterystycznym kształtem: jest to bowiem rozległy płaskowyż, od południa raptownie ścięty potężną ścianą. Z daleka wygląda to niezwykle intrygująco, toteż nie mogłem podarować sobie okazji zaobserwowania tej góry z bliska. Szczęśliwie mam dookoła siebie ludzi, którzy na tego typu pomysły reagują całkiem entuzjastycznie :D.
Pierwsze kilometry dzisiejszej wycieczki przemierzamy szlakiem nr 436. Niemal od samego początku czuję, że trasa sprostała pokładanym w niej nadziejom. Otoczenie jest bowiem niesamowicie sielskie, wręcz bajkowe. Z każdej strony jesteśmy otoczeni doskonałą kompozycją intensywnie zielonych łąk i wapiennych, wielokształtnych skałek. Trekking jest więc czystą przyjemnością, zaburzaną jedynie przez intensywnie operujące już słońce.




Na przestrzeni pierwszych dwóch kilometrów nabieramy ponad 400 metrów różnicy wysokości i ok. godziny 10.30 meldujemy się na przełęczy Forcella di Giau (2 370 m n.p.m.). Szczególne intensywny i mozolny jest końcowy fragment podejścia, wymagający pokonania 200 metrów deniwelacji na dystansie 500 metrów. Tak na kluczowym podejściu, jak i bezpośrednio na przełęczy spotykamy całkiem sporo turystów, co związane jest zapewne z bliskością popularnej Passo di Giau z parkingiem usytuowanym na abstrakcyjnej wysokości 2 236 m n.p.m. (!).
Z Forcelli di Giau rozpościera się fantastyczna panorama na wszystkie strony świata. Patrząc na północ, widzimy rozległe pola zielonych łąk, strzelisty wierzchołek szczytu La Gusella (2 595 m n.p.m.) oraz skąpane w chmurach Tofany. Na południu dostrzegam ciekawy płaskowyż Monte Mondeval (2 455 m n.p.m.) oraz fragment potężnej ściany góry Monte Pelmo (3 172 m n.p.m.). Panoramę wschodnią przysłania ujmująca ściana Ponta Lastoi de Formin. Miejsce jest prześliczne – prawdziwa uczta dla zmysłów.



Ponta Lastoi de Formin, czyli porażka na płaskowyżu
Z Forcelli di Giau odchodzimy pozaszlakową ścieżką, biegnącą bezpośrednio pod fantastyczną ścianą Ponta Lastoi de Formin. Momentami ślad się urywa, ale przez większość czasu jest wydeptany i dobrze widoczny. Jak się później okazuje, ścieżka jest wykorzystywana głównie przez wspinaczy. Na ścianie znajduje się bowiem sporo wielowyciągowych linii o różnych wycenach – zarówno ubezpieczonych, jak i tradowych.
My natomiast zmierzamy ku ścieżce oznaczonej na mapie jako Canale di Catala. Internet na ten temat milczy, ale z mapy.cz wynika, że droga biegnie skalnym prześwitem, umożliwiającym trekkingowe wejście na górę płaskowyżu. Podchodzimy więc do ściany i rozpoczynamy podejście w rozległej „wyrwie”. Szybko okazuje się, że Canale di Catala w żadnej mierze nie jest drogą trekkingową. Znaczne nachylenie wymaga ciągłego używania rąk, a poruszanie się w terenie bardzo utrudnia ogromna ilość sypkich kamyczków.



W pewnym momencie uznajemy, że dalsze nabieranie wysokości w tym miejscu jest po prostu niebezpieczne i podejmujemy racjonalną decyzję o wycofie. Ostrożnie wychodzimy ze szczeliny i oddychamy z ulgą. Najwyraźniej nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nawet na „łagodnym i zielonym trekkingu” nie wpieprzyli się pomiędzy ostre skały i rój sypkich kamyczków. Ścinamy na szagę trawiasto-kamienistą łąkę i z powrotem dobijamy do szlaku turystycznego nr 436.
Przy szlaku zjadamy drugie śniadanie, próbując proteinowym batonikiem zagryźć odczuwany przez wszystkich niesmak. Nie dość, że nie weszliśmy na uroczy płaskowyż, to jeszcze zmarnowaliśmy w tej szczerbinie sporo cennego czasu. Niemniej jednak, w górach trzeba być elastycznym i na bieżąco weryfikować zamierzone plany. Decydujemy więc, że będziemy kontynuować szlakiem turystycznym nr 436, podążając w kierunku Lago Fedèra. Prześliczne otoczenie szybko koi nerwy i pozwala odzyskać właściwy górskim wędrówkom entuzjazm.


