Zimowe wejście na któryś z pozaszlakowych szczytów Wielkiej Korony Tatr było naszym celem już od dosyć dawna. Chcieliśmy zacząć od czegoś przystępnego – na przetarcie, zapoznanie się. Wprost idealnie nadają się do tego Baranie Rogi w wariancie od schroniska Teryego. Droga jest względnie prosta i pozbawiona większych trudności technicznych. Dzięki fantastycznej pogodzie i sprzyjającym warunkom śniegowym, cel udało nam się zrealizować w ostatni weekend lutego 2025 roku. Zapraszam więc na relację z wejścia na ten przepiękny, tatrzański szczyt!
Spis treści
- Baranie Rogi – informacje ogólne
- Ze Starego Smokowca na Hrebeniok
- Podejście do schroniska Zamkovskiego
- Dolina Małej Zimnej Wody i schronisko Teryego
- Podejście na Baranią Przełęcz (2 393 m n.p.m.)
- Baranie Rogi zimą – ostatnie podejście
- Zejście z Baranich Rogów do Starego Smokowca
- Mapa wycieczki
- Bibliografia
Baranie Rogi – informacje ogólne
- Baranie Rogi (sł. Baranie Rohy) położone są w Tatrach Wysokich i mierzą 2 530 m n.p.m. Jest to jeden z czternastu szczytów zaliczanych do Wielkiej Korony Tatr.
- Baranie Rogi leżą w całości po słowackiej części Tatr i nie prowadzi na nie żaden znakowany szlak turystyczny. Jest to o tyle istotne, że chodzenie poza szlakiem w słowackich Tatrach jest teoretycznie zabronione i karane mandatami przez strażników parku.
- Baranie Rogi zawdzięczają swoją nazwę charakterystycznemu kształtowi. Góra ma bowiem dwa wierzchołki, które oglądane z północnego zachodu (od strony Polski) przypominają nieco barani łeb.
- Normalna droga na Baranie Rogi prowadzi od schroniska Teryego przez Baranią Przełęcz. Podejście jest technicznie proste i tylko w ostatniej fazie wymaga pokonania grupy nietrudnych skałek (wycena 0+/I). Z tego powodu, Baranie Rogi są bardzo dobrą propozycją dla osób rozpoczynających swoją przygodę z pozaszlakowym zwiedzaniem słowackiej części Tatr. W niniejszym wpisie opisany zostanie właśnie ten wariant.
- Trudniejszą drogą (wycena II) na Baranią Przełęcz można dostać się również od strony Zielonego Stawu Kieżmarskiego przez Dziką Dolinę.
- Pierwsze odnotowane wejście na Baranie Rogi miało miejsce we wrześniu 1867 roku, a jego autorem jest postać wybitnie zasłużona dla rozwoju polskiego taternictwa – ks. Józef Stolarczyk wraz z towarzyszami. Imieniem Stolarczyka nazwano zresztą później pobliską przełęcz, oddzielającą masyw Baranich Rogów od masywu Czarnego Szczytu (2 429 m n.p.m.).
Ze Starego Smokowca na Hrebeniok
Na parking w Starym Smokowcu (1 010 m n.p.m.) wjeżdżamy ok. godziny 8.00. Opłata wynosi 15 euro [stan na luty 2025 r.], a uiścić należy ją kartą w samoobsługowej kasie. Bardzo wygodnie! Niby człowiek wie, że Słowacja to już zagranica, a jednak zawsze zapomni schować parę euro do portfela. Moimi dzisiejszymi towarzyszami wędrówki są Martyna (prosto z wczorajszego LEKu), Jaromir oraz kolejna debiutantka na moim blogu, Alicja (notabene – przewodniczka Studenckiego Klubu Górskiego w Warszawie). Cieszę się, że udało nam się zgrać właśnie w takim gronie, ponieważ o wspólnym odkrywaniu zimowych Tatr rozmawialiśmy ze sobą już wiele miesięcy temu.
Po wyjściu z parkingu przechodzimy przez centrum Starego Smokowca. Idziemy w kierunku stacji dolnej kolejki na Hrebeniok, mijając przy okazji zabudowania tej wyjątkowo sympatycznej miejscowości. Stary Smokowiec uchodzi zresztą za najważniejszy kurort po słowackiej części Tatr. Uzdrowisko prężnie rozwija się już od połowy XIX wieku, a dzisiaj mieści się tutaj ważne centrum przesiadkowe, siedziba HZS oraz reprezentatywny Grand Hotel (założony w 1904 roku jako pierwszy tatrzański hotel światowej klasy). Z każdego miejsca doskonale jest dzisiaj widoczny górujący nad Smokowcem zwalisty masyw Sławkowskiego Szczytu (2 452 m n.p.m.).
Po kilku minutach opuszczamy zabudowania Starego Smokowca i obieramy zielony szlak na Hrebeniok. Nasza trasa biegnie teraz szeroką ścieżką, zlokalizowaną pomiędzy torami kolejki a asfaltową szosą. Ścieżka jest wygodna i łagodnie nachylona, toteż tempo mamy raczej sprawne. Co prawda w kalendarzu luty, ale warunki na razie bardzo wiosenne: ani na szlaku, ani w jego otoczeniu nie ma ani grama śniegu. Podejście ze Smokowca na Hrebeniok liczy sobie ok. 2 kilometry długości i wymaga pokonania niespełna 300 metrów różnicy wysokości.