Lago Fedèra
Następne kilkadziesiąt minut podążamy po względnie płaskim terenie. Po lewej stronie widzimy przepiękną ścianę nieszczęsnego płaskowyżu, po prawo Monte Mondeval (2 455 m n.p.m.), a przed sobą strzelistą Becco di Mezzodì (2 603 m n.p.m.) i ujmujące Monte Pelmo (3 172 m n.p.m.). Po ok. dwóch kilometrach docieramy do przełęczy Forcella Ambrizzola (2 277 m n.p.m.), na której spotykamy spory tłumek wypoczywających na trawie turystów.




Na rozdrożu skręcamy w lewo, zmieniając numer szlaku na 434, a kierunek na północny. Idziemy teraz fragmentem Alta Via nr 1 – najważniejszego szlaku długodystansowego w Dolomitach. Kilometry mijają na delikatnej utracie wysokości, w otoczeniu całkowicie nowego zestawu widoków. Na pierwszym planie mamy teraz strzeliste turniczki szczytu Cima Ambrizzola (2 715 m n.p.m.), a przed sobą – widok na Cortinę d’Ampezzo oraz góry otaczające ją od wschodu tj. m.in. na Monte Cristallo (3 221 m n.p.m.) czy też na Punta Sorapiss (3 205 m n.p.m.). Wszystko to wygląda olśniewająco – nic tylko patrzeć i patrzeć.
Co ciekawe, na przełęczy Forcella Ambrizzola można wybrać jeszcze inny szlak w kierunku północnym, a mianowicie szlak nr 435. Trasa wiedzie na Forcella de Formin (2 462 m n.p.m.), z której to odchodzi ścieżka przez tę drugą, płaskowyżową część Ponta Lastoi de Formin.


Dwa kilometry za przełęczą dochodzimy do schroniska Rifugio Croda da Lago nad jeziorem Lago Fedèra (2 046 m n.p.m.). Obiekt powstał w 1901 roku, a więc jeszcze w czasach austriackich. Schronisko jest sezonowe – otwarte wyłącznie od 15 czerwca do 30 października oraz wyposażone w bufet i 51 miejsc noclegowych. Mamy słoneczne, przepiękne popołudnie, toteż nie dziwne, że obiekt zdecydowanie tętni życiem. Stoliki zajęte są do ostatniego miejsca, a tłum rozradowanych Włochów raczy się kawą (tudzież aperolem) i zajada smakowite ciasta. Również i my nie odmawiamy sobie odżywczego espresso, a następnie błogo zalegamy na sąsiadującym ze schroniskiem trawnikiem. W twarz pali słoneczko, nad nami powiewa włoska flaga, a bajkowe panoramy towarzyszą nam z każdej strony. Jest dobrze, dolce vita!



Po popołudniowym leżakowaniu, wznawiamy wycieczkę przez przepiękne Dolomity. Przechodzimy brzegiem urokliwego jeziora Lago Fedèra, by już wkrótce później przekroczyć granicę gęstego, prześlicznego lasu. Na przestrzeni następnych czterech kilometrów, zielona ścieżka łagodnie sprowadza nas do położonej 350 metrów niżej przełęczy Ponte de Rucurto (1 700 m n.p.m.). Poza przyjemnym otoczeniem ujmującej przyrody, odcinek zapamiętuje z sympatycznych widoków na pobliskie Tofany.


Rejon Cinque Torri, czyli kraina tysiąca schronisk
Na przełęczy Ponte de Rucurto przecinamy asfaltową drogę, przechodzimy przez niewielki parking oraz rozpoczynamy ponowne podejście. Chmury zachodzą nad nami coraz mocniej, co doskonale motywuje nas do szybszego przebierania nóżkami. Teren wznosi się tu znacznie, dzięki czemu na przestrzeni następnych dwóch kilometrów nabieramy aż 450 metrów różnicy wysokości. Szlak stale prowadzi przez prześliczne, sielskie tereny, toteż trekking w dalszym ciągu jest niesamowicie przyjemny. Niespełna pół godziny od opuszczenia przełęczy, na naszymi plecami otwiera się fantastyczny widok na płaskowyż Ponta Lastoi de Formin oraz okoliczne mu szczyty. Niby człowiek przywykł już do tego wszędobylskiego piękna, a jednak w dalszym ciągu co i rusz przystaje, wstrzymując oddech i sięgając po aparat.