Podejście do schroniska Zamkovskiego
Hrebeniok (Siodełko, 1285 m n.p.m.) osiągamy ok. godziny 8.40. Znajduje się tutaj cały kompleks budynków, spośród których największy mieści okazały górski hotel. Obecnie ludzi tu praktycznie nie ma, ale w wysokim sezonie Hrebeniok staje się dość ruchliwy. Popularności dodaje mu przede wszystkim dobijająca tu kolejka torowa (zresztą bardzo podobna do tej, którą z znamy z naszej Gubałówki).
Z Hrebenioka idziemy dalej szlakiem czerwonym – fragmentem Magistrali Tatrzańskiej. Jak na główny szlak przystało, ścieżka jest wygodna i szeroka. Nachylenie terenu w dalszym ciągu jest nieznaczne, toteż wysokość nabywamy bardzo delikatnie. Idziemy więc dziarsko przez górnoreglowy las, jedynie od czasu do czasu spoglądając na pięknie widoczną stąd Pośrednią Grań (2 449 m n.p.m.) oraz Łomnicę (2 634 m n.p.m.). Dwa kilometry po opuszczeniu Hrebenioka czynimy ostry prawoskręt, rozpoczynając trawers progu, zawieszonego pomiędzy poszczególnymi partiami Doliny Małej Zimnej Wody. Nachylenie terenu cały czas nieznaczne, a we mnie odżywają piękne wspomnienia – byłem tu przecież raptem cztery miesiące temu, przy okazji niesamowitej wyprawy na Lodowy Szczyt.
Mijamy skuty lodem Wodospad Olbrzymi (Obrovský vodopád) i ruszamy dalej, w kierunku wyższych partii Doliny Małej Zimnej Wody (Malá Studená dolina). Szlak staje się na tym odcinku nieco bardziej śliski, co wymaga zachowania zachowania podwyższonej koncentracji. W uroczym schronisku Zamkovskiego (1 467 m n.p.m.) meldujemy się ok. godziny 9.30. Robimy sobie tutaj krótką przerwę, uzupełniając poziom energii oraz, co niezwykle istotne w czasie tatrzańskich wycieczek, poziom kofeiny we krwi.




Dolina Małej Zimnej Wody i schronisko Teryego
Ze schroniska ruszamy w dalszą drogę zielonym szlakiem turystycznym, biegnącym dnem prześlicznej Doliny Małej Zimnej Wody. W moim subiektywnym odczuciu jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w całych Tatrach. Wielkie wrażenie robi na mnie tutejsza przestrzeń, zamknięta od jednej strony – masywem Pośredniej Grani, od drugiej – ścianą potężnej Łomnicy. Przez ok. półtora kilometra zielony szlak jest raczej łagodny, biegnąc pośród gęstej kosodrzewiny. Następnie, ścieżka zaczyna raptownie piąć się pod górę, zwiastując początek intensywnego podejścia do Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Przez najbliższe półtora kilometra przyjdzie nam tu nabyć aż 350 metrów różnicy wysokości. Podczas mozolnej wspinaczki szczególną uwagę zwraca potężna, niemal całkiem pionowa Żółta Ściana, na której to wytyczono jedne z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych w całych Tatrach.
Ok. godziny 11.00 meldujemy się w schronisku Teryego (2 015 m n.p.m.). Popularna Terinka powstała w 1899 roku staraniem Węgierskiego Towarzystwa Turystycznego, a nazwana została na cześć założyciela tego stowarzyszenia (a przy okazji pierwszego zdobywcy Pośredniej Grani i Durnego Szczytu), Ödöna Teryego. Dzisiaj jest to najwyżej położone całoroczne schronisko w Tatrach, a także jedno z czterech, gdzie cały asortyment donoszony jest przez tragarzy. W Terince spędzamy ok. pół godziny, ładując się przed najbardziej wymagającą częścią naszej dzisiejszej wycieczki.






Podejście na Baranią Przełęcz (2 393 m n.p.m.)
Po opuszczeniu schroniska zakładamy raki i ruszamy wprost przez zamarznięty Pośredni Staw Spiski. Obranie właściwego kierunku nie jest trudnym zadaniem, ponieważ praktycznie na sam szczyt Baranich Rogów wiedzie bardzo widoczny, dobrze wydeptany ślad. Podobne lodowe ścieżki prowadzą także na inne pobliskie góry – na Durny Szczyt oraz na Lodowy Szczyt. Nam pozostaje więc tylko trzymać się utartego szlaku.
Po zejściu z tafli jeziora, jeszcze przez ok. 200 metrów ścieżka jest dosyć łagodna. Następnie, ślad zaczyna raptownie piąć się ku górze, zmuszając nas do zdecydowanie bardziej intensywnego wysiłku. Na dystansie niespełna kilometra do zrobienia jest tutaj aż 300 metrów różnicy wysokości. Podejście jest więc dosyć wymagające kondycyjnie, ale jednocześnie jednostajne i pozbawione jakichkolwiek trudności technicznych. Wraz z nabywaną wysokością coraz bardziej epicka staje się panorama na Dolinę Pięciu Stawów Spiskich oraz przepiękny masyw Lodowego Szczytu. Przed sobą mamy natomiast widok na trójkątną ścianę Baranich Rogów oraz biegnącą po prawo od niej ścieżkę.
Ostatnia faza podejścia na Baranią Przełęcz wiedzie stromym żlebem i stanowi najbardziej intensywną część dzisiejszej wycieczki. Na tym etapie wbijam czekan również i drugą stroną, chociaż prawdę mówiąc czynię to bardziej z zabawy niż z realnej potrzeby. Ślad jest bowiem w dalszym ciągu dobrze wyrobiony i silnie zmrożony, także idzie się tutaj dosłownie jak po wielkich schodach.
Baranią Przełęcz (2 393 m n.p.m.) osiągamy o godzinie 12.20 tj. niespełna godzinę po opuszczeniu schroniska Teryego. Przełęcz oddziela Baranie Rogi od masywu Spiskiej Grzędy (2 481 m n.p.m.). Po drugiej stronie otwiera się sympatyczna panorama na Dolinę Dziką oraz majaczące w dole schronisko przy Zielonym Stawie Kieżmarskim. Co ciekawe, od drugiej strony na przełęcz również prowadzi wydeptany ślad. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że podejście od tamtej strony jest zdecydowanie bardziej wymagające.







Baranie Rogi zimą – ostatnie podejście
Od Baraniej Przełęczy na szczyt jest już rzut beretem – 140 metrów różnicy wysokości, które zdobywa się na dystansie 300 metrów. Pierwszy etap podejścia wymaga pokonania grupy nietrudnych skałek. Najbardziej charakterystyczna z nich wymaga pochylenia się i przejścia pod niewielkim nawisem. Miejsce wymaga zachowania koncentracji i użycia rąk, ale osobom obytym z chodzeniem po Tatrach nie powinno sprawić większych trudności. Po grupie skałek mamy do pokonania kolejny stromy żleb. Jest to drugi fragment na dzisiejszej trasie, na którym robię użytek z młotka czekana.
Ze żlebu wychodzimy na obszerną Baranią Galerię, czyli łagodny i szeroki fragment grani w bezpośrednim sąsiedztwie szczytu. Kiedy tak pokonujemy ostatnie metry wysokości, w trzech głowach – Martyny, Jaromira i mojej równolegle pojawia się deja vu. Jeny! Przecież ten fragment do złudzenia przypomina podejście szczytowe na Glittertind, drugi co do wysokości szczyt Norwegii. Kto by pomyślał? Bliźniacze góry w tak różnych pasmach…