Przed nami pojawia się natomiast słynna (i niezwykle fotogeniczna) formacja skalna Cinque Torri. Grupa składa się z pięciu fantastycznych, wapiennych wież, z których to najwyższa – Torre Grande – wznosi się na słuszną wysokość 2 361 m n.p.m. Formacja jest jednym z najpopularniejszych sektorów wspinaczkowych w okolicy Cortiny d’Ampezzo – wytyczono tu aż 220 dróg o zróżnicowanym poziomie trudności.
Biegnący równolegle szlak nr 437 i 439 doprowadza nas do kolejnego schroniska – Rifugio Cinque Torri (2 137 m n.p.m.), położonego w bezpośrednim sąsiedztwie słynnej formacji skalnej. Obiekt jest sezonowy – czynny każdego roku od 15 czerwca do 30 września. Schronisko dysponuje bufetem (drogim zresztą, nawet jak na standardy tego typu miejsc) oraz 24 łóżkami. Budynek powstał w 1904 roku, a już w dekadę później posłużył jako ważna kwatera wojsk włoskich w czasie I wojny światowej. W czasie swojej wizyty na froncie, gościł tu sam król Wiktor Emanuel III. Co ciekawe, do samego schroniska została doprowadzona… asfaltowa droga z Cortiny d’Ampezzo. Jest to już więc kolejny raz, gdy zaskakuje mnie, w jak wysokie i, teoretycznie, trudno dostępne miejsca w Dolomitach można podjechać własnym samochodem. Z tego względu, Dolomity wydają mi się idealnym pasmem dla osób o słabszej kondycji bądź dla podróżujących z małymi dziećmi. Nie trzeba bowiem wiele wysiłku, by pławić się w cudownych, wysokogórskich krajobrazach. Poza tym, stosunkowo łatwo jest zdobyć tutaj swój pierwszy szczyt z magiczną „trójką” z przodu.


Już w 700 metrów po opuszczeniu Rifugio Cinque Torri meldujemy się przy kolejnym schronisku turystycznym – Rifugio Scoiattoli (2 255 m n.p.m.). Obiekt powstał w 1969 roku, a usytuowany jest bezpośrednio przy stacji górnej kolejki krzesełkowej, należącej do jednego z licznych w tym regionie ośrodków narciarskich. Sprzed schroniska roztacza się prześliczna panorama na Cinque Torri oraz na monumentalny masyw Tofany. Choć karmiliśmy dzisiaj oczy dziesiątkami bajkowych obrazków, ten wydaje mi się najlepszy. Nie przeszkadza mi nawet spora ilość ludzi ani ewidentnie psująca się pogoda. Te przestrzenie, te skały, ta zieleń…




Pierwotny plan wycieczki zakładał odwiedziny jeszcze w dwóch pobliskich schroniskach turystycznych: Rifugio Averau (2 390 m n.p.m.) oraz Nuvolau (2 574 m n.p.m.; położone na szczycie o tej samej nazwie). Ruszamy więc dziarsko pod górę, ale już w chwilę później decydujemy się zawrócić. Popołudniowe chmury wyglądają nieciekawie, a nam zupełnie nie widzi się kończyć dzisiejszego trekkingu w ulewie (zwłaszcza, że fragmenty zejścia z Nuvolau są dosyć skaliste). No nic, trochę szkoda, ale nic na siłę. Ostatnie kilometry dzisiejszej wycieczki przemierzamy więc szlakiem nr 443, trawersującym wschodnie zbocza masywu Nuvolau.

Nikogo zapewne nie zdziwi, gdy napiszę, że ostatnie kilometry upłynęły nam pod znakiem intensywnej zieleni i sielskich obrazków. Jaka więc cała wycieczka, taki też i jej finał. Nie jest to jednak wyłącznie schodzenie – na przestrzeni nieco ponad dwóch kilometrów od Rifugio Scoiattoli wprawdzie tracimy 130 metrów różnicy wysokości, ale.. nabywamy około 80. Całodzienna włóczęga robi już swoje, dlatego każde podejście wydaje się nieco trudniejsze niż rano… Stromo w dół robi się nieco później, gdy odbijamy w lewo – ze szlaku nr 443 na szlak nr 444. Dolny fragment trasy sprawia nam nieco problemów, ponieważ… ścieżka okazuje się być ogrodzona. Znajdujemy jednak alternatywne przejście, mijamy nieczynną restaurację Malga Giau. A stamtąd? Stamtąd już tylko rzut beretem i możemy nacieszyć się najpiękniejszym widokiem po wielogodzinnym trekkingu – czekającym na nas samochodem.






Po trekkingu przystajemy jeszcze na chwilę w Cortinę d’Ampezzo. Chcemy podreptać chwilę po centrum miejscowości oraz nieco uzupełnić nasze zapasy produktów spożywczych. Jest to o tyle istotne, że już jutro opuszczamy Cortinę i przenosimy się w inną część D0lomitów. Ryneczek i główny deptak okazuję się być miejscami zatłoczonymi, ale bardzo zadbanymi i klimatycznymi. A zakupy spożywcze? No cóż. Na camping wracamy z pokaźną ilością wina w kartonie. W obozowym zaciszu trunek smakuje wybornie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego irracjonalnie niską cenę :D.
Data wycieczki: 12 sierpnia 2025 roku
Statystyki wycieczki: 18 kilometrów; 1 130 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




One thought on “Wokół Cinque Torri, czyli zielony trekking w Dolomitach”