Na szczyt Baranich Rogów wdrapujemy się o godzinie 12.45 – ze schroniska 1h 15 minut, z parkingu w Starym Smokowcu 4h 45 minut. A więc mamy to! Główny cel na ten sezon zimowy został właśnie zrealizowany! Z dużą satysfakcją robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i cieszymy się wspaniałą widocznością. Panorama z Baranich Rogów generalnie nie uchodzi za najbardziej spektakularną w Tatrach, ale przy dzisiejszej przejrzystości powietrza również i ona robi niesamowite wrażenie. Na zachodzie podziw wzbudza majestatyczna ściana Lodowego Szczytu, górująca Doliną Pięciu Stawów Spiskich. Po lewo majaczy Gerlach, poszczerbiony Staroleśny Szczyt oraz jego zdecydowane przeciwieństwo – Sławkowski Szczyt. Na północy dostrzegamy Tatry Bielskie, natomiast na wchodzie to, co na mnie osobiście zrobiło największe wrażenie – potężną północną ścianę Kieżmarskiego Szczytu oraz pobliską Łomnicę. Piękna sprawa…




Zejście z Baranich Rogów do Starego Smokowca
Z chodzeniem po Tatrach zimą jakoś tak już jest, że minusowa temperatura w pewnym momencie zaczyna działać mobilizująco. Tak też było i w tym przypadku. Po ok. 20 minutach zachwycania się nad światem robi się nam zimno (ok, nie wiem czy nam wszystkim, ale na pewno mi). Zaczynamy więc schodzić w ten sam sposób, w jaki żeśmy tutaj wleźli. W tę stronę nachylenie terenu działa już na naszą korzyść i powoduje szybką utratę wysokości. Po ok. 45 minutach ponownie meldujemy się w Terince, gdzie dojadamy ostatnie przekąski i raczymy się zasłużonym energetykiem (czy jak to twierdzi Jaromir – dopingiem).
Kiedy wychodzimy ze schroniska okazuje się, że pogoda dosyć istotnie się psuje. Nad szczytami materializują się ciemne chmury, zachodzi Słońce, a wokoło robi się bardzo ponuro. Uff, jak dobrze, że dopiero teraz! Swoją drogą, jeżeli chodzi o pogodę to zimą obserwuje zależność dokładnie odwrotną od tej, którą dostrzegam latem. Otóż, jeżeli zimą prognoza się nie sprawdza to najczęściej na plus – tak było i dzisiaj (zapowiadali chmury przez cały dzień), jak i np. na Zawracie. Latem jest odwrotnie. Prognozy dosyć często pokazują pełną lampę, a jak przychodzi co do czego to mamy mgłę i widoczność na trzy metry. No nic, taka luźna dygresja.
Jedyną różnicę pomiędzy wejściem a zejściem czynimy pod koniec trasy, przechodząc zielonym szlakiem obok Rainerovej chaty oraz przy zamarzniętych Wodospadach Zimnej Wody. Przy Długim Wodospadzie odbijamy w prawo, leśnym podejściem dochodząc do schroniska Bilika oraz z powrotem na Hrebeniok. Robimy sobie jeszcze szybkie zdjęcie z wielkim, drewnianym misiem i ruszamy w kierunku Starego Smokowca. Do samochodu dochodzimy ok. godziny 17.00. Całą wyprawę zamknęliśmy więc w dziewięć godzin, co wydaje mi się wynikiem bardzo poprawnym.
Baranie Rogi zapamiętam jako kolejny przepiękny akord zimowego sezonu 2024/2025. Tegoroczna zima być może nie rozpieściła nas dużą ilością śniegu, ale na ilość weekendowych dni z idealną widocznością zdecydowanie nie możemy narzekać. Niezmiernie cieszy mnie też to, że mam wielkie szczęście odkrywać góry z naprawdę fantastycznymi, wartościowymi ludźmi. Dzięki Wam kochani! No i oczywiście – do następnego!
Data wycieczki: 23 lutego 2025 roku
Statystyki wycieczki: 21 km, 1800 metrów różnicy wysokości
Dziękuję za poświęcenie czasu na przeczytanie mojego wpisu! Jeśli chcesz być na bieżąco z nowymi treściami, zapraszam do śledzenia mnie na Facebooku i Instagramie! Będę wdzięczny za każde polubienie, komentarz i udostępnienie. Jeżeli uważasz moje treści za wartościowe i chcesz mnie wesprzeć, zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy na buycoffee.to.




Mapa wycieczki
Bibliografia
- Marcisz Andrzej, Wielka Korona Tatr, Wydawnictwo Bezdroża, Wydanie II, 2021
- Nyka Józef, Nyczanka Monika, Tatry Słowackie, Wydawnictwo Trawers, Wydanie XII, Latchorzew 2022.

7 thoughts on “Baranie Rogi zimą (2 530 m n.p.m.) – relacja z wejścia od schroniska Teryego”